Nikt tak w Europie nie stoi węglem jak Polska. Dlatego wkrótce odczujemy to w rachunkach

Węgla potrzebujemy do produkcji energii coraz mniej, ale ciągle bardzo dużo. Bo czy tego chcemy czy nie, jeżeli chodzi o paliwa stałe, znaleźliśmy się w ogonie Europy. I to nie jest żadna analiza jakiegoś zachodniego think tanku. Tak twierdzi nasz rodzinny Główny Urząd Statystyczny (GUS).

Podwyżki cen energii stały się faktem. Spór toczy jest już teraz wyłącznie o to, jakiej będą skali. Czy skończy się na kilkunastu, maksymalnie 20 proc.? Czy tak jak chce tego spółka Enea, dobiją do nawet o 40 proc.? Spekulacji jest tak dużo, że w końcu w tej sprawie odezwał się też Urząd Regulacji Energetyki (URE). 

Podgrzewanie atmosfery mówiąc, że to będzie 40 proc. jest w tym momencie trochę niezasadne

– studzi emocje szefowa departamentu rozwoju rynków i spraw konsumenckich URE Małgorzata Kozak

Ale czy na pewno? W końcu zapowiadana mroźna zima minie, tak jak przeszkadzające produkować ropę w Zatoce Meksykańskiej silne huragany. Nawet Gazprom za kilka miesięcy pewnie się uspokoi, jak Moskwa dopchnie uruchomienie Nord Stream 2 do końca. Tylko to wcale nie znaczy, że w Polsce wtedy energia już nie będzie bardzo droga. Raczej będzie – bo zdecydowana jej większość powstaje z węgla, czym coraz bardziej zaczynamy się wyróżniać w Europie.

Polska i węgiel w jednym domu stoją

Jak podaje GUS w analizie „Raport 2021. Polska na drodze zrównoważonego rozwoju. Inkluzywny wzrost gospodarczy” od 2010 r. udział węgla w polskim miksie energetycznym spadł. Z 87 do 77 proc. I chociaż w Europie starają się porzucać paliwa stałe (np. w Chorwacji stawiają na OZE, we Francji na atom, a w Estonii albo na Cyprze na oleje), to Polsce idzie to jak po grudzie. W efekcie już sami stanowimy węglowy ogon UE. 

Bizblog.pl poleca

Polska jest jedynym krajem UE, który do produkcji energii elektrycznej stosuje przede wszystkim stałe paliwa kopalne (węgiel kamienny i węgiel brunatny)

– informuje GUS.

Od 2010 r. nieco mniej potrzebujemy węgla kamiennego (spadek z 56 do 48 proc.) i węgla brunatnego (z 31 do 29 proc.). W tym czasie nie byliśmy świadkami równoległego, nagłego wzrostu OZE: raptem z 7 proc. w 2010 r. do 13 proc. w 2018 r. Te źródła od lat w naszym kraju stosowane są przede wszystkim w ciepłownictwie i chłodnictwie, a nie tak jak w UE – w energetyce. W najmniejszym stopniu OZE w Polsce rozwijają się w transporcie. Tutaj udział odnawialnych źródeł spadł z prawie 7 proc. w 2010 r. do niecałych 6 proc. w 2018 r.

Ubóstwo energetyczne, czyli rekompensaty od rządu

GUS podał też dane dotyczące ubóstwa energetycznego. To o tyle obecnie istotne, że rząd już wcześniej dał wyraźnie do zrozumienia, że w związku z nadchodzącymi podwyżkami cen energii będą budżetowe rekompensaty. Ale nie dla wszystkich, tylko tych, który dotyka ubóstwo energetyczne. 

Dzisiaj jest to około 6 procent Polaków. I oni właśnie mogą liczyć na rekompensaty

– uważa Michał Kurtyka, minister klimatu i środowiska. 

Teraz GUS wskazuje, że z roku na rok takich ludzi w Polsce jest jednak coraz mniej. Jeszcze w 2010 r. 15 proc. gospodarstw domowych skarżyło się na brak możliwości ogrzewania mieszkania odpowiednio do potrzeb. W 2018 r. już tylko 4 proc. Wśród osób zarabiających najmniej (poniżej 60 proc. mediany dochodów) w 2010 r. 31 proc. ludzi nie było stać na ogrzewanie mieszkania, a w 2018 r. – 12 proc.

Pomimo znacznej poprawy nadal dużo większa niż przeciętnie jest skala niezaspokojenia potrzeb grzewczych wśród gospodarstw domowych tworzonych przez jedną osobę (11 proc. wobec 24 proc. w 2010 r.) lub prowadzonych przez osobę samotnie wychowującą dzieci (9 proc. wobec 25 proc.) – czytamy w opracowaniu GUS.

Cena energii, to cena surowców

Kryzys energetyczny trawi już nie tylko Europę, gdzie ceny kontraktów terminowych na gaz ziemny wzrosły o ponad 500 proc. w porównaniu z tym samym okresem rok temu. W Azji Północno-Wschodniej jest jeszcze gorzej. Tu gaz jest nawet sześć razy droższy niż przed rokiem. Jako tako trzymają się jeszcze w Stanach Zjednoczonych, gdzie cena gazu skoczył „tylko” 140 proc. w górę. Jeżeli chodzi z kolei o zapasy gazu – też nie jest wesoło. Te amerykańskie są 5 proc. poniżej średniej sezonowej sprzed pandemii, a magazyny w Europie – o 15 proc. Utrzymująca się tylko w górę linia obrazuje też to co się dzieje od miesięcy z ceną węgla. W portach ARA wszak zbliżamy się do poziomu 180 dolarów za tonę „czarnego złota”. Ostatni raz tak wysokie poziomy cenowe tego surowca oglądaliśmy 13 lat temu, w połowie 2008 r.