Influencerzy dostaną po kieszeni. Afera z doszywaniem metek otworzyła puszkę Pandory

Najpierw za rękę złapana została Jessika Mercedes. Potem poszło już gładko – o wykorzystywanie chińszczyzny do produkcji drogich, designerskich ciuchów zostało oskarżonych już kilka marek. A to może być dopiero początek.

Wyrabiasz sobie nazwisko i zasięgi w sieci. Zakładasz sklep internetowy. Kusisz klientów nimbem unikalności, polską produkcją i wysoką jakością materiałów. Kupujesz materiały z Chin i sprzedajesz pod swoim brandem – tak w skrócie można opisać model biznesowy niektórych twórców internetowych. Na jego stosowaniu jako pierwsza publicznie została przyłapana Jessika Mercedes. A potem lawina ruszyła.

Zdaniem eksperta od digital marketingu Wojciecha Kardysia nie pozostanie ona bez wpływu na finanse inluencerów

Afera metkowa nie tyle uderzy w modowych influencerów, co ich biznesy. Można powiedzieć, że skończyło się januszowanie (czy też z amerykańskiego dropshipping) w branży modowej (nie tylko ubraniowej), polegającej na tym by kupować (kub kopiować) rzeczy z Aliexpress i sprzedawać z ogromną marżą na naszym rynku jako hand made

– dowodzi w rozmowie z Bizblog.pl.

Kup tanio, sprzedaj drogo

Gdy stworzona przez popularną blogerkę modową marka Veclaim została oskarżona o kupowanie koszulek od Fruit Of The Loom, przyszywanie własnych metek i sprzedawanie ubrań jako własnych, wydawało się, że wszystko rozejdzie się po kościach. Jessika Mercedes ze łzami w oczach „przepraszała, tych którzy poczuli się urażeni” i obiecywała wyciągnięcie wniosków. Ot, kolejna mikroafera w celebryckim światku.

Jednak nie tym razem. Do gry wkroczył UOKiK. Urząd ma przyjrzeć się „skali i zakresowi nieprawidłowości“ działań Veclaim. Tematu samopas nie zostawili również internauci. Szybko okazało się, że podobne grzechy na sumieniu ma Wishbone Fine Jewellery.

Bizblog.pl poleca

Marka stworzona z pasji do projektowania i miłości do rzeczy pięknych. Każdy egzemplarz jest produkowany ręcznie w Polsce. Dzięki temu każdy detal biżuterii Wishbone wykonany jest w najwyższej jakości i posiada wyjątkowe znaczenie

– czytamy na fanpage’u.

Rzeczywistość okazała się brutalna. Autorka bloga soie.pl wytknęła założycielkom Wishbone, że ich biżuterię można kupić na AliExpress. Tyle że zamiast 89 zł (cena bransoletki Braid Karma) wystarczy wydać 2,25 zł.

Rozpętała się burza. Sklep usunął podejrzane produkty ze swojej oferty, przekonując, że „nigdy nie prowadził importu towaru z Chin”.

Współpracujemy tylko z lokalnymi dostawcami i rzemieślnikami jubilerstwa. Po weryfikacji z jednym z dostawców ustaliłyśmy, że w swojej ofercie posiadamy produkty, które są dostępne również na popularnej chińskiej platformie sprzedażowej

– napisały twórczynie Wishbone.

Polski Wilk z Wall Street

Podobna infamia spotkała inną polską markę Local Heroes. W jej ubraniach zdarzało się publicznie pojawiać takim gwiazdom jak Rihanna, Miley Cyrus czy Kendall Jenner. Sprawa rypła się po Instastory nakręconym przez Karolinę Domaradzką. Stylistka odkryła, że ubrania LH mają pourywane metki.

Chcesz być polskim Wilkiem z Wall Street? Załóż markę odzieżową

– kpiła na swoim Instagramie.

I znów skończyło się na kajaniu przed wściekłymi klientami. Local Heroes stwierdziło, że bluza pokazana na filmie Karoliny Domaradzkiej została wykonana na półprodukcie „stworzonym na potrzeby promocyjne związane z otwarciem przez LH sklepu stacjonarnego w Warszawie, przy ul. Mokotowskiej 49”.

Finalnie na prośbę naszych klientów, resztka towaru została wprowadzona do sprzedaży

– poinformowała marka.

Sklep obiecał, że będzie zwracał pieniądze osobom, które nabyły wspomniane bluzy.

Na tle wspomnianych bardzo honorowo wypadła Honorata Skarbek. Pudelek pochwalił nawet piosenkarkę, że ta nie wstydzi się ściągania sukienek z Chin i sprzedawania ich z dużą przebitką cenową.

Powtarzałam wiele razy, że zajmuję się dobieraniem/selekcją odpowiednich produktów, które kupuję w masowych hurtowniach, które znajdują się w Polsce, a te pozyskują produkty od przeróżnych dystrybutorów

– przypomniała swoim fanom Skarbek.

Znana twarz wystarczyła, by sprzedawać

Sam proceder nie jest niczym nowym. Serwis Fashion Biznes już w 2017 r. pisał o „inspirowaniu” się przez polskich twórców projektami, które można znaleźć na Aliexpress. Jednym z nich miał być Łukasz Verra. „Młody polski projektant” sprzedawał bransoletki łudząco podobne do tych z popularnego chińskiego serwisu za 259 zł. Na platformie można je było kupić za 3 dolary.

Verra odżegnywał się od doniesień mówiących, że kopiuje tylko pomysły z Chin. Przekonywał, że sukces zawdzięcza sobie i polskim krawcowym. Serwis próbował zdobyć do nich kontakt. Bezskutecznie.

Półtora roku później media obiegły wieści, że Verra jest poszukiwany przez policję za „przywłaszczenia mienia powierzonego w postaci próbnej odzieży o wartości 4450 zł”. Znajomości z projektantem wyparły się też Agata Młynarska i Aleksandra Kwaśniewska, które miały być jego stałymi klientkami.

Tym razem afera metkowa zatoczyła dużo większe koło. W ogniu oskarżeń znalazło się wiele marek o ogólnopolskiej rozpoznawalności. Według Kardysia wpłynie to na poziom ufności klientów.

Dotychczas było tak, że znana twarz wystarczyła by sprzedawać w sumie cokolwiek. Teraz konsumenci nauczeni doświadczeniem będą sprawdzać, czy towar faktycznie odpowiada opisowi

– opowiada.

Jego zdaniem marki modowe będą musiały „rzetelniej podchodzić do komunikacji i transparentności”. Przed Veclaim stoi natomiast niezwykle trudne zadanie związane z próbą odbudowy zaufania wśród klientów.

Pewnie przetrwa, ale będzie miało ogromną bliznę, która zostanie na ich brandzie już na zawsze

– prognozuje Wojciech Kardyś.