Węgiel ciągnie Niemcy na dno. Za naszą zachodnią granicą straty idą w miliardy euro

Dwa lata i ponad miliard euro strat – taki jest ostatni bilans niemieckich elektrowni węglowych. Jak przekonuje think tank Ember, niemiecki model stopniowego żegnania się z węglem jest wadliwy i nie powinien być powielany przez inne kraje.

Po tym jak w Bundestagu przyjęto ustawę o stopniowym zakończeniu szkodliwego dla klimatu wytwarzania energii elektrycznej z węgla w Niemczech do 2038 r. podobne rozwiązanie proponuje zawiązana przez czeski rząd Komisja Węglowa. Tymczasem londyński Ember w swoim najnowszym raporcie bardzo wyraźnie ostrzega: Niemcy żegnają się z węglem w zły sposób i inne kraje nie powinny powielać ich rozwiązań.

Niemcy mogą zaprzestać spalania węgla do 2030 r. i zrealizować cele porozumienia paryskiego, ale muszą pilnie zreformować swoją strategię

– przekonuje Sarah Brown, starszy analityk ds. transformacji energetycznej w Ember.

Węgiel to straty, także w Niemczech

W przyszłym roku nasi zachodni sąsiedzi planują wesprzeć finansowo jedenaście najbardziej deficytowych elektrowni kwotą blisko 317 mln euro. Ale zdaniem ekspertów z Ember to nie ma większego sensu. Siedem największych z nich o mocy ponad 300 MW tylko w ostatnich dwóch latach straciły łącznie ok. 200 mln euro. Co więcej: od stycznia do października 2020 r. wytworzyły 12 proc. maksymalnej mocy, więc nie dość, że pracują na pół gwizdka, to jeszcze do nich trzeba dopłacać, zamiatając jednocześnie nogą pod dywan powstałe straty. I to całkiem spore, bo szacowane przez Ember dla prawie wszystkich, niemieckich elektrowni (93 proc. z nich) od 2018 r. wynoszą już ponad miliard euro.

Wytwarzanie energii elektrycznej z węgla kamiennego nie jest ekonomicznie opłacalne

– wskazuje Ember.

Spadek mocy wraz puchnącymi startami już ma swoje konsekwencje. Nowoczesne bloki energetyczne Moorburg A i B z Vattenfall i Westfalen E z RWE będą wyłączone z użytkowania w 2021 r. Tendencja skracania czasu pracy elektrowni węglowych dotyczy całego kraju. W 2018 r. wyniosła jeszcze 40 proc., rok później już tylko 29 proc. a teraz zaledwie 20 proc.

Przez aukcje stare elektrownie przeżyją te młodsze

W raporcie Ember zwrócono uwagę na jeszcze jedno niebezpieczeństwo. Otóż zorganizowane najpóźniej do lipca 2021 r. aukcje na odnawialne źródła energii wycofają z eksploatacji w Niemczech kolejnych 4,78 GW produkcji energii elektrycznej z węgla kamiennego. To z kolei spowoduje, że szybciej dojdzie do zamknięcia młodszych, bardziej wydajnych i mniej zanieczyszczających bloków energetycznych, zamiast koncentrować się w tym względzie nad starszymi instalacjami. Tym samym niemiecka mapa drogowa w sprawie wycofania węgla w opinii specjalistów londyńskiego think tanku jest „mało ambitna i przestarzała”.

Cały plan pożegnania u naszych zachodnich sąsiadów węgla do 2038 r. może wziąć w łeb także z powodów stricte ekonomicznych. Taka strategia Niemców stoi w sprzeczności z nowym celem klimatycznym, o których w Brukseli mówi się bardzo głośno. Teraz spór dotyczy nie tego, czy podnosić redukcję emisji CO2, tylko jak szybko to robić. Część polityków chce nowego celu klimatycznego w postaci redukcji na poziomie 55 proc., a część mówi o 60 a nawet o 65 proc. Tak czy siak będzie to powodować coraz większą presję finansową. Dlatego takie zakłady jak Bremen-Hafen 6 i Duisburg Walsum 9 oraz inne jednostki energetyczne już z co najmniej 30-letnim stażem, jak przekonuje raport Ember, powinny być zamknięte przed 2030 r.

Procedura przetargowa ujawniła słabą opłacalność ekonomiczną elektrowni węglowych. Jak tylko ceny CO2 przekroczą 25 euro za tonę, przestają być konkurencyjne

– uważa Patrick Graichen, dyrektor think tanku Agora Energiewende.

Jeśli Niemcy się ślimaczą, to Polska stoi w miejscu

A jak ma się pożegnanie z węglem w Polsce, drugim po Niemcach w Europie i dziewiątym producentem węgla na świecie? Na razie nie ma jednej strategii przyjętej przez rząd. Podpisane porozumienie z górnikami we wrześniu 2020 r. zakłada zamknięcie ostatniej kopalni w 2049 r. I dotowanie Polskiej Grupy Górniczej na początku kwotą 2 mld zł rocznie. Jest jeszcze projekt Polityki Energetycznej Polski do 2040 r. autorstwa Ministerstwa Klimatu i Środowiska. Pierwotny plan zakładał, że udział węgla w miksie energetycznym spadnie do 56-60 proc. do 2030 r. i do 28 proc. do 2040 r. Obecnie to ok. 75 proc. Ale po resortowych modyfikacjach założono w projekcie, że w ciągu najbliższej dekady udział węgla zmniejszy się do 37-56 proc. a w ciągu 20 następnych lat – do 11-28 proc.