Pożegnanie z węglem niebezpiecznie się przeciąga. Albo przyspieszymy, albo nici z neutralności klimatycznej

Najnowszy raport think tanku Ember Climat pt. „25 krajów o największej produkcji energii z węgla w 2020 r.” pokazuje, że Polska wcale uparcie nie trzyma się „czarnego złota”. Plasujemy się mniej więcej w środku tej stawki.

Raport Ember Climat jednoznacznie pokazuje, że światowy rozbrat z węglem jest organizowany na pół gwizdka. Niby produkcja prądu z węgla w 2020 r. spadła o rekordowe 4 proc. Ale ten surowiec cały czas pozostaje największym źródłem energii na świecie (34 proc., 8736 TWh). Żeby osiągnąć w 2050 r. neutralność klimatyczną, rezygnować z węgla musimy szybciej. Do 2030 r. produkcja z węgla musi spadać o 14 proc. każdego roku. Taki harmonogram oznacza, że kraje OECD muszą przestać palić węglem już w 2030 r., a reszta świata – w 2040 r.

Węgiel na świecie: polska o jedno oczko w dół

Jak w tym zestawieniu ma się Polska? Nasz kraj w najnowszym raporcie Ember Climat plasuje się na 13. miejscu. To spadek o jedną pozycję w porównaniu z poprzednim zestawieniem. Nie może być inaczej, skoro w ostatnim czasie Polska zmniejszyła produkcję energii z węgla o 9 TWh. Ale czy faktycznie mamy powody do dumy? Marek Józefiak, rzecznik Greenpeace Polska, ma wątpliwości. 

Bizblog.pl poleca

Nasz rząd ma w planach kontynuowanie pro-węglowej polityki i przedłużenie utrzymywania kopalń aż do 2049 roku. Rząd wprost zakłada, że będziemy węglowym skansenem Europy

– przekonuje.

Ekspert twierdzi, że Jacek Sasin, wicepremier i minister aktywów państwowych „okłamuje górników, snując wizję długiego trwania przy węglu”. Tymczasem jego zdaniem „nikt kto myśli zdroworozsądkowo nie zakłada, że będziemy dopłacać do węgla przez kolejne trzy dekady”.

Zamiast inwestować w zieloną energię i budować naszą niezależność energetyczną na bazie odnawialnych źródeł energii, nasze publiczne pieniądze są marnowane na utrzymywanie węglowego skansenu. Prędzej czy później to się dla nas naprawdę źle skończy

– przewiduje rzecznik Greenpeace Polska.

Podium bez zmian

Liderem zestawienia są bez zmian Chiny, które odpowiadają za 53 proc. światowej produkcji. I chociaż Państwo Środka odnotowało niewielki spadek udziału węgla z 62 w 2019 r. do 61 proc. w 2020 r., to w wartościach bezwzględnych ta produkcja wzrosła w tym okresie z 4554 do 4631 TWh. Okazuje się, że Chiny były jednym krajem G20, który odnotował wzrosty. 

Na drugim miejscu są Indie, potem Stany Zjednoczone i Japonia. Razem z Chinami te cztery kraje w sumie odpowiadają za ponad trzy czwarte światowej energii elektrycznej wytwarzanej z węgla (76 proc., 6 626 TWh). Największy spadek w zestawieniu Ember Climat odnotowały Niemcy, które już nie znajdują się na 7., a na 11. pozycji. Produkcja u naszych zachodnich sąsiadów w tym czasie skurczyła się rok do roku o 22 proc. (-37 TWh), ale to nadal oni dzierżą tytuł największego producenta w Europie. Inny nasz sąsiad – Czechy spadły w tym rankingu z 20. na 21. miejsce. Produkcję energii z węgla udało im się w ostatnim roku ograniczyć o 6 TWh. 

Postępy nie są wystarczająco szybkie. Światowi przywódcy muszą się jeszcze obudzić, by dostrzec ogrom tego wyzwania

– komentuje Dave Jones z Ember.