Cała Polska grzmi, że Wersow zarabia aż 50 tysi miesięcznie. Wiem, co zrobić, żeby nie zarabiała

Internauci oburzają się, że dziewczyna Friza i członkini Ekipy kosi 50 tys. zł miesięcznie. I to z samego YouTube’a, bo ogólnie zarabia z pewnością dużo więcej. Przejrzałem całą litanię tradycyjnych narzekań na niezasłużone pieniążki, które wpadają do kieszeni Weroniki Sowy i mam jedną radę: może po prostu sami sprawcie, by było ich mniej. (fot: Instagram/Wersow)

Trochę sobie oczywiście dworuję, bo kompletnie mnie nie obchodzi, ile zarabia Wersow. Współczesny kapitalizm ma to do siebie, że opiera się na konsumpcji dóbr, a potężna konkurencja wśród firm sprawia, że marketing staje na głowie, by zdobyć naszą uwagę. W ten sposób koncentrowanie na siebie wzroku obcych ludzi stało się jednym z najbardziej dochodowych zawodów XXI wieku. A że Wersow robi to dobrze, to z pewnością marki w ramach współpracy potrafią jej się odwdzięczyć.

Afera wybuchła jednak o co innego. Dziewczyna Friza pochwaliła się, że YouTube wypłaca jej ok. 50 tys. zł miesięcznie za nabijanie wyświetleń. Platforma bije się o widza z innymi platformami, a reklamy, które pokazuje użytkownikom przed emisją walczą o uwagę z klipami i banerami z innych serwisów. Pani Weronika ściąga tymczasem internautów akurat na YouTube’a. A ten hojnie ją za to nagradza. Czy w tym jest coś dziwnego?

Dla internautów jest

W komentarzach klasyka polskiej sieci. Przebój goni przebój. Wersow nie skończyła szkoły. Wersow zarabia tysiące, a pielęgniarki głodują. Bycie influencerem to żadna praca.

Podobne utyskiwania słychać ilekroć ktoś znany napomknie w chwili słabości o zarobkach. W zasadzie nie musi nawet wspominać. Robert Lewandowski usiadł sobie przecież grzecznie na konferencji prasowej, a potem ktoś dociekliwy zauważył na zdjęciu, że naszemu snajperowi spod rękawa wystaje zegarek za pół miliona.

I oczywiście awantura, bo Lewandowski ściągając na trybuny dziesiątki tysięcy ludzi, nie zasługuje na tak duże pieniądze. Może i sprzedaje mnóstwo koszulek ze swoim nazwiskiem, oglądają go miliony przed telewizorami, a jego twarz na billboardzie sprzedaje telefony, ale miliony euro rocznie? Kto to widział za kopanie piłki takie rzeczy.

Ekipę z Wersow łączy z Lewym jedna rzecz

To właśnie narzekająca na ich kosmiczne gaże gawiedź napycha im portfele dolarami, euro i złotówkami. W pewnym sensie wręczają na złotej tacy takie zegarki za pół miliona.

Wiem, że poziom edukacji ekonomicznej polskiego społeczeństwa nie jest zbyt wysoki. Wydaje nam się, że nie płacimy VAT, środki na 500+ biorą się z oszczędności premiera Morawieckiego, a nasze oszczędności pomnażają się dzięki inflacji. Tak prostą zależność, jak liczona w milionach widzów popularność i wysokość wynagrodzenia, jest jednak chyba dość łatwo ze sobą powiązać.

Czy to uczciwe, sprawiedliwe i zbawienne, że influencerzy gromadzą takie fortuny? Pewnie nie. Ale tak samo nieuczciwe jest najeżdżanie na nich za to, że ktoś chce im tyle płacić. A chce im tyle płacić, bo, jak pisałem, najpierw my płacimy mu swoją uwagą.

Rozwiązanie problemu z Wersow jest więc bardzo proste. Przestańcie ją oglądać, kupować rzeczy, które poleca, olejcie sklep internetowy Ekipy. Zaskórniaki wrzućcie na jedną z licznych zbiórek dla polskiej służby zdrowia.

Nie trzeba będzie wtedy pałać świętym oburzeniem, bo nie będzie na co. Ale dopóki celebryci zarabiają pieniądze naszymi, czyli internautów, rękoma, sami jesteśmy sobie winni. To my hodujemy to marketingowe monstrum, które poziomem bogactwa wymyka się powoli zbiorowej wyobraźni.