Wielka płyta zmieni się nie do poznania. Przed blokowiskami szansa na skok w XXI wiek

Nadchodzi rewolucyjna nowelizacja ustawy o termomodernizacji. Dzięki nowym regulacjom relikt rodem z lat 70. ubiegłego stulecia przejdzie niezwykłą metamorfozę. Wyobrażacie sobie baterie słoneczne na dachach, a nawet jeśli mieszkańcy się zgodzą, turbiny wiatrowe? Tak właśnie mają wyglądać odnawiane masowo stare blokowiska.

Fot. Arek Olek/Flickr.com/CC BY-SA 2.0

Nowelizacja ustawy zakłada, że samorządy terytorialne i wspólnoty mogłyby otrzymać z budżetu centralnego pokaźne wsparcie finansowe dla remontów budynków mieszkalnych z wielkiej płyty. W ten sposób można byłoby wzmacniać połączenia między warstwami poszczególnych płyt, czyli usunąć największy feler budownictwa sprzed 40 lat, a także docieplić bloki.

Projekt nowych przepisów trafił właśnie do konsultacji. W sumie na cały program przeznaczono aż 7 mld zł.

Największą zmianą jest, że na 21-proc. dofinansowanie mogliby liczyć ci, którzy chcą połączyć tradycję z nowoczesnością i jak najbardziej poważnie myślą o instalacji na blokach z wielkiej płyty instalacji odnawialnych źródeł energii. Taki jest zapis w projekcie ustawy o termomodernizacji i remontach.

Właśnie dzięki temu na dachach bloków mogłyby z powodzeniem instalowane być baterie słoneczne lub turbiny wiatrowe. Cel takiego zabiegu jest oczywisty: pozytywny wpływ na zanieczyszczenie powietrza oraz ograniczenie zjawisk związanych z ubóstwem energetycznym

Energia z dachów obniżyłaby koszty. Ale nie brakuje obaw.

Zdanie spółdzielców na temat proponowanych zmian w przepisach są podzielone. Część martwi się o kondycję dachów.

Koncepcja jest dobra, ale może tak się stać, że końcowy bilans wyjdzie jednak na zero. Zyski pokryją straty. Rzecz w tym, że podczas instalacji odnawialnych źródeł energii na dachach bloków może dochodzić do rozszczelnienia powierzchni, co będzie z kolei skutkowało utratą ciepła. Zdecydowanie najlepszym rozwiązaniem byłoby montowanie takich instalacji od razu – już przy okazji samej budowy bloku – przekonuje w rozmowie z Bizblog.pl Anna Duch, rzecznik Katowickiej Spółdzielni Mieszkaniowej.

Sporo jest spółdzielców, którzy mają obawy, ale w zmianie przepisów upatrują szans. Są też tacy, którzy na własnej skórze przekonali się , że to jak najbardziej działa.

W Spółdzielni Mieszkaniowej Wrocław-Południe w sumie na dachach 35 budynków zainstalowano 2771 paneli fotowoltaicznych o łącznej powierzchni 0,5 ha. Dzięki temu roczny koszt energii spadł o ponad trzy razy z 425 tys. do 120 tys. zł. 

Wyniki, jakie uzyskaliśmy, świadczą z jednej strony o wydajności naszych instalacji, z drugiej zaś o tym, że obecne warunki atmosferyczne sprzyjają inwestowaniu w fotowoltaikę. Mamy za sobą bardzo słoneczny rok – przekonuje Marek Dera, wiceprezes Spółdzielni Mieszkaniowej Wrocław-Południe i optymistycznie patrzy na przyszłość.

Bywa, że OZE nie na każdy dach pasuje.

Nowelizacja przepisów nie spowoduje , że instalacje OZE zaczną wyrastać na dachach wielkiej płyty niczym grzyby po deszczu. Bywają też takie miejsca, gdzie na taką inwestycję – m.in. ze względu na przeszkody architektoniczne – nie ma szans. Szczecińska Spółdzielnia Mieszkaniowa dysponuje w sumie 180 dachami, ale instalowanie na nich turbin wiatrowych, czy ogniw fotowoltaicznych nie przyniosłoby efektu ekonomicznego.

