Sypie się unijny Zielony Ład, a Putin otwiera szampana. Niedobór rosyjskiego gazu trzeba uzupełniać węglem

Deklaracje o zielonej polityce być może dzisiaj są bardzo chwytliwe, ale bywa, że jak przyjdzie co do czego – to nie ma co z nich zbierać. Idealnym przykładem jest Europa, który liżąc popandemiczne rany, jest zmuszona nadrabiać energetyczne braki węglem.

Do neutralności klimatycznej w 2050 r. Unię Europejską ma przywieźć Zielony Ład, wyposażony w takie instrumenty jak chociażby nowy cel klimatyczny, czy zapowiadana reforma systemu handlu uprawnieniami do emisji ETS. A to wszystko ma odbywać się w zgodnym rytmie żegnania węgla.

Bizblog.pl poleca

Tyle że – jak donosi Bloomberg – pandemia nieco zmieniła zasady gry i chyba Bruksela, przynajmniej na jakiś czas, będzie musiała dekarbonizację zwiesić na kołku. Okazuje się bowiem, że nikt nie spodziewał się aż takich niedoborów gazu ziemnego. Recepta zaś w takiej sytuacji na razie jest tylko jedna: więcej węgla.

Mroźniejsza zima wypłukała energetyczne zapasy

Jak to możliwe? Nałożyły się na siebie trzy czynniki. Pierwszy to popandemiczny zryw energetyczny poszczególnych krajów, które pożegnały obostrzenia i chcą jak najszybciej wrócić na dawną ścieżkę rozwoju. Drugim jest wyjątkowo, w ciągu ostatnich lat, mroźna zima. W końcu ostatni element to jednak mniejsze niż zakładano dostawy gazu ziemnego z Rosji, przez Ukrainę. W efekcie europejskie magazyny gazu są obecnie 25 proc. poniżej średniej z 5 lat. Kontrakty terminowe zaś dla tej pory roku są teraz bardzo blisko najwyższych poziomów od 2008 r. 

Sytuacja jest trudna, bo popyt na energię w takich krajach jak Niemcy, Hiszpania i Czechy jest powyżej średniej pięcioletniej. Znacznie lepiej pod tym względem jest we Francji czy we Włoszech. Tym samym krajowe gospodarki w poszukiwaniu potrzebnych mocy musiały wrócić się do sprawdzonego przez dziesięciolecia źródła, czyli węgla. Z tego właśnie powodu zużycie „czarnego złota” tylko w tym roku skoczyło z 10 do 15 proc. 

Magazynowanie gazu jest teraz tak niskie, że Europa nie może sobie pozwolić na uruchomienie dodatkowej produkcji energii z tego paliwa

– potwierdza Andy Sommer ze szwajcarskiej spółki Axpo Solutions AG, handlującej energią w Europie.

Jasny sygnał dla Putina, który otwiera szampana

Znamienne są dwa czynniki. Po pierwsze państwa G7 na ostatnim szczycie z jednej strony przyznały, że węgiel jest największym winowajcą, jeżeli chodzi o emisję gazów cieplarnianych. Z drugiej znowu zabrakło konkretniej deklaracji na temat tego, kiedy i w jaki sposób najbogatsze kraje świata mają zamiar pożegnać raz na zawsze ten surowiec. Stanęło tylko na górnolotnym „szybkim zwiększeniu skali technologii i polityki, które przyspieszą odejście od nieobniżonych mocy węglowych”.

Po drugie wreszcie to bodaj najlepsza z możliwych informacji dla Władimira Putina. Wszak Europa przyznaje, że obecne kłopoty energetyczne wywołane są m.in. przez mniejsze dostawy gazu zimnego z Rosji, a jednocześnie państwa z grupy G7 nie przedstawiają konkretnych rozwiązań, żeby aż w takim stopniu nie być uzależnionym energetycznie od Moskwy. Jednocześnie, jakby w tle, amerykańska dyplomacja przyznaje, że Nord Stream 2 to niedobra inwestycja, ale będzie dokończona, bo ważniejsze są poprawne stosunki dyplomatyczne z Niemcami. Czyli uzależnienie Europy od rosyjskiego gazu będzie w następnych latach jeszcze większe niż do tej pory.

Wyrok na węgiel już zapadł. Nie ma odwrotu

Rzecz jasna na takie energetyczne przetasowania reaguje rynek. Cena węgla w portach ARA osiągnęła już poziom ponad 105 dol. za tonę. Rok temu to było raptem w okolicach 56 dol. Ostatnio takie ceny węgla (ponad 100 dol. za tonę) obserwowane były w marcu 2012 r. Bloomberg donosi jednak, że wiele firm energetycznych to przewidziało i zabezpieczyło się przed tymi zwyżkami cenowymi na czas. Tym samym spalanie węgla dla nich, mimo tak wysokiej ceny surowca, nadal może być opłacalne. 

Do czasu. Andy Sommer przekonuje, że z takim stanem rzeczy możemy mieć do czynienia nawet do 2023 r. Potem jednak – jak wskazują eksperci – powinniśmy obserwować coraz większą przewagę ekonomii europejskiej transformacji energetycznej nad polityką. Tym samym cały czas się szacuje, że węgiel przestanie być dominującym źródłem energii w latach 2030-2035.