WIBOR postraszył Polaków, teraz czas na banki. Kroi się afera, przy której zadyma z frankowiczami wygląda jak żart

W ubiegłym roku zasady wyliczania WIBOR-u zostały zmienione, problem w tym, że nowy wskaźnik nadal nie spełnia unijnych wymogów. Jeszcze żaden kredytobiorca nie poszedł do sądu, by na tej podstawie unieważnić umowę kredytową, choć mógłby. Ale frankowicze też poszli dopiero, kiedy notowania franka szwajcarskiego wystrzeliły. No to teraz poczekajmy na kolejne podwyżki stóp procentowych w Polsce.

Niby wszystko jest jasne: oprocentowanie twojego kredytu to stawka WIBOR plus marża banku. Marżę można z bankiem negocjować, ale WIBOR traktowany jest jak prawda objawiona. Kredytobiorcy na razie zupełnie się nad tym nie zastanawiają. Ale pewnie zaczną, kiedy stopy procentowe wzrosną. A wzrosną na pewno.

Od 1,5 roku mieliśmy rekordowo niskie stopy procentowe, a podstawowa (referencyjna) była utrzymywana na poziome bliskim zera, dokładnie wynosząc 0,1 proc. Kiedy kilka miesięcy temu zaczęła nam rosnąć inflacja, niektórzy ekonomiści postulowali podnoszenie stóp, by te wzrosty powstrzymać. W końcu w październiku Rada Polityki Pieniężnej podniosła stopę referencyjną o 0,4 pkt proc., do poziomu 0,5 proc., a w listopadzie o kolejne 0,75 pkt proc. do 1,25 proc. Rynek spodziewa się kolejnych podwyżek w grudniu i styczniu, ale tego nie przesądzajmy, bo NBP lubi ostatnio zaskakiwać.

Kiedy rosną stopy procentowe, rośnie też oprocentowanie kredytów w bankach. To jasne. Ale wcale nie ma tu związku bezpośredniego, a w pewnym sensie jedynie pośredni, bo oprocentowanie kredytów oparte jest nie wprost na stopach procentowych NBP, ale na wskaźniku WIBOR, którego wysokość zależy od stóp procentowych. Stopy rosną, WIBOR rośnie. Ale wcale nie dokładnie tak samo jak stopy NBP.

Weźmy WIBOR 3M. Od października wzrósł z poziomu 0,24 proc. do 1,7 proc. (23 listopada). A w tym samym czasie stopy procentowe wzrosły z 0,1 proc. do 1,25 proc. To oznacza, że stopy ustalane przez NBP wzrosły o 1,15 p.p., ale WIBOR 3M wzrósł mocniej – o 1,46 p.p. WIBOR 6M wzrósł jeszcze bardziej – z 0,32 proc. do 2,06 proc., czyli o 1,74 p.p. Widać wyraźnie, że banki zarabiają na nas jeszcze więcej niż to wynika ze skali podwyżek stóp procentowych.

I oczywiście w tym koszcie zaszyte jest oczekiwanie rynku, że stopy w najbliższych miesiącach jeszcze mocniej wzrosną, a przecież taki WIBOR 3M oznacza koszt pieniądza w czasie trzech miesięcy, a WIBOR 6M w ciągu pół roku itd.

Bizblog.pl poleca

Ale co właściwie oznacza, że w tej cenie jest zaszyte oczekiwanie rynku? I dlaczego WIBOR 6M tak mocno różni się od WIBOR 3M? Na to pytanie nie odpowiem wprost, ale nie jest to normalna sytuacja. Dziś różnica pomiędzy tymi stawkami wynosi aż 0,36 p.p. Tymczasem, jak niedawno udowadniał Maciej Bednarek w serwisie Subiektywnie o Finansach, w latach 2006-2020 średnia różnica wynosiła zaledwie 0,08 p.p. W 2013 r. średnia stawek była wręcz taka sama (3,02 proc.), a w 2012 i 2014 r. wynosiła 0,01 p.p.

