Donald Trump robi Chinom łachę. Czy człowiek z monstrualnym ego w ogóle chce zgody z Pekinem?

Zażegnanie wojny handlowej będzie w piątek w Białym Domu tematem rozmów przywódców USA i Chin. Przed wizytą chińskiego wicepremiera w Waszyngtonie Donald Trump prowokuje na Twitterze: Chiny chcą dealu, ale czy ja go chcę?

Komentatorzy polityczni mają z Trumpem olbrzymi kłopot. Obdarzony monstrualnym ego nowojorczyk złamał już tak wiele pisanych i niepisanych zasad sprawowania urzędu prezydenta USA, że wyczerpały się językowe możliwości opisu jego stylu uprawiania polityki.

Bizblog.pl poleca:

Jego szokująco prymitywny, niedyplomatyczny, nieprezydencki i po prostu obraźliwy sposób opisu rzeczywistości, w tym głównie ludzi, z którymi mu nie po drodze — a do tego grona regularnie dołączają jego byli współpracownicy — już właściwie nie szokuje.

Dlaczego tak się dzieje? Chyba zachodzi tu mechanizm polegający na tym, że nawet silne bodźce przy odpowiednio dużej częstotliwości przestają wywoływać spodziewany efekt.

Kurdowie nie pomogli w Normandii

Konto Donalda Trumpa na Twitterze, które wydaje się autentycznym, niefiltrowanym strumieniem świadomości prezydenta kraju, który od dziesięcioleci jest ostoją demokracji na świecie, codziennie przynosi zalew treści, które wywołują już właściwie jedynie poczucie zażenowania i rezygnacji.

Donald Trump nigdy, ale to przenigdy nie przyznaje się do błędu. Gdy w najgorszy z możliwych sposobów zdradza walczących w Syrii Kurdów, wystawiając ich na brutalny atak Turcji, broniąc swojej nieprzemyślanej, straszliwie szkodliwej decyzji, jest w stanie odwołać się do argumentu, że Kurdowie nie pomogli Amerykanom w…. Normandii w 1944 roku.

To szaleństwo, ale jakby działa

Zaraz, ale przecież miało być o Chinach. Właściwie nie wiadomo, czy za wojną handlową Donalda Trumpa z Państwem Środka stoi jakiś długofalowa strategia. Wiele wskazuje na to, że nie i wszelka racjonalizacja kolejnych decyzji administracji Donalda Trumpa następuje post factum, po decyzji podjętej pod wpływem emocji i niezachwianej wiary we własny geniusz władcę Białego Domu.

Najciekawsze jest jednak to, że choć przytłaczająca większość ekspertów ostrzegała, że nakładanie karnych ceł na Chiny przyniesie praktycznie same negatywne skutki dla amerykańskiej gospodarki, dotychczasowy bilans ekonomicznego konfliktu wcale nie jest jednoznaczny.

Wygląda na to, że całkowicie zaskoczone agresywną polityką Trumpa Chiny zaczynają grzecznie respektować reguły, które dotąd bezczelnie i bezkarnie łamały, na przykład w kwestii poszanowania własności intelektualnej.

Trump mówi, giełda się cieszy

W czwartek Donald Trump ogłosił, że prowadzone w Waszyngtonie na wysokim szczeblu — pierwsze od czerwca — negocjacje handlowe poszły bardzo dobrze, na co amerykańska giełda zareagowała wzrostem notowań.

Nie wiadomo, czy ta ocena odpowiada rzeczywistości, bo Trump tak samo wypowiadał się o rozmowach z przywódcą Korei Północnej, nawet gdy było oczywiste, że komunistyczny reżim nie wykazuje najmniejszej woli porzucenia swojego programu atomowego.

Prawdziwe negocjacje zaczną się jednak w piątek. To właśnie dziś do Białego Domu przybędzie wicepremier Chin Liu He.

Na Donalda Trumpa paraliżująco działa jednak tylko Władimir Putin, przy którym prezydent USA zachowuje się jak przestraszony uczniak. Liu He to jednak dla niego tylko jakiś Chińczyk, dlatego we czwartek na Twitterze pozwolił sobie na egocentryczny i dość arogancki ton wobec swojego gościa:

Wielki dzień negocjacji z Chinami. Oni chcą zrobić deal, ale czy ja tego chcę?