Liczycie na wakacje za półdarmo dzięki koronawirusowi? Sprawdzamy, jak jest

Widziałeś, co się dzieje z cenami wyjazdów? Przez koronawirusa wszystko leci w dół – gorączkował się dzisiaj przez telefon jeden z moich znajomych. Postanowiłem sprawdzić, czy to rzeczywiście właściwy moment na rezerwację wyjazdu.

Polacy masowo odwołują wyjazdy zagraniczne – taki jasny sygnał z branży turystycznej idzie dzisiaj w świat. Nic dziwnego, że mniej strachliwa część naszych rodaków zaciera ręce, licząc na ustrzelenie luksusowych wakacji za bezcen.

Bizblog.pl poleca

Robert Biedroń żartował niedawno, że wybiera się do Chin na wakacje, bo dzięki koronawirusowi wyjazd będzie dużo tańszy. Dla wielu osób to nie żart – całkiem na serio zaczęło się wielkie poszukiwanie okazji. No to poszukałem też i ja.

Tanie wycieczki to mit

Na początek, niemiłe rozczarowanie. Oferty last minute do Maroka czy Egiptu potaniały o kilkaset złotych, ale w przypadku wyjazdów na ostatnią chwilę to standard. Za 8-dniowy wypad wciąż trzeba wyłożyć pieniądze rzędu 1200-1500 zł. Względem ubiegłych lat nic się tu nie zmieniło.

Sięgam więc do statystyk. Badanie Travel Data pokazuje nieco bardziej odległą perspektywę, analizując ceny między 3 a 9 sierpnia. Wnioski? W zeszłym tygodniu średnia cena spadła o… 3 zł. Ale to żadne pocieszenie, bo porównując koszt wyjazdu z ubiegłym rokiem, okaże się, że za wyjazd zapłacimy średnio o 32 zł… więcej.

I w tym momencie nabieram podejrzeń. O nastroje w branży pytam Adama Gąsiora, redaktora naczelnego branżowego serwisu Wasza Turystyka.

Na razie panika ma charakter medialny. W branży turystycznej jej nie widać

– stwierdza Adam Gąsior.

Touroperatorzy zachowują zimną krew, bo na prawdziwe żniwa dopiero przyjdzie pora. Kluczowym okresem w trakcie całego roku jest bowiem początek kwietnia. To z jednej strony moment rozpoczęcia okresu wycieczkowego, z drugiej – zakończenia przedsprzedaży i rozpoczęcia sprzedaży ofert letnich. Tutaj na razie koronawirus nie odcisnął swojego piętna.

Z tych cen, które ukazały się w first minute, nie ma co ciąć. Po drugie, nie ma wielkiej, masowej rezygnacji, jeśli chodzi o najpopularniejsze kierunki wakacyjne, a to one decydują o wynikach biur podróży. Inna sprawa, że ostatnie dane są z ubiegłego tygodnia. Nie wiadomo jak rynek i klienci zareaguje, gdy spirala medialna będzie się dalej nakręcać

– wyjaśnia Gąsior.

Szkoły odwołują wycieczki

Jeśli biura podróży tracą na wielką skalę klientów, to są nimi na razie głównie szkoły. To efekt zalecenia, jakie minister edukacji wydał dyrektorom przedszkoli, szkół i placówek oświatowych. Czytamy w nim, by nie organizować wycieczek do krajów, w których wykryto ogniska koronawirusa.

Adam Gąsior wskazuje, że zalecenie zostało rozwinięte przez dyrektorów w ogólny zakaz wyjazdów. Efekt?

Z naszych informacji wynika, że 60 proc. wycieczek szkolnych jest odwoływanych

– tłumaczy.

Zamieszanie wprowadziło również oświadczenie prezesa UOKiK. Tomasz Chróstny opowiadał, że „w przypadku każdego wniosku o odstąpienie od umowy biuro podróży musi sprawdzić, czy zaszły przesłanki do takiego odstąpienia”. Innymi słowy, czy w miejscu, do którego konsument planował lecieć, istnieje realne zagrożenie jego zdrowia

Niektórzy konsumenci postanowili dość twórczo potraktować to określenie. „Gazeta Wrocławska” opisuje przypadek pary, która domagała się od biura podróży odwołania wyjazdu na narty do Trydentu i zwrotu pieniędzy. Zrobiła to, mimo że władze samego regionu informowały, że zagrożenie koronawirusem u nich nie istnieje.

Z wyjazdów narciarskich zrezygnowało kilka grup. W ogólnopolskiej skali to niewiele

– podkreśla naczelny serwisu Wasza Turystyka.

Branża wstrzymała więc oddech i czeka na dalszy rozwój wypadków. Sejm ustanowił 2020 rokiem Jana Pawła II. Touroperatorzy liczyli więc na rzeszę turystów z Włoch, a w drugą stronę – na Polaków podróżujących do grobu polskiego papieża w Watykanie.

Na jesieni czeka nas z kolei Konkurs Chopinowski, który miał przyciągnąć tysiące gości, między innymi z Chin. W obecnej sytuacji wydaje się to mało możliwe, ale do imprezy zostało jeszcze kilka miesięcy. Jeżeli wirus, a może nawet przede wszystkim, panika z nim związana nie wygaśnie, biura podróży będą czekać sądne dni.

Branża będzie „pozamiatana”. Przedłużenie epidemii zniszczy światową turystykę. I nie ma się co pocieszać, że rozwinie się dzięki temu turystyka krajowa, bo to nieprawda. Wszyscy liczą, że wiosna przegoni koronawirusa

– puentuje Adam Gąsior.

Na obecną chwilę turbulencje wywołane pandemią uderzają w globalnych uczestników rynku. Global Business Travel Association liczy, że cała światowa turystyka może tracić miesięcznie 47 mld dolarów przychodów. Duża w tym „zasługa” podróżnych z Chin, którzy tylko w 2018 roku wpompowali w sektor turystyczny 277 mld dol. Ich absencja dotknie też (choć w stosunkowo małym stopniu) Polskę, bo z Państwa Środka przyjeżdża do nas rocznie przeszło 100 tys. turystów. A warto dodać, że to nacja, która uchodzi za jedną z najbardziej rozrzutnych.

Wyjazd na własną rękę

Trudno będzie również zaoszczędzić planując wakacje samodzielnie. Koronawirus mocno uderzył wprawdzie w linie lotnicze, ale na obniżki zdecydowali się nieliczni. Mówimy tu zresztą o tak egzotycznych z punktu widzenia polskiego klienta przewoźnikach jak Spring Airlines czy Air New Zeland, gdzie ceny spadły nawet do kilkunastu złotych za lot.

Linie kursujące z Polski do tak radykalnych ruchów na razie się nie przymierzają. Do Singapuru albo Indii można wprawdzie polecieć za ok. 2 tys. zł w obie strony, ale tego typu oferty są dość typowe dla sezonu zimowego i nie należy ich raczej łączyć bezpośrednio z wybuchem epidemii w tamtym regionie świata,