Teraz wkurzyć powinni się klienci, którzy mają kredyty hipoteczne w PKO BP, Pekao i ING, bo ich kredyty opierają się o ten sześciomiesięczny WIBOR, który wystrzelił ostatnio najmocniej. Powinni też zastanowić się, czym właściwie jest i w jaki sposób wyliczana jest stawka WIBOR? Ci z kredytami opartymi na WIBOR 3M zresztą też. Bo WIBOR to nie jest jakaś prawda objawiona. Jak zobaczycie, w jaki sposób się go liczy, zwątpicie.

WIBOR jak sabat czarownic, codziennie o jedenastej

Mówi się, że WIBOR to stawka, po jakiej banki sobie nawzajem pożyczają pieniądze. Ustalana jest codziennie. Przez lata działało to tak: w każdy dzień roboczy o godz. 11.00 banki podawały, na jaki procent są skłonne pożyczyć pieniądze innym bankom. Agent kalkulacyjny, którego obowiązkiem jest zebranie wszystkich tych ofert, odrzucał skraje wartości, a z reszty wyciągał średnią arytmetyczną i w ciągu pięciu minut podawał do publicznej wiadomości nową stawkę WIBOR – na jeden dzień, tydzień, dwa tygodnie, 1 miesiąc, 3, 6 lub 12 miesięcy.

Jak widać, WIBOR ustalany był na podstawie deklaracji banków – napiszę to jeszcze raz: nie na podstawie rzeczywistych transakcji, a DEKLARACJI – po jakim koszcie banki są skłonne pożyczać innym bankom pieniądze. Do transakcji nie zawsze dochodzi, a właściwie dochodzi bardzo, bardzo rzadko, ale o tym później.

Oczywiście nie jest tak, że te deklaracje mogą być ustalane zupełnie dowolnie, nie są wyssane z palca, bo koszt takiej pożyczki międzybankowej musi mieścić się w widełkach pomiędzy stopą lombardową a depozytową ogłaszaną przez NBP. Obecnie po ostatniej podwyżce, stopa lombardowa wynosi 0,75 proc., a depozytowa 1,75 proc. Zakres ruchu banki mają więc całkiem spory, a kto spłaca kredyt hipoteczny, w którym rata odsetkowa jest ogromną częścią całej spłacanej raty wie, że różnica 1 p.p. robi istotną różnicę.

Piekielna pokusa manipulacji LIBOR-em

A teraz przenieśmy się na chwilę do Wielkiej Brytanii, gdzie odpowiednikiem polskiego WIBOR-u jest LIBOR, który ustalany jest podobnie. Mniej więcej dziesięć lat temu tamtejsze media ujawniły, że banki manipulowały stawką, by zwiększać swoje zyski. Trzeba zdać sobie sprawę, że zawyżenie wskaźnika referencyjnego choćby tylko w dniu, w którym następuje spłata rat kredytów hipotecznych, daje bankowi pokaźny zysk. Ostatecznie Barclays, UBS i Royal Bank of Scotland zostały za manipulacje LIBOR-em ukarane grzywną w wysokości blisko 6 mld dol.

To była gigantyczna afera w świecie finansów, która sprowokowała Unię Europejską do tego, by wymusić zmiany w wyliczaniu takich wskaźników we wszystkich krajach członkowskich, ucywilizować je, tak by nie pozostawiały pola do manipulacji. Załatwia to unijne rozporządzenie BMR wydane w 2016 r, które w uproszczeniu nakazuje, by wskaźniki referencyjne nie zależały od nieweryfikowalnych deklaracji banków, ale od bardziej wiarygodnych czynników, czyli realnie zawieranych transakcji międzybankowych.

W efekcie stawka LIBOR, którą manipulowano, zniknie lada chwila z rynku. Ta obliczana dla franka szwajcarskiego i euro już na koniec tego roku, o czym doskonale wiedzą frankowicze, a dla dolara – 30 czerwca 2023 r. 

