Gaz stop. Putin zakręca kurek i kieruję Europę w stronę drogiego węgla. Niemcy i Polska już grzecznie słuchają

Putin postanowił odpalić nowy kryzys energetyczny i zakręca kurek z gazem. Zmniejszenie przepływu surowca przez Nord Stream aż o 60 proc. ma odczuć cała Unia Europejska. W odpowiedzi jesteśmy świadkami renesansu węgla, co może mocno nadwyrężyć brukselski Zielony Ład. Niemcy już zapowiadają większe wykorzystywania swoich elektrowni węglowych. A w Polsce rząd zapowiada kolejne inwestycje w górnictwo.

Obecnie magazyny gazu UE są średnio wypełnione w ok. 54 proc. (stan na 18 czerwca). Najlepiej pod tym względem procentowo wygląda Polska (ponad 97 proc.) i Portugalia (więcej niż 98 proc.). Na drugim końcu tego zestawienia jest Szwecja (tylko ok. 17 proc.), Chorwacja (prawie 25 proc.) i Bułgaria (ok. 32 proc.). Gazprom najpierw całkowite wstrzymał dostawy surowca do Polski, Bułgarii, Finlandii, Holandii i Danii, karząc te kraje za brak zgody na płatności w rublach. Teraz Putin postanowił pójść o krok dalej. Najwyraźniej niedawna wizyta przywódcy Niemiec, Włoch i Francji w Kijowie rozsierdziła go na tyle, że w rewanżu Gazprom zmniejszył przepływ gazu przez gazociąg Nord Stream o 60 proc., powołując się na problemy techniczne. W efekcie mniej gazu płynie już m.in. do Włoch, Słowacji i Austrii. Sytuacja jest na tyle poważna, że włoskie Ministerstwo Przemian Ekologicznych może w tym tygodniu podnieść poziom kryzysu w krajowym systemie gazowniczym z przedalarmowego na alarmowy. 

Gaz, podobnie jak zboże, jest wykorzystywany do celów politycznych – nie ma cienia wątpliwości Mario Draghi, premier Włoch.

Mniej gazu, czyli więcej węgla

Zmniejszenie dostaw gazu przez Nord Stream może na dłużej wyhamować unijny Zielony Ład. A to dlatego, że w odpowiedzi kolejne kraje zapowiadają powrót do łask węgla. Bo jakoś przed zimą muszą zabezpieczyć się energetycznie. Na taki krok decydują się m.in. Niemcy, którym już od początku rosyjskiej inwazji na Ukrainę, zmniejszyli swoje uzależnienie od gazu z Rosji z 55 do 35 proc. Teraz nasi zachodni sąsiedzi zapowiadają jeszcze mniejsze wykorzystywanie gazu, co mają zbilansować bardziej wykorzystywane elektrownie węglowe. 

To gorzkie, ale w tej sytuacji zmniejszenie zużycia gazu jest niemal konieczne – uważa niemiecki minister gospodarki Robert Habeck, reprezentujący Partię Zielonych.

Ma się to stać za sprawą ustawy o dostępności elektrowni zastępczych, która ma być rozpatrywana przez Bundesrat 8 lipca. W mocy jest już rozporządzenie ministerialne, mające na celu zapewnienie wystarczającej ilości magazynów gazu w Niemczech. Rząd federalny forsuje też budowę tzw. pływających terminali LNG. 

Musimy i zrobimy wszystko, co w naszej mocy, aby zmagazynować jak najwięcej gazu latem i jesienią. W zimie zbiorniki gazu muszą być pełne. To ma najwyższy priorytet – twierdzi Habeck.

Polska zapowiada inwestycje w górnictwo

Coraz bardziej prawdopodobny jest też zwrot w polskiej dekarbonizacji. Już wcześniej głośno mówiło się o konieczności modyfikacji harmonogramu zamykania kopalni, który dalej miałby się kończyć w roku 2049, ale pierwsze likwidacje odkrywek byłyby przesunięte w czasie. Teraz z kolei o tym, że w dalszym ciągu fundamentem bezpieczeństwa energetycznego kraju jest energetyka oparta na górnictwie i źródłach kopalnych – przekonuje wicepremier i szef aktywów państwowych Jacek Sasin. 

Polska musi w najbliższym czasie zwiększyć wydobycie węgla i inwestować w górnictwo – zapowiada przy okazji.

Mowa jest m.in. o powołaniu do życia jeszcze w tym roku Narodowej Agencji Bezpieczeństwa Energetycznego, która ma posprzątać aktywa węglowe po spółkach państwowych. Nie wiadomo do końca, jak ma to wyglądać i co z zatrudnionymi w nich górnikami. Na razie nic nie słychać o jakimś ogólnopolskim programie przekwalifikowania pracowników ani o redukcji zatrudnienia. Przypomnijmy, że w największej spółce węglowej w UE – Polskiej Grupie Górniczej, na koniec 2021 r. zatrudnionych było 36,8 tys. ludzi, czyli połowa wszystkich pracujących w polskim górnictwie. Na roczne uposażenia załogi spółka wydała ok. 3,6 mld zł. Do tego doszło jeszcze ponad 600 mln zł na barbórkę i czternastkę. I jeszcze koszty podwyżek oraz rekompensat.

Znowu rośnie cena węgla

Efekt tego węglowego renesansu był łatwy do przewidzenia. Cena surowca znowu zaczęła wyraźnie rosnąć. W portach ARA za tonę węgla trzeba już zapłacić ok. 335 dol. A miesiąc temu cena wynosiła poniżej 300 dol. Do absolutnego rekordu z 8 marca 2022 r., kiedy wartość węgla dobiła prawie do 460 dol., ciągle nam jednak daleko. Ale i tak jesteśmy świadkami sporej drożyzny. Wszak jeszcze rok temu, jak większości wydawało się, że Putin jednak nie zdecyduje się zaatakować Ukrainy, węgiel w portach ARA kosztował w okolicach 100 dol. za tonę. W czerwcu 2020 r. z kolei cena węgla wynosiła ok. 53 dol.

Bizblog.pl poleca

Czytaj także: Putin znów uderzył, zakręcając kurek z gazem. Izrael i Egipt ruszają w sukurs Europie