Właściciele siłowni stracili cierpliwość. I rządowe obostrzenia stały się fikcją

Zdrowy kręgosłup z Justyną, pilates z Anią – tak od kilku dni wygląda oferta klubów fitness, które w teorii powinny być zamknięte dla ćwiczących. Właściciele siłowni długo apelowali do rządzących o przepisy umożliwiające im normalne działanie lub pokaźną pomoc od państwa. Bez efektów. Przedsiębiorcy stracili już chyba cierpliwość, bo od końca października masowo otwierają swoje obiekty.

Dzień dobry, moją siłownię zamknięto. Czy mogę przyjść do was?

pytam w jednej z warszawskich siłowni.

Tak, oczywiście. Karnet wyrobi pan na miejscu. Godziny zajęć podane są na stronie, w ramach jednego wejścia może pan korzystać tylko z jednej strefy

– słyszę w odpowiedzi.

Ale czy to legalne? Słyszałem o kontrolach

– dopytuję.

Spodziewamy się kontroli, ale działamy zgodnie z rozporządzeniem. Proszę się nie martwić

– odpowiada pracownik

Wchodzę do internetu, by doczytać, na jakich zasadach działają dzisiaj siłownie. Przede wszystkim do klubów można dzisiaj wejść tylko w ramach przygotowań do zawodów sportowych lub zorganizowanych zajęć. W praktyce oznacza to, że zamiast przyjść o dowolnej porze należy trafić w początek zajęć pod okiem instruktora. A te odbywają się jedne po drugich przez cały dzień.  

Treningi, jak uprzedzała mnie osoba na infolinii, można przeprowadzać w związku z tym tylko w jednej strefie. Musimy więc wybierać na przykład między kardio a wolnymi ciężarami. Obowiązują również limity miejsc, które wcześniej wyznaczone były dla stref czerwonych.

Mniejsze siłownie kombinują na inne sposoby. W niewielkim Impuls Training Center w warszawskim Wawrze od 8.00 do 21.45 na przemian w jednej salce odbywają się zajęcia kulturystyczne, wzmacniające i wydolnościowe. I tak od rana do nocy, siedem dni w tygodniu.

Policja dała zielone światło

Początkowo podobne inicjatywy były dziełem małych siłowni, których właściciele walczyli o przetrwanie. Bywało nerwowo. Tuż po ogłoszeniu się przez krakowski Atlantic Sports „Kościołem Zdrowego Ciała”, do klubu wpadła policja. Mundurowi przeszli się po siłowni, wypytali ćwiczących i stwierdzili, że… nie im oceniać, czy doszło do naruszenia przepisów.

Bizblog.pl poleca

Chwilę później branża fitness mogła już otwierać szampany. W rozmowie z „Gazetą Wyborczą” mecenas Andrzej Krzyszowski reprezentujący siłownię Fitness Point, przyznał, że policja zawitała do klubu, ale nie stwierdziła żadnych uchybień. Wystarczyło, że klienci zadeklarowali wcześniej, że przygotowują się do zawodów.

Teraz w taki sposób zaczyna działać coraz więcej klubów fitness w Polsce. W ostatnich dniach o otwarciu czterech obiektów poinformował Platinium Fitness club, inny klub – Total Fitness pod koniec października zadecydował o odmrożeniu 14 siłowni. Zamknięty pozostaje Zdrofit (130 klubów), ale administratorzy fanpage’a puszczają już oko do użytkowników, pisząc, że trwają prace nad powrotem.

Zachęcamy więc do śledzenia komunikatów na stronie!

– czytamy.

W zdecydowanej większości przypadków kluby organizują zwykłe zajęcia sportowe lub każą uczestnikom podpisywać dokumenty świadczące o wzięciu udziału w zawodach. Niektóre wolą nie ryzykować. Opisywana przez Radio Białystok siłownia zadeklarowała, że przeprowadza zawody co dwie godziny. Zwycięzcy otrzymują karnety.

Prawnicy uspokajają

Przypomnijmy, że kluby fitness mogą pozostać otwarte dla uczestników uprawiających sport w ramach współzawodnictwa sportowego, zajęć lub wydarzeń sportowych. Co to w praktyce oznacza?

Dr Karolina Tetłak z Uniwersytetu Warszawskiego i adwokat Łukasz Wydra – autorzy analizy prawnej przygotowanej dla Polskiej Federacji Fitness – wskazują, że termin „współzawodnictwa sportowego” nie został zdefiniowany w ustawie. W związku z tym należy je rozumieć, w takiej formie, jaką podaje słownik języka polskiego. A ten podpowiada, że zawody sportowe cechuje rywalizacja według określonych reguł z zamiarem wyłonienia zwycięzcy. Rozporządzenie nie mówi również ani słowa o tym, że do zawodów mogą przygotowywać się wyłącznie profesjonaliści.

Podobne problemy definicyjne pojawiają się w przypadku zajęć sportowych. Autorzy powołują się więc m.in na stanowisko Ministra Sportu, które mówi, że zajęcia sportowe „oznaczają zorganizowane formy aktywności fizycznej”.

Ryzyko wąskiej  interpretacji i zawężonej praktyki stosowania przez organy władzy publicznej omawianych przepisów, co w istocie mogłoby doprowadzić do nałożenia sankcji na przedsiębiorcę, chcącego zorganizować wspomniane formy aktywności sportowej, należy zatem uznać za nieznaczne i nieuzasadnione brzmieniem przepisów Rozporządzenia

– czytamy w analizie

Trwają negocjacje z rządem

Efekt? Hulaj dusza, piekła nie ma. Właściciele siłowni zmęczeni przeciąganiem liny z rządem, zaczęli wykorzystywać nieprecyzyjne przepisy. Ustawodawca umożliwiając siłowniom organizowanie zajęć chciał, by w klubach cały czas przewijały się te same osoby. Już po dwóch tygodniach od wprowadzenia rozporządzenia widzimy, że pozostanie to co najwyżej pobożnym życzeniem. Choć zainteresowani twierdzą, że mogło być inaczej.

Reguły sanitarne mieliśmy ściśle rozpisane. Wystarczyłoby, gdyby rząd zapytał nas o zdanie przed wprowadzeniem zakazu korzystania z siłowni

– słyszymy od jednego z przedstawicieli branży

Branża fitness nie rezygnuje jednak z prób dogadania się z premierem Morawieckim. W poniedziałek wraz z restauratorami, przewoźnikami i hotelarzami wystosowała list do rządu z prośbą z propozycjami pomocy finansowej, która może uratować ją od bankructwa.

Siłownie liczą jednak także na to, że rządzących uda się przekonać do wznowienia działalności klubów w zaostrzonym reżimie sanitarnym. W czwartek 5 listopada odbędzie się drugie spotkanie zespołu roboczego ds. branży fitness w Radzie Przedsiębiorców działającej przy Rzeczniku Małych i Średnich Przedsiębiorców. Do stołu zaproszeni zostali szefowie resortów pracy, finansów, zdrowia, funduszy i polityki regionalnej i prezes PFR.

Branża fitness będzie miała w tej dyskusji kolejny potężny argument. Do tej pory podkreślały, że siłownie nie są ogniskiem zakażeń i ściśle przestrzegają wytycznych sanepidu. Teraz mogą dodać: przecież restrykcje i tak są fikcyjne.