W sprincie półnagiej Wolanski nie chodziło o fanów na Instagramie. Zarobi miliony, a my się nie połapaliśmy

Spotkanie Liverpoolu z Tottenhamem było chyba najnudniejsze w całej fazie pucharowej Ligi Mistrzów. Ale nie to było w nim najgorsze. W trakcie meczu przekonaliśmy się, że bardziej od biegania przez 90 minut, opłaca się wpaść na murawę na 30 sekund. Najlepiej – nie do końca ubranym.

Gdy rosyjska modelka Kinsey Wolanski wbiegła na murawę stadionu w Madrycie, odruchowo pomyślałem, że to kolejny niewinny wygłup. Golasy wpadające na finały imprez sportowych to przecież codzienność. Swego czasu widziałem jednego nawet na finale mistrzostw świata w snookerze, a trudno mi sobie wyobrazić imprezę, do której klimatu takie zachowanie bardziej nie pasuje.

Bez bicia przyznam się, że o tym, jaki był rzeczywisty cel Wolanski, dowiedziałem się dopiero po zakończeniu spotkania. Tuż po tym, jak ruszyła w stronę środka boiska, kamery skierowały się na trybuny. Koniec końców okazało się, że najlepszą reklamę zrobiła jej nie tyle transmisja na żywo, co żądni obrazków internauci i media, które postanowiły tę potrzebę szybko zaspokoić.

Z minuty na minutę poznawaliśmy coraz więcej szczegółów. Okazało się więc, że Rosjanka nie jest jakimś pierwszym lepszym randomowym kibicem. Jej konto na Instagramie już wcześniej dobiło do 300 tys. followersów. Początkowo media śledziły, jak z godziny na godzinę przybywa jej obserwujących.

Skończyło się na liczbie 2,4 mln followersów.

Potem konto zostało zamknięte.

Wolanski twierdziła początkowo, że zostało zhackowane. Potem okazało się, że to Instagram zdecydował o zbanowaniu modelki. Czy chodziło o sposób w jaki nabiła sobie followersów? Chciałbym w to wierzyć.

Zasięg przekraczający dwa miliony to już wcale nielichy wynik. Dużo zależy oczywiście od rodzaju profilu i grupie docelowej. Ale żeby nakreślić skalę, pokażmy jeden przykład. Agencja DDOB podała niedawno, że jedna z influencerek zgłosiła się do niej z propozycją współpracy za 1,5 mln złotych. Na Instagramie ma ok. 700 tys. fanów. Co można zrobić z 2,5 mln, mając w dodatku globalną sławę?

To zresztą jedno pytanie. Drugie brzmi – jaki to daje przykład całej reszcie? Eksperci od influencer marketingu spędzają całe dnie na tłumaczeniu, że w social media trzeba mieć wartościowy przekaz, by trafić na stałe w gusta internautów i czerpać z tego profity, a potem wyskakuje nam półnaga modelka i fruuu. Dwa miliony w dobę.

Jeszcze gorzej, że Wolanski zrobiła to łamiąc przepisy. Gdybym był instagramerem już kombinowałbym, jak powtórzyć taką akcję na mniejszą skalę. Może opłaca się zaciągnąć hamulec ręczny w pociągu, nagrać przerażonych ludzi i obserwować efekty? A nuż kilkaset złotych mandatu okaże się do przełknięcia, bo przybędzie mi 10 albo 20 tys. nowych obserwujących. Coś, co wydaje się głupim wybrykiem, dało fatalną lekcję. Przestrzeganie przepisów stało się kwestią umowną – trzeba sobie skalkulować, czy kara będzie mniejsza czy większa od potencjalnych korzyści.

Patrząc na Wolanski, zatęskniłem za tymi wszystkimi panami z brzuszkami, którzy na murawę wpadali ot tak dla czystej draki.

Podobno (nie mam już, jak tego sprawdzić, bo jak wspomniałem konto jest zamknięte) przed wyuotowaniem Wolanski z platformy, modelka zdążyła jeszcze wrzucić na Insta Story reklamę serwisu swojego chłopaka. I to mogło być bezpośrednią przyczyną zbanowania Rosjanki.

Dlaczego? Już tłumaczę.Na zbliżeniach widać było, że na kostiumie kąpielowym Wolanski widniał napis: Vitaly Uncensored. Kim jest ów Vitaly? Byłym aktorem porno. Jednocześnie już jak najbardziej obecnym chłopakiem Wolanski. W ten sposób dziewczyna zareklamowała konto na Youtubie. Tak przynajmniej wyczytałem w internetach. Bo mi po wpisaniu tej nazwy w Google wyskoczyła strona internetowa z paniami, które… ech… połączcie kropki i domyślcie się.

Dostęp do zawartości jest oczywiście płatny. W regulaminie usługi można wyczytać, że po podaniu numeru karty płatniczej dostajemy okres próbny, a jeżeli nie zdążymy zrezygnować z subskrypcji system automatycznie ściągnie nam z konta pierwsze należności.

Sam Vitaly pochwalił się, że w ciągu kilkunastu godzin po finale konta pozakładało sobie 2 mln osób.

Jeżeli wierzyć mu na słowo, to nie współprace komercyjne będą dla niego i jego dziewczyny największym zyskiem. Internauci sami przyszli z pieniędzmi. Zakładając, że tylko 10 proc. z nowych subskrybentów okaże się takimi nieogarami, że zapomni o anulowaniu umowy, to i tak rzutki przedsiębiorca dostał w prezencie 200 tys. jednorazowych klientów. A część z nich być może świadomie zdecyduje się zostać na portalu.

A na tym profity się przecież nie kończą. Akcja dopaliła też pewnie ruch kanałowi z prankami na YT Vitaly’a, choć ten już wcześniej miał koło 10 mln obserwujących. Wolanski założyła za to nowe konto – zakład, że błyskawicznie odrobi z nawiązką te 300 tys.?

Analitycy wyliczyli też, że sama reklama warta była 3,97 mln dolarów. Zastanawiam się w tym momencie, jaką karę może jej wymierzyć UEFA za wtargnięcie na murawę. Przejrzałem takie przypadki w odniesieniu do występów angielskich klubów w europejskich pucharach. Kwoty szły w setkach funtów. To śmiesznie mało. Zakaz stadionowy też Wolanski raczej nie zaboli.

Widzę w tym całym szaleństwie tylko jedno rozwiązanie. Gdy członkowie Pussy Riot podczas mundialu w Rosji przerwali mecz, dostali od sądu kare 15 dni więzenia (choć wiem, że akurat tę historię trzeba mierzyć inna miarą) W Polsce można za to trafić za kratki nawet na 3 lata. Takie przepisy powinny być przygotowane na całym świecie – specjalnie dla żądnych sławy i pieniędzy atencjuszy z Instagrama i Youtuba. Inaczej patostreaming na dobre zagości w naszych domach. Bo tam gdzie są zasięgi, sponsorzy zawsze się znajdą.