Huczne otwarcie Vollmartu. Są kolorowe balony, promocje i zapowiedź: Niemcy, idziemy po was

Polski hard dyskont wystartował w środę z przytupem. Gości przywitały piękne dekoracje, palety i niskie ceny. A gospodarze Vollmartu zapowiadają już dzisiaj: Siedlce to dopiero początek międzynarodowej kariery.

Z tym hucznym otwarciem to oczywiście lekka przesada. Przy wejściu pojawiły się po prostu balony w trzech kolorach. Jak na otwarcie sklepu wygląda to dość skromnie. Jednak biorąc pod uwagę, że założeniem hard dyskontu jest nie tylko oferowanie niskich cen, ale także epatowanie (a może raczej nieonieśmielanie) wystrojem, można je uznać wręcz za element przepychu.

W sieci pojawiły się zresztą zdjęcia z tego wydarzenia. Spójrzcie sami:

Vollmart – 20 proc. taniej

Założenia Vollmartu przez kilka dób od zapowiedzi wejścia na polski rynek nie zmieniły się ani o jotę. Założona przez Wiktora Sawosza sieć zamierza rozpychać się na prowincji, w miastach do 50 tys. osób. Pomyślny pilotaż może też sprawić, że hard dyskont zdecyduje się spróbować sił w Warszawie.

Bizblog.pl poleca

Jest to dość odważnym założeniem, biorąc pod uwagę, że w stolicy pewien skrzydlaty i kropkowany sklep wcisnął się już chyba w każdą szczelinę, jaką deweloperzy przypadkiem zostawili między blokami. Teraz obstawia zresztą same bloki, sprawiając, że idea mieszkania na parterze stała się całkowitą abstrakcją.

Na starcie dyskonter ma w ofercie 1200 artykułów spożywczych, kosmetycznych, chemii gospodarczej oraz przemysłowych. Wszystko to do kupienia ponoć 20 proc. taniej niż u konkurencji. Vollmart zamierza uzyskać ten efekt dzięki ograniczeniu do minimum liczby pracowników, niskiej marży i braku reklamy.

Vollmart zamierza stawiać także na lokalnych dostawców. Serwis „Wiadomości Handlowe” pisze, że z racji braku centrów dystrybucyjnego sprzedawcy mają dowozić towar bezpośrednio pod drzwi sklepu. W przyszłości sieć zamierza także ruszyć ze sprzedażą online.

Z Siedlec na Berlin

Choć przyszłość Vollmartu jest na tym etapie ekspansji mocno niejasna nie przeszkadza to przedstawicielom sieci snuć mocarstwowe plany. Okazało się, że nawet sama nazwa została pomyślana tak, by w przyszłości Sawoszowi i reszcie udało się na kolana rzucić międzynarodową publikę.

W rozmowie z „WH” Joanna Bielecka, manager działu zakupów tłumaczy, że Vollmart nie miał na celu wywołania prostego skojarzenia z amerykańskim Walmartem. Chodzi o to, że słowo „Voll” oznacza po niemiecku „pełny, całkowity”.  Bielecka dodaje, że w przyszłości dyskonter chce rozpocząć ekspansję na rynki zagraniczne. Stąd potrzeba uniwersalnej nazwy.

Po mojemu nazwa jest średnio uniwersalna. W zasadzie zrozumienie jej bez znajomości języka naszego sąsiada jest dość trudne. Co sugeruje, że mówiąc: „międzynarodowa ekspansja” pani Bielecka miała tak naprawdę na myśli: „Niemcy, idziemy po was”.

Na razie Vollmart musi jednak pomyśleć, co zrobić, by udało się z sukcesem wyjść poza Siedlce. O tym, że w przypadku bardzo budżetowych sklepów wcale nie jest to taki proste przekonało się już rosyjskie Mere.

Istnieje więc ryzyko, że jeżeli Polacy nie załapią znaczenia wyrazu „Voll”, silenie się na obcojęzyczne nazwy nie będzie miało znaczenia. Bo o ich sile rażenia Vollmart i tak się nie przekona.