Przeprowadziliśmy stosowne analizy. Mamy nawet oferty trzech wykonawców. Ale każdy z nich, jak przyjrzał się naszym budynkom, bezradnie rozkładał ręce. Inna sprawa, czy to faktycznie przynosi oszczędności. Przecież nie tylko montaż instalacji OZE kosztuje. Ich serwisowanie, wymiana części też. Być może taka oferta będzie bardziej korzystna, jak koszt samej energii jeszcze spadnie – dzieli się swoimi wątpliwościami z Bizblog.pl Paweł Sawiński, zastępca prezesa Szczecińskiej Spółdzielni Mieszkaniowe ds. technicznych i eksploatacji

Wielka płyta jest w dobrej kondycji

W naszym kraju jest ok. 60 tys. budynków mieszkalnych wybudowanych z wielkiej płyty. Najwięcej w województwie mazowieckim, łódzkim, śląskim i dolnośląskim. O dofinansowanie, w formie zakładanej w nowelizacji ustawy mogłyby się starać gminy, uzyskując do 50 proc. wartości realizowanych przedsięwzięć.

No chyba, że poddawany remontowi budynek wpisany jest do rejestru zabytków. Wtedy pomoc wyniesie 60 proc. Konsultowane właśnie przepisy zakładają również, że beneficjentem tych remontowych premii mogą być też wspólnoty mieszkaniowe, w których większościowe udziały ma gmina. Dzisiaj takie rozwiązanie nie jest możliwe.

Nie ma żadnego zagrożenia jeśli chodzi o konstrukcję i bezpieczeństwo budynków z wielkiej płyty. Jestem przekonany, że przy dobrym wykorzystaniu przygotowanego przez Instytut Techniki Budowlanej raportu, ci którzy dzisiaj zarządzają budynkami z wielkiej płyty, będą mogli nimi zarządzać w taki sposób aby można w nich mieszkać przez kolejne lata, przez pokolenia – zapewnia wiceminister infrastruktury Artur Soboń. 


Szansa dla milionów Polaków.

Wielka płyta w latach 60. ubiegłego stulecia okazała się zbawieniem i skutecznym remedium na powojenne potrzeby społeczeństwa, wśród których prym wiodła potrzeba własnego dachu nad głową. Władza chciała budować domy szybko, tylko nie wiedziała jak się za to zabrać. Na szczęście ktoś zalecił zerknąć, jak to robili inni.

Pierwsze budynki mieszkalne z wielkiej płyty powstały zaraz po I wojnie światowej w Holandii. Potem ich śladem poszli Niemcy, Francuzi, Szwedzi i budowniczowie Związku Radzieckiego. W kraju nad Wisłą pierwszy blok z wielkiej płyty stanął na początku 1960 r., przy ul. Wolskiej 115A.

Technologiczna metoda prób i błędów tak naprawdę trwała całą dekadę. Ale w latach 70. nasi inżynierowie mogli dumnie prężyć pierś do przodu. Polska miała już własną technikę budowy domów z prefabrykantów. I zaczął się boom na osiedla bloków. Efekt? Dzisiaj w czterech milionach takich mieszkań żyje ok. 12 mln Polaków. 

Politycy zaczęli się martwić o azbest.

O wielkiej płycie zrobiło się głośno w 2013 r. Wtedy, przy okazji dyskusji o rewitalizacji polskich miast, padł argument, by bloki z wielkiej płyty objąć specjalnym programem. Bo też nie wiadomo, na ile są trwałe. No i do tego ten nieszczęsny, trujący azbest. Nie dość, że obecny w de facto każdym bloku, to jeszcze na dodatek rakotwórczy. 

I trochę czasu ekspertom zajęło odkłamywanie powstałych nieporozumień. Dzisiaj już nikt panicznie azbestu się nie boi, bo też nie musi. 

Azbest był w płytach zewnętrznych używanych przy ociepleniach, ale też się z tego wycofano. Co ważne, on nie był trujący “od razu”. Włókna azbestu, które przypominają haczyk wędkarski lub harpun, wbijają się w przewód oddechowy i dopiero po dłuższym czasie otorbiają się i mogą prowadzić do powstawania nowotworów. Ale, jak powtarzam, zostało to już usunięte – stawia sprawę jasno Andrzej Roch Dobrucki, prezes Krajowej Rady Polskiej Izby Inżynierów Budownictwa.