Ta kara może być przestrogą dla naśladowców Wolanski. Sąd bezlitośnie rozprawił się z youtuberem idiotą

Komentując sprint Kinsey Wolanski po murawie stadionu Atletico Madryt, napisałem, że istnieje ryzyko, iż Rosjanka szybko znajdzie wielu naśladowców. Część komentujących uznała, że to bzdura, bo ryzykowne zachowanie jest potem piętnowane. I oby tak było, dla mnie ważne jest , by takie działania nie opłacały się też z finansowego punktu widzenia. Dlatego z satysfakcją czytam, że sąd w Hiszpanii dotkliwie ukarał youtubera, który postanowił podrasować sobie zasięgi, kpiąc z bezdomnych.

fot: youtube/VitalyzdTv

Cała historia zaczęła się na długo przed tym, jak Wolanski i jej chłopak Witaly Zdorovetskiy wpadli na pomysł, by podczas finału Ligi Mistrzów wypromować nowy kanał soft porno. W styczniu 2017 roku chiński youtuber Kanghua Ren (znany jako ReSet) uznał, że niesamowicie dowcipnie będzie, gdy poczęstuje bezdomnych ciasteczkami Oreo. Ale nie takimi zwykłymi. Do środka zamiast nadzienia wpakował białą pastę do zębów.

Mężczyzna wyszedł na ulicę i zaczął częstować swoją ofiarę przed obiektywem kamery. Zbulwersowało to nie tylko internautów, ale i organy ścigania. Ren próbował sprawę obrócić w jeszcze bardziej niesmaczny żart, tłumacząc, że być może trochę przesadził, ale bohater jego filmu dawno nie widział pasty do zębów.

Sądu to nie przekonało. ReSet został właśnie skazany na 15 miesięcy pozbawienia wolności – pisze BBC. To jednak ta mniej dotkliwa część kary, bo mężczyzna może starać się o wyrok w zawiasach.

Ważniejsze jest jednak to, że youtuber został dodatkowo obciążony 22 tys. euro odszkodowania, jakie będzie musiał wypłacić bezdomnemu. Serwis podaje , że na reklamach, które pokazywały się widzom w trakcie wyświetlania filmiku, Ren zarobił jakieś 2 tys. euro. Gdyby ReSet poszedł do więzienia, wyciągając przy okazji niezłe pieniądze, wiele osób wspominałoby pewnie tę historię z lekkim podziwem. A tak youtuber dostał łomot na wszystkich frontach.

Jak zakończy się sprawa z Wolanski?

Na ten moment Rosjanka pochwaliła się tylko, że opuściła areszt i dostała od obsługi stadionu pamiątkowy bilet. Przekrój kar, jaki dostają tzw. pitch invaders jest bardzo szeroki.

W 2014 r. podczas meczu Ligi Europy na murawę wbiegło trzech kibiców Tottenhamu. Klub kazał każdemu z nich zapłacić ledwie 155 funtów grzywny i zabronił im wstępu na obiekt przez kolejne trzy lata.

Mniej farta miał mężczyzna, który wparował na murawę Stadionu Narodowego w Warszawie, przerywając towarzyski mecz Real Madryt – Fiorentina. Tu karą był dwuletni zakaz stadionowy i 1800 zł kary.

To wszystko jednak nic w porównaniu z grzywną dla pewnego krewkiego duńskiego kibica. Fan reprezentacji wpadł na boisko w trakcie międzynarodowego meczu ze Szwecją i uderzył sędziego. Werdykt krajowej federacji? Równowartość ponad pół miliona złotych.

Ile UEFA zasądzi w przypadku Wolanski? Na takie pytanie bardzo trudno odpowiedzieć. Z jednej strony federacja będzie z pewnością brała pod uwagę opinię publiczną. Kara liczona w setkach tysięcy dla kobiety, która (nie ukrywajmy) zaskarbiła sobie sympatię licznej rzeszy internautów może spotkać się z protestami. Bo i w teorii Rosjanka nic złego nie zrobiła. Przebiegła się po murawie, ubarwiła nudny mecz i mignęła nazwą portalu przed kamerami i obiektywami fotoreporterów. Czy to taka straszna zbrodnia? UEFA będzie miała jednak nieco one podejście.

Możni światowego futbolu są przeczuleni na punkcie niedozwolonych reklam.

Z tego między innymi względu piłkarze po strzeleniu bramki nie mogą zdejmować koszulek. Urzędnicy boją się, że pod spodem będą mieli przyszykowany drugi t-shirt, za którego włożenie ktoś im wcześniej zapłaci. Zawodnicy i tak próbują to zresztą ominąć. W trakcie Euro na boiskach Polski i Ukrainy Nicklas Bendtner uniósł lekko koszulkę, prezentując górę bokserek z nazwą firmy bukmacherskiej.

O tym, ile dzięki akcji na finale Ligi Mistrzów zarobiła modelka, prędko się nie dowiemy. Instagram szybko zablokowął jej konto, po tym, jak w ciągu godzin urosło ono o dodatkowe 2,1 mln followersów. Blokada została zwolniona dopiero 4 czerwca wieczorem, co skłania do do wniosku, że profil został tylko tymczasowo zawieszony z powodu zbyt szybkiego przyrostu liczby fanów. Teraz Wolanski znów ma 2,5 mln obserwujących, a to daje jej spore możliwości reklamowe.

Prawdziwe frukty leżą jednak gdzie indziej. Jej chłopak pochwalił się, że dzięki reklamie jego stronie internetowej przybyło 2 mln płatnych subskrybentów. Pytanie, czy ta liczba jest prawdziwa (a w to nieco wątpię) i czy ten jednorazowy strzał uda się przekuć w długofalowe zyski.

Końcowa kara zawiśnie zapewne gdzieś między tą lekko przesadną obsesją na punkcie rugowania reklam, a poparciem fanów dla Wolanski. Oby zatrzymała się jednak gdzieś w górnych granicach, bo jeżeli instagramerzy uznają, że warto się poświęcić, to przyszłoroczne Super Bowl zamiast nad ranem, skończy się w południe. A my coraz częściej będziemy obserwowali nasto i 20-parolatków balansujących na granicy taniej popularności i społecznego oburzenia.