Wodór napędzi krakowską komunikację? W marketingu słowo-klucz bywa też pułapką

Szefostwo Krakowskiego Holdingu Komunikacyjnego od pewnego czasu w mediach wypuszcza informacje o testowaniu pojazdów napędzanych wodorem. Gdy jednak chcieliśmy się tematowi bliżej przyjrzeć, okazało się, że ten cały wodór to marketingowa wydmuszka.

Wiadomo, że człowiek głównie konsumuje rzeczywistość emocjami. Stąd w reklamie tyle uwagi poświęca się, żeby konkretny kolor, kształt, a także pojedyncze słowo trafiło dokładnie w te rejony odbiorcy, które wywołają przynajmniej ciekawość. 

Bizblog.pl poleca:

Niekiedy jednak trudno o taki wyróżnik. Jak chociażby w przypadku zmian klimatycznych i ogarniającej większość (na serio albo ciut na niby, pod publiczkę) fali zielonej ekologii. Na przykład w bezemisyjnym transporcie publicznym. Ileż można w kółko powtarzać, że autobusy elektryczne są i nie emitują żadnych gazów? To już się odbiorcom tyle razy obiło o uszy, że już nie trafia do środka. I jedyny, jaki wywołuje ewentualny efekt to znudzenie, obojętność. W procesie komunikacji — najgorzej. 

Żeby wyjść z tego marketingowego marazmu trzeba odważnej odskoczni, dzięki której znowu — chociaż na chwilę, ale zawsze to coś — uda skupić się uwagę odbiorcy. I takim torem myślenia musieli pójść w Krakowskim Holdingu Komunikacyjnym S.A. Tak właśnie usłyszeliśmy o rychło testowanych w grodzie Kraka pojazdach komunikacji publicznej napędzanych przez wodór. 

Że na prąd? I bez emisji? Różnice robi wodór

Mamy ambitne plany na przyszłość, nie chcemy się ograniczać jedynie do elektrycznych, ale również patrzymy na pojazdy napędzane paliwem gazowym i — co być może dziś wydaje się być daleką przyszłością — chcielibyśmy się skoncentrować na testach samochodów napędzanych wodorem — wypręża dumnie pierś na łamach serwisu portalsamorządowy.pl Witold Śmiałek, członek zarządu KHK.

To wszystko przy okazji wychwalania pod niebiosa komunikacyjnego holdingu, który pozyskał ostatnio 47 pojazdów elektrycznych i 39 stacji ładowania. Ale, że takie transportowe inwestycje są już raczej powszechne i na nikim większego wrażenia nie robią — to musiał pojawić się wodór.

Po bliższym przyjrzeniu się zostają tylko opary

Autobusy miejskie napędzane wodorem — to już news wart uwagi. Postanowiłem sprawie się przyjrzeć i napisałem do Krakowskiego Holdingu Komunikacyjnego S.A. z prośbą o rozszerzenie tego, było nie było naprawdę ciekawego tematu. 

Po tym, jak mail pozostał bez odpowiedzi — dzwonię i od osoby odpowiedzialnej za kontakt z dziennikarzami słyszę, że tym tematem zajmuje się jeden członek zarządu, który jednak teraz ma serię spotkań. Trzeba czekać. I czekałem cały dzień. W końcu od KHK S.A. otrzymałem komunikat takiej treści:

KHK S.A. jest zainteresowane testowaniem wszystkich rodzajów napędów wskazanych w Ustawie o elektromobilności. Należy pamiętać, że do 2025 roku flota zeroemisyjna jednostek samorządu terytorialnego, wykonująca zadania publiczne, musi osiągnąć poziom 30 proc. całości floty będącej w posiadaniu tejże jednostki. Biorąc pod uwagę tempo rozwoju poszczególnych technologii napędowych oraz ceny pojazdów jak i paliw do nich stosowanych, w chwili obecnej, nie wykluczamy z kręgu naszych zainteresowań żadnego z rodzajów napędów zeroemisyjnych. Z przyczyn oczywistych nasze możliwości, w chwili obecnej, ogranicza słaba dostępność pojazdów napędzanych wodorem oraz brak infrastruktury do tankowania — informuje mnie Dominika Biesiada-Klimczak, rzecznik prasowy KHK S.A. i prosi, żeby te słowa włożyć w usta Witolda Śmiałka.

Krakowski wodór, czyli pic na wodę, fotomontaż

Z przesłanej informacji wynika, że krakowski holding tak naprawdę nie ma żadnych, konkretnych planów dotyczących testowania pojazdów napędzanych wodorem. Przyznają nawet, że nie posiadają do tego niezbędnej infrastruktury.

Czyli wcześniejsze wspominania to nic więcej, jak tylko gra marketingowa, która na tle innych podmiotów goniących w elektromobilność, miała KHK S.A. wyróżnić. Że tacy innowacyjni, że całą konkurencję w tyle zostają. 

Nie trzeba opowiadać bajek, żeby korzystać z wodoru

Korzystanie z wodoru to nie jest żaden alchemiczny rubikon. Można na przykład produkować go z plastiku, na co wpadli naukowcy Uniwersytetu w Chester. I potem wykorzystywać do ogrzewania domów albo… napędzania samochodów. 

Zresztą, żeby szukać przykładu na wykorzystanie wodoru w komunikacji miejskiej, wcale nie trzeba szukać w okolicach San Escobar. To znacznie bliżej, prawie pod nosem. Wszak parę miesięcy temu firma Solaris Bus & Coach S.A. (główna siedziba pod Poznaniem, ok. 400 km od Krakowa) podpisała umowę na dostarczenie 12 autobusów miejskich zasilanych wodorem do Bolzano we Włoszech. Do tego dochodzi jeszcze 8-letni serwis. 

Każdy autobus będzie wyposażony w akumulator Solaris High Power i ogniwo paliwowe o mocy 60 kW, które pozwoli na przejechaniu do 350 km na jednym pełnym zbiorniku wodoru.

Budując swoją wodorową legendę, w KHK S.A. mogli więc postarać się o ciut więcej. Wystarczyło przecież podjąć np. niezobowiązujące rozmowy z Solaris Bus & Coach i mieć tym samym gotowca dla wścibskich dziennikarzy. Bo już tak jest, że legenda, nawet ta marketingowa — musi mieć solidne podstawy. Inaczej byle podmuch wszystko poprzewraca i zostanie na koniec tyle, ile wodoru w zbiornikach krakowskich autobusów.