Dlaczego? LIBOR próbowano reformować, ale ostatecznie banki nie chciały już podawać danych do jego ustalania na nowych zasadach i trzeba było ten wskaźnik zlikwidować i zastąpić zupełnie innym.

W Polsce tylko udajemy, że pokusy zostały zlikwidowane

Co z naszym polskim WIBOR-em? Pamiętam, jak we wrześniu 2019 r. redaktor naczelny „Dziennika Gazety Prawnej” Krzysztof Jedlak opublikował list do premiera, ministrów i posłów, w którym pisał wprost: 

WIBOR nie jest żadną obiektywną miarą ceny pieniądza (…) taka formuła ustalania oprocentowania jest nie do przyjęcia. (…) WIBOR jest stawką, którą banki ustalają same między sobą!

I dalej:

Czy nie jest to coś na kształt tabeli kursowej, którą banki w przypadku kredytów walutowych ustalały same, arbitralnie, a więc na swoją korzyść?

Mocne słowa. Tak, my w Polsce też musieliśmy zreformować WIBOR zgodnie z unijnym rozporządzeniem BMR. I to się nawet wydarzyło w 2020 r.

Teoretycznie od zeszłego roku WIBOR wyliczany jest nie na podstawie deklaracji banków, ale rzeczywistych transakcji. Tylko że owych transakcji międzybankowych prawie nie ma, więc obliczanie wskaźnika na podstawie czegoś, czego nie ma, jest niemożliwe. Reforma WIBOR wymuszona przez Unię polegała więc również na tym, że dołączono transakcje z szeroko rozumianego rynku hurtowego depozytów terminowych (niebankowych instytucji finansowych). Ale i tu może nie być transakcji. I właściwie nie ma.

Jak bardzo ich nie ma, pokazują dane GPW Benchmark, spółki, która zajmuje się obliczaniem WIBOR-u. W styczniu i lutym tego roku doszło do jednej transakcji miesięcznie, na podstawie której miałby być wyliczany WIBOR 6M. Jednej miesięcznie! A przypomnę, że stawka WIBOR wyliczana i publikowana jest codziennie. W grudniu 2020 r. były trzy takie transakcje, a w w czerwcu, lipcu, sierpniu i wrześniu 2020 r. nie było wręcz żadnej.

Nieco lepiej jest z pożyczkami trzymiesięcznymi, na podstawie których wylicza się WIBOR 3M. Wypada ich około 8-10 miesięcznie. Ale to i tak za mało, żeby owe transakcje pokazywały cokolwiek miarodajnie, a wskaźniki jakoś liczyć przecież trzeba. Co wtedy? Przepisy przewidują wyjście awaryjne: następuje kwotowanie, które polega na tym, że banki paneliści, których dane składają się na wyliczenie wskaźnika WIBOR, deklarują, po ile zawarłyby transakcje, gdyby miało do nich dojść.

Wróciliśmy do punktu wyjścia. Czy to jest zgodne z unijnym rozporządzeniem BMR, które miało sytuację naprawić? Formalnie tak, bo rozporządzenie otworzyło taką furtkę na wypadek, gdyby nie dało się wyliczyć WIBOR-u. Ale w praktyce zupełnie nie o to chodziło. W praktyce nowy sposób wyliczania wskaźnika nadal bazuje na tzw. ocenie eksperckiej, ale obudowanej formalnym modelem. Jeśli jednak ktoś zacząłby dopytywać, jak udowodnić, że oprocentowanie określone przez banki w kwotowaniu jest zbieżne z rynkiem, którego nie ma, to pojawiają się schody.

Ten problem braku transakcji na rynku międzybankowym w Polsce jest w sumie bardzo podobny do tego, który obserwujemy na rynku międzynarodowym w Londynie, a który finalnie doprowadził do zaprzestania opracowywania wskaźnika LIBOR.

