Konkurs na największego kopciucha UE zakończony. Łatwe zwycięstwo Polski

Wielkimi krokami zbliża się do nas rozstrzygnięcie dotyczącego nowego celu klimatycznego do 2030 r., który określi poziom redakcji emisji CO2. Tymczasem analiza think tanku Ember wskazuje, że za 10 lat nie wszyscy w odpowiednim stopniu zdążą zmodyfikować swoje krajowe miksy energetyczne. Najgorzej wypada Polska.

Na najbliższy piątek i sobotę zaplanowano Radę Europejską, która ma się pochylić m.in. nad nowym celem klimatycznym. Szansę na zachowanie dotychczasowego – redukcja emisji CO2 na poziomie 40 proc. do 2030 r. – są już co najwyżej iluzoryczne.

Bizblog.pl poleca

Presja na postawienie tej poprzeczki zdecydowanie wyżej jest zbyt duża. Już parę miesięcy temu unijna Komisja Środowiska mówiła o redukcji emisji dwutlenku węgla na poziomie 55 proc. Z kolei niedawno Parlament Europejski przyjął stanowisko wskazujące o redukcji na poziomie 60 proc.

Do podwyższenia dotychczasowego celu klimatycznego UE do poziomu co najmniej 55 proc. wzywa także Brukselę i poszczególne państwa członkowskie António Guterres, sekretarz generalny ONZ, który wyraził swoje stanowisko bardzo wyraźnie podczas ostatniej Rady Europy. 

Węgiel nie wszędzie pójdzie w odstawkę

Plan jest prosty jak konstrukcja cepa. Unijne regulacje i przede wszystkim europejski system handlu uprawnieniami do emisji (ETS) mają na poszczególne kraje UE wywierać coraz silniejszą presję, by te same od siebie wyganiały węgiel i też inne paliwa kopalne ze swoich miksów energetycznych.

Raport Ember pokazuje jednak, że to wcale nie będzie takie proste. Oczekiwania, zgodne z krajowymi planami energetycznymi i klimatycznymi (NECP) są oczywiste: do 2030 r. całkowita produkcja energii elektrycznej z paliw kopalnych ma spaść o ok. 30 proc. (w porównaniu z 2018 r.), do ok. 870 TWh. Tym samym w najbliższej dekadzie produkcja energii elektrycznej z węgla ma zmniejszyć się o połowę.

Mimo to do 2030 r. paliwa kopalne będą nadal wytwarzać około 25 proc. energii elektrycznej w UE. Bo nie wszyscy pożegnają węgiel na tej samej zasadzie. Wtedy, za 10 lat, około 90 proc. pozostałej produkcji energii elektrycznej z węgla będzie pochodzić z trzech krajów: Polski, Niemiec i Czech. 

Polska węglowym kopciuchem Europy

Autorzy analizy Ember zwracają też uwagę, że „w Polsce, Czechach, Bułgarii i Rumunii nie planuje się prawie żadnej redukcji produkcji energii elektrycznej z węgla w ciągu całej najbliższej dekady”.

Tymczasem chcąc wypełnić zobowiązania wynikające z Porozumienia Paryskiego, wszystkie kraje UE powinny systematycznie i stopniowo żegnać węgiel. Dla tych, którzy będą na końcu stawki, to będzie wyjątkowo kosztowne. Przecież do 2030 r. tylko cztery kraje: Niemcy, Polska, Włochy i Czechy będą odpowiedzialne za ok. 70 proc. wszystkich emisji związanych z wytwarzaniem energii elektrycznej w UE.

Analiza Ember pokazuje, że za 10 lat najbardziej zanieczyszczone sieci elektroenergetyczne w UE ze względu na wysoki udział paliw kopalnych, a w szczególności węgla będzie miała Polska, Czechy, Bułgaria i Niemcy. W tej stawce zdecydowanie będzie przewodzić kraj nad Wisłą.

Ember wylicza, że w 2030 r. w naszym miksie energetycznym węgiel będzie zajmował co najmniej 55 proc. Plasujący się pod tym względem na drugim miejscu w UE Czesi ów udział zmniejszą do niespełna 40 proc. Na trzecim miejscu jest Bułgaria z udziałem węgla na poziomie mniejszym niż 35 proc. Nieco ponad 15 proc. energii z węgla w swoim miksie mają wtedy mieć z kolei Niemcy, zajmujący w tym rankingu czwartą pozycję.