Polska zakałą Europy. Zszargana opinia to najmniejszy problem, tu chodzi o nasze prywatne pieniądze

Think-tank Ember porównał pierwsze półrocza z ostatnich trzech lata pod kątem zaspokojenia zapotrzebowania energetycznego w UE. I wyszło im, że prawie wszędzie pandemia pomogła zastąpić węgiel odnawialnymi źródłami energetycznymi. Wyjątkiem jest Polska.

W pierwszych miesiącach pandemii, kiedy na całym świecie lockdown gonił lockdown, a ludzie przestali podróżować i zostali w domach – spadek zapotrzebowania energetycznego wydawał się naturalną koleją rzeczy. Ale to, że taki trend w UE utrzyma się znacznie dłużej, już nie było wcale takie pewne. Tak samo jak to, że na tym wszystkim najwięcej stracą paliwa kopalne, systematycznie wypychane przez OZE. Najnowszy raport Ember wskazuje, że są już tego pierwsze efekty. Bo wraz ze szczepionkami nikną obostrzenia i jednocześnie rośnie zapotrzebowanie energetyczne. Co najciekawsze: charakteryzuje się ono 12-procentowym spadkiem emisji. 

Europejska energetyka się dekarbonizuje

– zauważa Aleksandra Gawlikowska-Fyk z Forum Energii.

Węgiel idzie w odstawkę. Decyduje cena emisji CO2

Okazuje się, że w pierwszych sześciu miesiącach 2021 r. produkcja z węgla w UE była niższa niż w pierwszym półroczu 2019 r. o 16 proc., czyli 36TWh. Co więcej: w tym okresie czysta energia elektryczna zapewniała dwie trzecie energii w UE. Nowy trend bardzo dobrze widać w Hiszpanii. Tam gwałtowny rozwój energetyki wiatrowej i słonecznej sprawił, że produkcja energii elektrycznej jest o jedną trzecią niższa niż przed pandemią. Hiszpania ograniczyła nawet import energii. 

Bizblog.pl poleca

Podobnie jest w Niemczech, gdzie zapotrzebowanie energetyczne zdecydowanie odbiło się od dna, ale poziom produkcji elektryczności z paliw kopalnych w pierwszym półroczu jest o 6 proc. niższy niż przed pandemią. We Włoszech o 14 proc. W Czechach z kolei ten spadek jest na poziomie ok. 11 proc. Wszędzie wśród głównych powodów takiej sytuacji wymienia się galopujące w ostatnim czasie ceny uprawnień emisji CO2 w ramach systemu EU ETS. Zdaniem ekspertów nie ma co wypatrywać tutaj jakiś obniżek, a lepiej przygotować się na kolejne wzrosty. W Hiszpanii koszty wytwarzania energii elektrycznej z istniejących elektrowni na gaz ziemny i węgiel kamienny są obecnie trzykrotnie wyższe niż w przypadku nowych elektrowni wiatrowych na lądzie i dwukrotnie wyższe niż w przypadku nowej fotowoltaiki. 

Widzimy co się dzieje z cenami uprawnień do emisji CO2 z EU-ETS – przekraczają one 50 euro/tona – ceny gazu w UE prawie się podwoiły, a wytwarzanie energii elektrycznej w istniejących elektrowniach na węgiel kamienny i gaz jest w największych gospodarkach UE dwukrotnie droższe niż w nowych elektrowniach wiatrowych i słonecznych

– twierdzi Adrianna Wrona, analityczka z Fundacji Instrat.

A Polska? Jak zwykle: idzie w odwrotnym kierunku

Polska podąża w odwrotnym kierunku niż reszta UE. Eksperci Ember wykazują bowiem, że i w naszym kraju mamy do czynienia ze wzrostem zapotrzebowanie energetycznego (o 2 proc. w porównaniu z pierwszym półroczem 2020 r.). Ale jednocześnie udział paliw kopalnych nie zmalał jak w UE, a urósł o 2 proc. (+1,5 TWh). W okresie między pierwszym półroczem 2019 a 2021 r. OZE zaś wzrosło tylko o 13 proc. (głównie za sprawą fotowoltaiki). „

Skromny wzrost OZE został zrekompensowany niższym importem energii netto (-2TWh), przez co rosnące zapotrzebowanie na elektryczność zostało zaspokojone paliwami kopalnymi. Wzrost ten rozłożył się mniej więcej po równo między węgiel i gaz – czytamy w raporcie.

To bardzo niekorzystna tendencja biorąc pod uwagę wysoki koszt wytwarzania energii z węgla i nasze zobowiązania do ograniczenia emisji

– zauważa Aleksandra Gawlikowska-Fyk.

Aleksander Śniegocki, kierownik programu „Klimat i energia” w Instytucie WiseEuropa, zauważa że „rozwój OZE w Polsce nie nadążał w latach 2019-2021 za wzrostem popytu na energię elektryczną”. Ekspert twierdzi, że najgorsze co się może teraz stać, to jakby Polska spoczęła na laurach po ostatnim boomie fotowoltaicznym oraz kilku wielkoskalowych aukcjach OZE. 

Jeżeli chcemy uniknąć rosnących kosztów uprawnień CO2 potrzebujemy dalszego szybkiego rozwoju wszystkich niskoemisyjnych źródeł energii

– wskazuje Śniegocki.