Wściekli frankowicze rzucili się bankom do gardeł. Mają dość gierek i udawania

Ten rok miał być sądny dla frankowego konfliktu między bankami a kredytobiorcami. Wiosną wszyscy z zapartym tchem obserwowali, co powie Sąd Najwyższy, ale ten zrobił unik i nie powiedział nic. No i ruszyła kolejna fala pozwów przeciw bankom, a sądy coraz bardziej się zatykają. W tym warszawskim, dedykowanym specjalnie sprawom frankowym, na jednego sędziego przypada już 1000 spraw, a na termin rozprawy dziś trzeba czekać do 2023 r.

Specjalny widział warszawskiego Sądu Okręgowego dla frankowiczów przeżywa prawdzie oblężenie. Jak informuje MondayNews, na jednego sędziego przypada już po 1000 spraw, a rzeczniczka sądu przyznaje, że terminy rozpraw wyznaczane są już na 2023 rok.

Wszystko dlatego, że w 2021 r. frankowicze przestali się czaić i ruszyli do sądów.

Co dziesiąty frankowicz się wściekł

Z danych Związku Banków Polskich przywoływanych niedawno przez „Rzeczpospolitą” wynika, że w listopadzie w sądach toczyło się już 74 tys. spraw frankowych, a to już ponad 10 proc. wszystkich zawartych umów frankowych.

Bizblog.pl poleca

To 2020 i 2021 r. były kluczowe i upłynęły pod znakiem fali pozwów przeciw bankom, szczególnie mijający 2021 r. wiosna bowiem Sąd Najwyższy miał rozwikłać ten węzeł, przeciągał jednak sprawę, migał się, aż się wymigał i stało się jasne, że SN frankowiczom nie pomoże. Ci ruszyli więc z pozwami.

Szczególnie wyraźnie widać to w w Sądzie Okręgowym w Warszawie, gdzie od kwietnia 2021 r. działa XXVIII Wydział Cywilny, czyli specjalna komórka do rozpoznawania tzw. spraw frankowych. W ciągu pierwszych sześciu miesięcy jego działania, a więc od kwietnia do końca września wpłynęło tam 13,5 tys. spraw.

Nowe pozwy to 10 411 spraw, reszta to sprawy przekazane z innych wydziałów. Dla porównania, w analogicznym okresie 2020 roku do SO w Warszawie wpłynęło 8 299 tzw. pozwów.

Największy ruch widać było w lipcu i sierpniu. Dlaczego? Bo po majowej uchwale Sądu Najwyższego, która i tak niewiele wniosła, frankowicze uznali, że dość czekania. W lipcu napłynęło do wydziały frakowego najwięcej, bo 2 046 nowych spraw, a w sierpniu kolejne 1 860.

Chcecie wiedzieć, jak kończą się te sprawy? „Puls Biznesu” podsumowywał niedawno, również na podstawie danych Związku Banków Polskich, że 84 proc. wyroków zapada na korzyść frankowiczów. W trzech czwartych przypadków sądy zarządziły unieważnienie umowy kredytowej, w 17 proc. przypadków odfrankowienie kredytu, a ok. 6 proc. spraw trafia do apelacji.

Niektóre banki chcą się dogadać, inne mają frankowiczów w nosie

Ta fala pozwów zmusza w końcu banki do działania. Ale to kwestia ostatnich miesięcy, o ile nie tygodni. Minął równo rok, od kiedy Komisja Nadzoru Finansowego zaproponowała sektorowi bankowemu salomonowe rozwiązanie – ugody z frankowiczami polegające na przewalutowaniu kredytów po kursie z dnia zaciągnięcia. I co? I nic. Banki udawały, że nad tą propozycja rozmyślają, ale tak naprawę założyły ręce i czekały. Długo czekały.

Na serio zabrały się za to tylko PKO BP i ING Bank Śląski, przy czym ten drugi i tak ma niewielki portfel kredytów frankowych (0,6 proc. całego portfela kredytów), i w październiku rzeczywiście ruszyły z propozycją masowych ugód według pomysłu KNF.

Kolejny bank pękł dopiero na początku grudnia. BOŚ Bank zapowiedział wtedy, że od stycznia zacznie proponować klientom przewalutowanie hipotek po kursie z dnia zaciągnięcia.

A reszta? Reszta ściemnia. Proponuje coś, co nie ma szans, by skusić rozwścieczonych frankowiczów. Millennium Bank od miesięcy oferuje ugody polegające na przewalutowaniu kredytu po jakimś kursie gdzieś w połowie między dzisiejszym, a tym z dnia zaciągnięcia, czyli chce po połowie podzielić się kosztami z klientem. 

Na podobne rozwiązanie zdecydował się niedawno mBank. Ciekawe, że oba te banki są w czołówce najczęściej pozywanych – również dlatego, że mają po prostu największe portfele kredytów frankowych. Tymi śladami – indywidualnie proponowanych ugód na negocjowanych za każdym razem warunkach – podąża też BNP Paribas.

Pozostali mają zupełnie w nosie i najwyraźniej chcą wziąć na klatę przegraną w sądzie. Santander udaje, że dalej pracuje nad propozycją KNF, bo nie ogarnął jeszcze sprawy od strony technologicznej. Nie najlepiej to świadczy o banku, nawet, jeśli wierzyć w ten powód. Pracuje też ponoć Pekao, od miesięcy prowadząc jakieś pilotaże.

Raiffeisen już jakiś czas temu ogłosił, że może wziąć na siebie najwyżej jedną trzecią straty, drugą część powinien wziąć na siebie klient, a trzecią – państwo. To w ogóle bajanie. Bank z resztą nic z tym nie robi.

A na deser pozostaje jeszcze Getin Noble Bank. Jego klienci nie mają szans na jakiekolwiek propozycje ugodowe, bo hipoteki frankowe stanowią tam 26 proc. portfela i są pięciokrotnie więcej warte niż jego kapitał własny, a bank i bez tego się sam powoli wykrwawia.

A więc obraz na koniec roku jest taki, że 2021 r. miał być przełomowy dla frankowiczów, a wyszło jak zwykle – banki robią, co chcą, KNF nikt chyba nie słucha, a wściekli klienci walczą w sądach na własną rękę. W 2022 r. z pewnością nie przestaną.