Uber miał zostać zrównany z taksówkami. Kluczowy przepis może pozostać martwy

Polską branżę przewozową od stycznia czekają ogromne zmiany. Nowelizacja ustawy transportowej z jednej strony uderzy w takich graczy jak Uber czy Bolt, z drugiej wprowadzi taksówkarzy w XXI wiek. Jednak na niespełna dwa miesiące przed wejściem w życie nowej ustawy jedno z kluczowych rozporządzeń jest w powijakach.

Ustawę nie przez przypadek określa się mianem „Lex Uber„. To właśnie amerykański startup może się okazać główną ofiarą nowych przepisów. Przypomnijmy, że od stycznia 2020 r. kierowcy używający aplikacji będą musieli posiadać licencję. Same platformy dostaną natomiast status pośredników w przewozie, co nałoży na nie obowiązek ewidencjonowania przejazdów przez pięć lat.

Bizblog.pl poleca:

Z drugiej strony nowe prawo nie do końca podoba się również tradycyjnym korporacjom taksówkarskim. Lex Uber usuwa bowiem konieczność zdawania egzaminów z topografii miasta, a były one obowiązkowe niemal w każdym mieście w Polsce oraz pozwala stosować aplikacje mobilne jako alternatywę dla taksometrów.

Problemy z Lex Uber

I właśnie na tym ostatnim punkcie ustawodawca wyłożył się po całości. „Rzeczpospolita” pisze, że równocześnie trwają prace nad dwoma projektami. Jeden z nich przygotowywany jest przez Ministerstwo Cyfryzacji i dotyczy tak zwanych wirtualnych taksometrów. Drugi to dzieło resortu finansów i polega na przeniesieniu kas fiskalnych do smartfonów.

Oba rozporządzenia zostały przygotowane na kolanie i powstawały niezależnie od siebie

– krytykuje na łamach „Rzeczpospolitej” Paweł Osowski, były prezes EcoCar.

Eksperci krytykują regulacje resortu cyfryzacji za to, że nie zapewniają bezpieczeństwa przechowywania danych. To efekt między innymi tego, że nikt nie określił zasad certyfikacji aplikacji. W najbardziej pesymistycznym scenariuszu mogłoby się więc okazać, że jakiś anonimowy twórca wypuszcza apkę, która służy potem do rozliczeń finansowych z klientami. Mało zachęcająca wizja.

Nieautoryzowane aplikacje

Z punktu widzenia pasażera dezorientujący jest też fragment o konieczności określenia dokładnej stawki za pokonaną odległość. Przepisy nie precyzują, czy owa stawka musi być widoczna dla klienta, a wtedy byłaby odpowiednikiem naklejek z cennikiem, które są na szybach taksówek, czy też mogą zostać zaszyte w aplikacji.

Do startu nowej ustawy zostało bardzo niewiele czasu, a znaków zapytania wciąż jest bardzo wiele. Istnieje ryzyko, że jedna z najważniejszych regulacji wynikających z Lex Uber pozostanie wyłącznie na papierze.