Tomasz Mironczuk, prezes Instytut Rynku Finansowego, wieloletni bankowiec zajmujący się tematyką wskaźników referencyjnych od lat, wskazuje, że zaprzestanie opracowywania LIBOR ma swoje źródło w tym, że regulator rynku finansowego w Wielkiej Brytanii wskazał na trudność uznania LIBOR za wskaźnik reprezentatywny. Z kolei banki, które dotychczas dawały kwotowania do LIBOR-u, nie chcą więcej ponosić odpowiedzialności i tłumaczyć się, dlaczego kwotują właśnie w taki, a nie inny sposób.

Polski rynek finansowy jest w wielu aspektach podobny do innych rynków i w związku z tym podobne problemy mogą dotyczyć WIBOR-u. Transakcji jest bardzo mało. Dokonując reformy w 2020 r. na pewno spełniliśmy formalne wymogi rozporządzenia BMR, formalna obudowa wygląda całkiem przyzwoicie, ale pod nią procesy gospodarcze chyba nie uległy zmianie – uważa Tomasz Mironczuk.

Czym taka sytuacja grozi?

WIBOR może być podważany w sądach

Podważanie WIBOR-u to nie mój pomysł. Nie jestem prawnikiem. Ale Wojciech Kapica jest. To radca prawny, partner w kancelarii Lawarton Ługowski i Wspólnicy specjalizujący się w obszarze compliance i regulacji sektora finansowego.

Żeby wskaźniki referencyjne, takie jak WIBOR, mogły być używane, zgodnie z rozporządzeniem BMR muszą przede wszystkim spełniać kryterium reprezentatywności, czyli oddawać realia rynku i ta reprezentatywność jest zapewniania głównie poprzez liczbę zwieranych transakcji – wskazuje Wojciech Kapica.

I wyjaśnia dalej:

Tu są dwie perspektywy: z punktu widzenia samej metodyki tworzenia wskaźnika ta reprezentatywność jest dla WIBOR-u zapewniona, inaczej nie zostałaby zatwierdzona przez KNF, a więc formalnie WIBOR spełnia wymagania rozporządzenia BMR, bo sama metoda zapewnia reprezentatywność. Ale czym innym jest to, czy ta reprezentatywność występuje w praktyce. A faktem jest, że dziś między bankami zdarzają się wyłącznie transakcje spotowe czy overnightowe, nie ma praktycznie transakcji dłuższych niż overnight. Co prawda WIBOR zbudowany jest z wielu tzw. kaskad danych, ale na koniec trudno powiedzieć, że dla dłuższych okresów opiera się na realnych transakcjach, raczej na tzw. ocenie eksperckiej, czyli deklaracjach banków, po jakiej cenie zawarłyby transakcje, gdyby miało do nich dojść

– mówi prawnik.

Czy to, że WIBOR w praktyce może nie być reprezentatywny może mieć jakieś prawne konsekwencje?

Problem może wyjść w przypadku sporu z konsumentem, jeśli bank stosował wskaźnik, który w praktyce nie spełniał wymagań BMR, bo ten wskaźnik po prostu nie powinien być użytkowany przez banki. Ale czy taka lub inna liczba transakcji jest wystarczająca do zapewnienia WIBOR-owi reprezentatywności, a więc wymagań formalnych, to już musiałyby rozstrzygać sądy w indywidualnych sprawach z powództwa konsumentów. Na pewno taka sytuacja, z jaką mamy dziś do czynienia, rodzi ryzyko uznania WIBOR-u za wskaźnik niereprezentatywny – przyznaje Wojciech Kapica.

Zaznaczmy, że do tej pory nikt jeszcze w sądzie nie próbował podważać WIBOR-u, to jedyne potencjalne ryzyko.

