Plan ratunkowy dla kredytobiorców to szczyt obłudy. Sam KNF podpowiada, jak ograć banki

Polacy już kombinują, że te wakacje kredytowe to może warto wziąć, nawet, jak wcale nie potrzebuję, a pieniędzmi z odroczonej raty nadpłacić kredyt. Jaka różnica? W racie spłacasz i kapitał i odsetki, a nadpłacając kredyt całą pulę przeznaczasz na spłatę kapitału. Czy tak w ogóle można? W czasie wakacji kredyt jest po prostu zamrożony, więc raczej nie. Aż tu wjeżdża KNF cały na biało i sam podpowiada, jak ograć system.

Wakacje kredytowe, czyli możliwość nie zapłacenia czterech rat kredytowych w tym roku i czterech w przyszłym przysługują każdemu. Po co? Żeby było miło. Serio. Wyborcy mają się ucieszyć.

Szkoda tylko, że miło będzie przez chwilę, bo jak każdy z posiadaczy 2,2 mln złotowych kredytów hipotecznych się na takie wakacje skusi, czy potrzebuje czy nie, to efekt podwyżek stóp procentowych osłabnie i trzeba będzie je podnosić jeszcze mocniej.

Mam kredyt, więc skorzystam z wakacji

No i zaczęło się kombinowanie. Bo jak te pieniądze na ratę mam, bo wcale nie wpadłem w kłopoty finansowe, ale raty nie zapłacę, bo po co w sumie spłacać kredyt, kiedy jego oprocentowanie jest wysokie, jak mogę odłożyć to na później i wtedy może będzie taniej, to co zrobić z tymi pieniędzmi? Nadpłacić kredyt!

Genialne, prawda? Powiedzmy, że miesięczna rata to 2 tys. zł, ale w niej część tylko idzie na spłatę kapitału, a część na odsetki dla banku (proporcje zależą od tego, jak długo spłacasz już swój kredyt – jeśli od niedawna, większość raty stanowią odsetki). Ale jak całe 2 tys. zł przeznaczysz na nadpłatę kredytu, całość pomniejszy zadłużenie. A dzięki temu w przyszłości raty i odsetki będą niższe.

Czy tak można? Nie wynika to jednoznacznie z projektu ustawy o pomocy dla kredytobiorców. Ale wydaje się, że ten genialny plan raczej się nie powiedzie. Zwyczajnie dlatego, że w czasie zawieszenia spłaty raty cały kredyt jest formalnie jakby zamrożony, więc nie można wykonywać na nim żadnych operacji.

Bizblog.pl poleca

I już sobie myślisz – a to pech, bo mowa o wcale nie małych sumach. Jak policzył Expander, w przypadku kredytu na 300 tys. zł na 25 lat w tym roku dzięki wakacjom kredytowym w kieszeni może zostać 10 200 zł i tyle samo w przyszłym roku.

Ja za to myślę, że dzięki Bogu, bo to przecież czyniłoby z tych wakacji kredytowych jakiś kompletny absurd! Rząd pomaga, ryzykując jeszcze większą inflację, tym, którzy pomocy nie potrzebują, żeby mogli sobie nadpłacić szybciej kredyt.

KNF podpowiada, jak ograć banki

Aż tu nagle okazuje się, że z samej Komisji Nadzoru Finansowego płynie dobra rada, jak dokładnie ograć system.

Mają oni (kredytobiorcy – przyp. red.) możliwość ulokowania środków, które musieliby przeznaczyć na spłatę rat, w nowy typ obligacji oszczędnościowych, o dużo korzystniejszym oprocentowaniu wobec obecnej oferty. Później środki te będzie można przeznaczyć na nadpłatę kredytu

– pisze KNF w komentarzu do projektu ustawy o ratowaniu kredytobiorców.

Czego nie rozumiecie? Państwowy urząd nadzorujący rynek finansowy podpowiada Polakom, jak ten rynek finansowy oskubać. Właściwie to nawet, jak udawać potrzebujących, żeby ograć banki. Bo niby wakacje są dla wszystkich, nie tylko dla potrzebujących, ale narracja narzucana przez rządzących, a nawet sam KNF jest taka, że wakacje to „ulga dla kredytobiorców”, tak jakby wszyscy byli ratami przytłoczeni.

A że stracą na tym banki, czyli podmioty przez nie nadzorowane? Co z tego? Zarabiają ostatnio wystarczająco dużo, żeby się dorzucić – mówi KNF.

Dziwne? Wcale. KNF proponuje Polakom zakup obligacji za zaoszczędzone na ratach pieniądze w dniu, w którym premier z hukiem prezentuje nowy typ obligacji indeksowany stopą referencyjną NBP. Że niby taki hit, który ma ochronić oszczędności Polaków i zmusić banki, by te też płaciły nam za oszczędności więcej. Wygląda jak skoordynowana akcja.

Szkoda, że ktoś, kto ją wymyślił i sądził, że jest taki sprytny, totalnie przy okazji skompromitował ideę wakacji kredytowych dla złotówkowiczów jako formę pomocy.