Nadchodzi kryzys, który wywróci wszystko do góry nogami. Czas, by politycy przestali na siłę robić z Polaków zramolałych starców

Demograficzna katastrofa, która zbliża się wielkimi krokami, niczego nas nie uczy. Prezydent próbuje kupować wyborcze głosy wizją przechodzenia na emeryturę nawet w wieku 55 lat, nikogo nie obchodzą argumenty o tym, że wiek emerytalny nie zmienił się od 100 lat, a dyskusje podejmowane na temat aktywności zawodowej emerytów kręcą się wyłącznie wokół tego, jak zachęcić seniorów do pracy, zamiast zastanowić się, jak zachęcić pracodawców, żeby ich zatrudniali. I czas skończyć nareszcie z dyskryminacją ze względu na wiek, która choć nielegalna, jakoś nikomu nie przeszkadza.

Mówią, że trzydziestka to nowa dwudziestka. czterdziestka to nowa trzydziestka. Kiedy w takim razie zaczyna się starość? Kiedy rodzą ci się wnuki? Kiedy zaczynasz chodzić o lasce? Kiedy przechodzisz na emeryturę? A może kiedy… zaczynasz być dyskryminowany w pracy ze względu na wiek?

Nasłuchałam się ostatnio podobnych historii. Mężczyzna z wyższym wykształceniem. Inżynier, nie żaden tam humanista. Wysokie kwalifikacje i równie wysokie ambicje. Zaczyna nudzić się w dotychczasowej pracy, więc chce ją zmienić, bo potrzebuje nowych wyzwań, chce się rozwijać. Oczekiwania finansowe? Raczej przeciętne. Nie potrzebuje zarabiać więcej, już nie musi. 

Ma 59 lat. I nagle okazuje się, że jest już za stary. Na wszystko.

Bizblog.pl poleca

Okres ochronny odstrasza zamiast pomagać

I nie, nie dlatego, że nie nadąża za nowymi technologiami. Nie dlatego, że choruje, korzystając często ze zwolnień lekarskich. Nie dlatego, że jest wolniejszy od swoich młodszych współpracowników. Nic z tych rzeczy. Pracodawcy po prostu się go boją, bo za dwa lata, w wieku 61 lat wejdzie w okres ochronny, w którym nie będzie można go zwolnić aż do emerytury.

Żaden poważny pracodawca nie potrzebuje specjalisty na dwa lata. Efekt jest taki, że okres ochronny przynosi odwrotny skutek: pracodawcy unikają zatrudniania pracowników, którzy będą zaraz chronieni przed zwolnieniem i wcale ich nie zatrudniają.

Wspomniany inżynier jest mobilny, szuka pracy w całej Polsce, nie tylko w swoim miejscu zamieszkania. Gotów jest 5 dni w tygodniu spędzać w delegacji, tylko na weekendy wracać do domu, byleby praca była dla niego interesująca. Od kilkunastu miesięcy nic. Znajomy poradził mu, by nakłamał w CV, fałszując swoją datę urodzenia. Sam tak zrobił i zadziałało. To kłamstwo potem wyjdzie na jaw, fakt, ale dopiero, kiedy zostanie zaproszony na rozmowę i potencjalny pracodawca spotka człowieka energicznego, kompetentnego i zupełnie niewyglądającego na emeryta. Bo ta bariera jest tylko w głowach pracodawców.

Ona jest w głowach nas wszystkich. A politycy tylko ten stereotyp wzmacniają, szafując populistycznymi sloganami o starych ludziach, którzy zasłużyli na odpoczynek po latach ciężkiej pracy. Kobiety według PiS zasługują na to w wieku 60 lat, mężczyźni w wieku 65. To oznacza, że okres ochronny, który zakazuje pracodawcom zwolnienia ich, zaczyna się w przypadku kobiet w wieku 56 lat, w przypadku mężczyzn w wieku 61 lat. To wtedy zaczyna się starość.

60-latek może i był starcem… 100 lat temu

Kluczowa informacja, z którą jakoś nie potrafią merytorycznie dyskutować politycy, jest taka, że wiek emerytalny w Polsce jest na tym samym poziomie od niemal 100 lat. Czy 60-latek z początku XX wieku był takim samym „starcem” co dzisiejszy 60-latek? No właśnie. Przecież to absurd.