Pamiętajmy jednak, że problem kredytów frankowych też wybuchł dopiero wtedy, kiedy bank centralny Szwajcarii uwolnił kurs franka do euro i nastąpiła gwałtowna aprecjacja franka, a konsumenci realnie odczuli wzrost rat kredytowych. Dziś możemy powiedzieć, że w trakcie ostatniego 1,5 roku, kiedy byliśmy w środowisku bardzo niskich stóp procentowych, 95 proc. kredytów została udzielona w oparciu o zmienną stopę procentową opartą o WIBOR, zatem wzrost stóp procentowych i w konsekwencji wzrost rat kredytowych może być pewnym katalizatorem takich właśnie sporów sądowych o słuszność stosowania WIBOR-u

– uważa radca prawny.

To nie koniec, WIBOR będzie naprawiany

I właściwie wszyscy na rynku o tym wiedzą, że WIBOR-owi ciągle daleko do ideału. Wielu podkreśla, że reforma WIBOR wcale nie jest zakończona, a przed WIBOR-em jeszcze niejedna ewolucja, o czym zresztą wyraźnie mówi KNF.

Co powinno wydarzyć się dalej? Spółka GPW Benchmark jako administrator wskaźników powinna zmienić sposób wyliczania i dokonać dalszej reformy. Ale formalnie wygląda to tak, że ma dwa lata od uzyskania zgody na opracowywanie wskaźników referencyjnych, czyli jeszcze niecały rok, na ich przegląd i dokonanie w nich zmian, jeśli są potrzebne. KNF dał zatem GPW trochę czasu na przemyślenie reformy, która jest konieczna, i wszyscy o tym wiedzą, ale na razie po prostu akceptujemy obecny stan.

Akceptujemy oznacza oczywiście, że nadzór go akceptuje i banki go akceptują. Klienci oczywiście niczego nie akceptują, bo zapewne nie mają pojęcia, co się dzieje, i jak właściwie wyliczane jest oprocentowanie ich kredytów. Wiele osób bierze WIBOR za objawienie na górze Synaj i nikt nie pyta, jak Mojżesz wykuwał tablice i jak trzymał dłuto.

A sprawa jest bardzo poważna.

Jeśli WIBOR-u nie uda się naprawić, ryzyko, że będzie musiał w końcu zniknąć, wzrasta. Banki same mogą przestać podawać dane do codziennych kwotowań, bo podobnie jak brytyjskie, podlegają tej samej odpowiedzialności. Jak wtedy obliczać odsetki od naszych kredytów, skoro w umowach zwykle jest zapis, że koszt kredytu to marża banku plus WIBOR, a WIBOR-u nie będzie? O tym wkrótce.

A tymczasem jeszcze jeden argument, dlaczego te zawiłości prawne dotyczące WIBOR-u powinny być ważne dla zwykłego Kowalskiego. Posłużę się tym, co pisał analityk Bankiera Krzysztof Kolany w styczniu 2016 r., kiedy stawki WIBOR były na bardzo podobnym poziomie jak dzisiaj:

Przy obecnych stopach za niewielkie M2 (z wkładem własnym) zapłacimy bankowi równowartość nowego samochodu dość przeciętnej klasy. Przy stopach „normalnych” (tj. 5-7 proc.) bank wyciągnie od nas w postaci odsetek równowartość drugiego mieszkania. Przy WIBOR-ze rzędu 10 proc. kredyt będzie kosztował równowartość prawie dwóch mieszkań

A nie jest to takie nierealne, bo jeszcze w 2002 r. WIBOR 3M przekraczał wspomniane 10 proc. Na razie muzyka gra, ale jak przestanie, zaczniecie się zastanawiać, dlaczego właściwie płacicie kredyt na bazie wskaźnika WIBOR.

I na koniec taka informacja: z 2,5 mln czynnych umów o kredyt hipotecznych około 415 tys. dotyczy CHF i innych walut obcych, reszta to kredyty w PLN. Spłaca je w sumie kilka milionów Polaków.