Spółki węglowe zaczynają wstydzić się węgla. PGG zamyka kopalnie, a JSW szykuje rebranding

Jeżeli miniony rok był lekkim trzęsieniem ziemi, jeżeli chodzi o przemysł węglowy, to najbliższe 12 miesięcy mogą być dla tej branży prawdziwym armagedonem. Wszystko wskazuje na to, że zmieni on nasze największe spółki węglowe nie do poznania. Nawet z nazwy.

Nowy cel klimatyczny UE do 2030 r. tylko potwierdził dążenie Brukseli do Zielonego Ładu. Po drugiej strony tej barykady jest polski węgiel – coraz bardziej osamotniony. Trudno też się temu dziwić, skoro przemysł węglowy miniony rok zamknął astronomiczną stratą na poziomie 3,35 mld zł. Do tego umowa społeczna, która – jak to ustalono pod koniec września – miała być gotowa w połowie grudnia, ale będzie dopiero w lutym.

Bizblog.pl poleca

Jak się uda (co nie jest takie pewne) to w marcu będzie można przedstawić ją Komisji Europejskiej i prosić o dodatkowe pieniądze na datowanie węgla. Na początek ok. 2 mld zł rocznie. Na razie wątpliwe jest i to, czy Bruksela da zielone światło dla takiego rozwiązania i także to, czy polskie spółki węglowe w ogóle do tego dotrwają w takiej formie, jak obecnie.

PGG: pożyczka albo bankructwo

PGG przypada największy kawałek tortu węglowych strat. Zeszły rok spółka zakończyła na sporym minusie: 1,9 mld zł. Zarząd dwoi się i troi, żeby wyjść na prostą i żeby w najbliższych miesiącach przynajmniej na pensje nie zabrakło. Dlatego Tomasz Rogala, prezes PGG, w trakcie wideokonferencji zorganizowanej w ostatnich dniach 2020 r., przypominał, że spółka w pierwszym kwartet 2021 r. wyłączy z użytkowania dwie kopalnie. Chodzi o zaprzestania wydobycia w ruchu „Pokój” w KWK „Ruda” oraz o połączenie kopalni „Murcki-Staszic” z kopalnią „Wujek”. Tym samym ruch „Murcki” będzie zlikwidowany. Wszystko przez to, że jest tam coraz mniej węgla i fedrowanie nie jest uzasadnione ekonomicznie. 

Te działania mają PGG dać jakiś tam oddech finansowy. Dzięki wprowadzonym w 2020 r. tego typu procedurom racjonalizującym wydatki udało się zredukować koszty nawet o 650 mln zł. W tym roku to może jednak nie wystarczyć.

Sytuacja spółki jest bowiem coraz gorsza i tego typu zaciskanie pasa to będzie za mało. Już pal licho, że od węgla odwracają się największe instytucje finansowe, w tym banki i ubezpieczyciele. W tym samym kierunku zaczęły podążać też polskie spółki. Najpierw umowę na dostawę węgla zdecydował się wypowiedzieć Tauron, teraz na taki krok decyduje się też Elektrociepłownia Będzin sp. z o.o. – spółka zależna EC Będzin. Nie zapominajmy przy tym o węglowych odpisach akcji wycenionych na 0 zł przez PGE czy PGNiG Termika.

Jedynym ratunkiem dla PGG ma być pożyczka preferencyjna od PFR w wysokości 1,75 mld zł. To jednak nie takie proste. Na taką formę pomocy nosem kręcić ma część wierzycieli PGG, a nie wszyscy są pod kontrolą Skarbu Państwa. Stąd ich żądania, by największa w UE spółka węglowa przedstawiła dokładny plan, co chce z tymi pieniędzmi zrobić i jak przeprowadzić niezbędną restrukturyzację. Na razie wiadomo tyle, że PGG potrzebuje tych pieniędzy jak najszybciej, bo zaraz może zabraknąć na opłaty ZUS i wynagrodzenia górników.

JSW bez węgla w nazwie

Nieco inaczej jednak układa się relacja PFR z JSW. W ramach pożyczki płynnościowej spółka od węgla koksowego otrzymała już 1 mld zł. Wnioskowali jeszcze o pożyczkę preferencyjną w wysokości 750 mln zł, ale dostali tylko 173,6 mln zł. Pieniądze. Nawet mniejsze niż zakładano, przydadzą się m.in. na zobowiązania wobec kontrahentów oraz wynagrodzenia dla pracowników. Trzeba też chuchać i dmuchać cały czas na sytuację finansową całej JSW, która pozostawia jednak wiele do życzenia. Wszak spółka po dziewięciu miesiącach 2020 r. wykazała stratę w wysokości ponad miliarda złotych (1,088 mld zł). 

A przecież Bruksela wpisała znowu węgiel koksowy na listę unijnych surowców krytycznych. Dzięki temu akcje JSW odbiły się od dna i przebiły wreszcie granicę 20 zł. Teraz to ok. 26 zł. Rok temu to było ok. 22 zł. Jednak o poziomach z debiutu JSW na giełdzie, kiedy za jeden udział węglowej spółki płacono 136 zł – można tylko pomarzyć. Dlatego w JSW postanowiono znacznie żwawiej rozglądać się za jakimś zewnętrznym finansowaniem. Jest nie lada przeszkoda: nawet węgiel w nazwie JSW coraz bardziej kłuje w oczy zagranicznych inwestorów. 

Stąd zapowiedź projektu rebrandingu nazwy spółki. Jak tłumaczy w wywiadzie dla „Rzeczpospolitej” prezes JSW Włodzimierz Hereźniak ma to być jeden z elementów zmiany wizerunku spółki. „Często musimy tłumaczyć, że owszem produkujemy węgiel, ale głównie dla hutnictwa, a nie energetyki. Z tego powodu myślimy o zmianie nazwy spółki, by instytucje finansowe nie identyfikowały nas z węglem” – wyjaśnia.

Boli mnie to jako górnika z wykształcenia, ale wymaga tego sytuacja rynkowa

– stwierdza prezes JSW.

Węgiel zniknie z nazwy, szansę da grafit?

Rebranding JSW ma polegać głównie na wyrzuceniu „węgla” z nazwy, ale nie tylko. Kluczowa będzie też poszerzona oferta – ukierunkowana także dla przemysłu chemicznego. Zdaniem Włodzimierza Hereźniaka obecnie pojawia się jeszcze dodatkowa możliwość. Wszystko przez jedną formę węgla – grafit, który potrzebny jest przy okazji produkcji baterii do samochodów elektrycznych.

JSW ma też systematycznie rezygnować z produkcji węgla dla energetyki, co ma zająć spółce ok. 10 lat. Jednocześnie szef JSW stwierdził, że nie martwi się o dalsze zamówienia na węgiel koksowy. Większym ograniczeniem może być przepustowość polskich portów.