Węgiel na najniższym w historii poziomie w miksie energetycznym Polski

Można narzekać na zbyt wolny rozwój OZE i na tym samym na za bardzo drogą energię. Ale trzeba też uczciwie przyznać, że węgiel w Polsce żegnamy już od kilkunastu lat. W zeszłym roku jego udział w miksie energetycznym spadł pierwszy raz w historii poniżej 70 proc.

Jeszcze na początku lat 90. ubiegłego wieku, daleko przez podpisaniem Protokołu z Kioto, kiedy jeszcze nikt nawet nie wyobrażał sobie sygnowania przez prawie wszystkie kraje porozumienia paryskiego udział węgla w polskim miksie energetycznym wynosił 98 proc. Dwie dekady później uzależnienie energetyczne od czarnego złota było na poziomie 90 proc. Ale już w 2018 r. to było 78,4 proc., a w 2019 r. – 73,6 proc. Historyczną barierę, jak informuje Fundacja Instrat, na podstawie danych Agencji Rynku Energii, przekroczyliśmy w 2020 r.: udział węgla w polskim miksie energetycznym pierwszy raz spadł poniżej 70 proc.

Węgiel: maleją zapasy, ale cena jest niewzruszona

Może powoli, ale systematycznie maleją przykopalniane zwały węgla. Chociaż do poziomów z marca 2019 r. nam jeszcze sporo brakuje (zwały miały wtedy 2,42 tony), to ubytek jest ewidentny. Jeszcze rok temu, w marcu 2020 r. przy kopalniach było 7,59 t węgla. A dane z kolei z marca 2021 r. mówią już tylko o 5,82 t zwałów. Nieco inaczej jest jeżeli chodzi o cenę węgla kamiennego w Polsce. Ta od 2016 r. niemal nieprzerwanie rośnie.

Bizblog.pl poleca

Jeszcze w marcu 2016 r. za tonę węgla trzeba było zapłacić 194 zł 34 gr. Ale rok później to już było 202.2 zł, a w marcu 2018 r. – już 230,75 zł. W marcu 2019 r. cena węgla w Polsce znowu podskoczyła i znalazła się na poziomie 258,14 zł. W analogicznym okresie rok temu to było 262,49 zł. Podobna cena obowiązywała jeszcze w październiku 2020 r. Teraz mamy do czynienia z lekkim wyhamowaniem. W marcu 2021 r. za tonę polskiego węgla kamiennego trzeba było zapłacić 252,24 zł.

O udziale węgla zadecydują ceny emisji CO2

Zgodnie z przyjętą przez rząd Polityką Energetyczną Polski do 2040 r. umniejszanie roli węgla w naszym miksie energetycznym ma konsekwentnie trwać w następnych latach. Plan jest taki, żeby w 2030 r. węgiel był w przedziale od 36 do 57 proc. wykorzystywany do produkcji energii. Kolejną dekadę później, w 2040 r., udział ten powinien spaść to wartości od 11 do 28 proc. Skąd te dolne i górne granice? Autorzy PEP2040 konkretne wartości uzależniają od takich a nie innych cen emisji CO2. Jeżeli nie będą zbyt wysokie, to uda nam się szybciej pożegnać węgiel.

Niestety, na razie nic nie wskazuje na taki scenariusz. Giełdowa rzeczywistość nie pierwszy raz wyprzedziła analityków i cena za wyemitowanie jednej tony dwutlenku węgla już w maju przekroczyła magiczną granicę 50 euro. Z jednym wyjątkiem (19 maja osiągnęła wartość 49,68 euro) pozostaje na tych poziomach do dzisiaj. A przedstawiciele Urzędu Regulacji Energetyki już oficjalnie przyznają, że nie ma co spodziewać się nagłych spadków. 

Jak już to cena emisji CO2 jeszcze w tym roku obierze zupełnie odwrotny kierunek i znowu zacznie marsz w górę. Bardzo możliwe, że tak się stanie już w lipcu, kiedy Komisja Europejska przedstawi konkretne propozycje legislacyjne dotyczące dojścia do nowego celu klimatycznego. Przypomnijmy, że wcześniej Parlament Europejski zgodził się na redukcję emisji CO2 o 55 proc. do 2030 r. Zresztą sam wiceprzewodniczący KE Frans Timmermans nie ukrywa, że jego zdaniem cena emisji dwutlenku węgla powinna być o wiele wyższa niż dzisiaj. Tylko w ten sposób, jak przekonuje, możemy w UE osiągnąć neutralność klimatyczną w 2050 r.