Żyjemy dziś w zdrowiu znacznie dłużej, dłużej możemy pracować i dłużej chcemy pracować. Nie tylko ze względu na potrzebę dorobienia do niskiej emerytury. 60-letnia kobieta i 65-letni mężczyzna to nie są ludzie, którzy gotowi są już zasiąść na zawsze na kanapie przed telewizorem, chcą być potrzebni, aktywni, chcą funkcjonować w społeczeństwie.

I zwykle mogą.

Powszechnie uważa się, że starsi pracownicy są powolni, niechętni do nauki i mniej produktywni, a jednocześnie zarabiają więcej. To nieprawda! – udowadniał niedawno w tekście dla agencji Bloomberg dziennikarz i felietonista Leonid Bershidsky. Owszem wraz z wiekiem maleje umiejętność zapamiętywania dużej ilości informacji, ale lukę tę równoważy umiejętność działania na podstawie dużego doświadczenia.

Badania nad produktywnością przeprowadzone w niemieckich fabrykach Mercedes-Benz pokazują wręcz, że produktywność pracowników wzrasta wraz ze stażem pracy aż do emerytury.

Nie przekonuje to jednak pracodawców. Nie dziwne, skoro nie przekonuje również sądów. Znany jest przypadek w Niemczech, kiedy mężczyzna ubiegał się o posadę jako 50-latek i jako 32-latek jednocześnie. Kwalifikację w obu wcieleniach miał dokładnie takie same. Na rozmowę kwalifikacyjną został zaproszony wyłącznie 32-latek. Sprawa trafiła do sądu, a ten uznał, że nie doszło do dyskryminacji, ponieważ pracodawca ma prawo podejmować subiektywne decyzje.

Przypomnijmy, że dyskryminacja pracowników ze względu na wiek jest zabroniona. Ale jednocześnie wzbudza najmniejszy sprzeciw spośród wszystkich innych rodzajów dyskryminacji. Nie wiem, czy powiedzenie, że jest społecznie akceptowalna to duża przesada.

Tak czy inaczej, mam wrażenie, że ciężar dyskusji o aktywnych zawodowo emerytach nie do końca jest tam, gdzie powinien. Zachwycaliśmy się niedawno danymi pokazującymi, że zaledwie od 2018 r. liczba osób kończących prace tuż po osiągnięciu wieku emerytalnego spadła o 30 proc. Z danych ZUS wynika, że co trzeci emeryt osiągając wiek emerytalny, wcale nie chce przejść w stan bierności zawodowej i odwleka decyzję o przejściu na emeryturę. Doskonale!

To pokazuje, że pracownicy po sześćdziesiątce chcą pracować. Tylko może zwyczajnie nie mają gdzie? Może więc zamiast co jakiś czas wywoływać dyskusję na temat: jak zachęcić seniorów do podejmowania dłuższej aktywności zawodowej należałoby myśleć, jak zachęcać pracodawców, żeby zatrudniali pracowników po 60. roku życia.

Jeszcze będziecie błagać seniorów, żeby do was przyszli

Owszem, można też nie robić nic i poczekać. Za kilkadziesiąt lat seniorzy będą stanowili połowę społeczeństwa w Polsce. W 2060 r. liczba Polaków w wieku produkcyjnym (20-64 lata) spadnie o 40 proc., a na 100 osób w wieku produkcyjnym będzie przypadać 70 seniorów, pokazują dane OECD. I wtedy pracodawcy nie będą już kręcić nosem, bo nie będą mieli wyjścia.

I może politycy przestaną nam wtedy opowiadać bajki o emeryturze w wieku 60 czy 65 lat albo o emeryturach stażowych.

Dzięki Bogu prezydent Andrzej Duda wycofuje się z pomysłu emerytur stażowych. Oznaczałoby to możliwość przejścia na emeryturę nawet w wieku 55 lat.

Szkoda, że decyzja wynika z tego, że finanse nie wytrzymałyby obciążenia dodatkowymi 13 mld zł. Ale dobrze, że w ogóle zapadła. I dobrze, że ktoś w otoczeniu prezydenta Dudy potrafi jeszcze liczyć.