Rząd zablokował własną ustawę antycovidową. Chciał pomóc lekarzom, ale nie aż tak

Najpierw była olbrzymia presja, by nową ustawę antycovidową jak najszybciej uchwalić w obu izbach parlamentu, a gdy to się stało, projekt został zamrożony i od kilku dni nie może doczekać się podpisu prezydenta. O co chodzi? O omyłkowo poparty przez posłów PiS zbyt „hojny” zapis o dodatkach dla lekarzy, ratowników czy laborantów pracujących przy COVID-19.

„W związku z szeregiem nieprawdziwych informacji przypominamy: dodatek 100 proc. wynagrodzenia otrzyma każdy wykonujący zawód medyczny, walczący z COVID-19 w szpitalu II i III poziomu. Dodatek otrzyma także personel medyczny ZRM oraz SOR, diagności laboratoryjni w laboratoriach covidowych” – napisało we czwartek Ministerstwo Zdrowia.

Bizblog.pl poleca

Problem polega na tym, że choć tak właśnie mówi klepnięta przez parlament ustawa, to wcale nie o takie brzmienie przepisów walczył rząd. Owszem, 100-procentowe dodatki mają być, ale tylko dla tych medyków, których do walki z COVID-19 skierowali wojewodowie.

Jak pisze dziennikarz RMF FM Tomasz Skory, już po uchwaleniu ustawy antycovidowej posłowie rządzącego ugrupowania zauważyli, że zrobili w głosowaniu błąd. Prezes Prawa i Sprawiedliwości Jarosław Kaczyński nawet miał stwierdzić, że ten błąd doprowadzi do „zniszczenia całych finansów publicznych”, bo oznacza koszt 40 mld zł dla budżetu.

Choć do dokończenia procesu legislacyjnego pozostał tylko podpis prezydenta i publikacja w Dzienniku Ustaw, wicemarszałek Sejmu Ryszard Terlecki po prostu ustawy do Kancelarii Prezydenta nie wysłał. Zanim to zrobi, Sejm ma przegłosować poprawkę do ustawy, której formalnie jeszcze nie ma.

Zwłoka w wysłaniu aktu prawnego do prezydenta trwa już trzy dni. Jest to o tyle kuriozalna sytuacja, że jeszcze kilka dni temu premier Mateusz Morawiecki nagrał specjalne wideo, w którym zwrócił się do marszałka Grodeckiego i opozycyjnej większości w Izbie Niższej, by „zrezygnowano z obstrukcji, z przerw, z odroczeń i ze zwlekania”.