Rząd idzie jak burza. Zerowy VAT na żywność, zamrożenie cen energii, tańsze paliwa. A teraz bach! Nie pozbieracie się po tej akcji

Wprowadzenie urzędowych cen na chleb każdego rodzaju zarżnęłoby całą rzeszę hipsterskich piekarni i rzemieślników stawiających na jakość, nie na cenę. Dlatego nie da się wprowadzić jednej ceny na chleb. No chyba że będzie ona dotyczyć najtańszego pieczywa – pisze Agata Kołodziej.

Regulowanie ceny żywności miałby dotyczyć nie tylko chleba, ale i mąki i cukru – kilka dni temu powiedział o tym w telewizji poseł PiS. Czy dał się nabrać na fejkowego tweeta? Nie ma znaczenia, bo co innego świadczy o tym, że PiS byłby do tego zdolny. Tylko jak to zrobić, żeby nie zarżnąć tysięcy piekarni?

O urzędowych cenach chleba poseł PiS Kazimierz Smoliński powiedział:

Chcemy wprowadzić ceny regulowane na artykuły żywnościowe – chleb, cukier, mąkę. Jeżeli inflacja będzie wzrastała, to nawet takie rozwiązanie może zostać wprowadzone

– oświadczył na na antenie Polsat News.

A następnie dodał, że w walce z inflacją rząd jest skłonny posunąć się bardzo daleko. Pisaliśmy już w Bizblog o tym, że poseł Smoliński mógł dać się po prostu nabrać na głupi żart.

Ale czy wprowadzenie cen regulowanych byłoby rzeczywiście możliwe?

PiS trzyma się mocno, choć Polacy nie wierzą w jego wersję nt. inflacji

Pierwszy warunek, o którym mówił poseł Smoliński zapewne zaraz zostanie spełniony. Owszem, inflacja nadal będzie szła w górę. W grudniu sięgnęła 8,6 proc., a w styczniu, głównie za sprawą wejścia w życie nowych taryf dla gospodarstw domowych na prąd (o 24 proc. wyższych) i gaz (o 54 proc. wyższych), prawdopodobnie przekroczy 9 proc. i zbliży się do 9,5 proc. A i to nie musi być szczyt jej możliwości. Ekonomiści coraz częściej mówią, że możemy zobaczyć dwucyfrowy odczyt.

A wtedy determinacja rządu może stać się naprawdę duża.

Ale determinacja do czego właściwie? Urzędowe ceny, dopłaty do rachunków za prąd, zniesie VAT na żywność czy ręczne obniżanie cen paliw to nie walka z inflacją, ale łagodzenie jej skutków. I słusznie, bo w tej sytuacji należy chronić najsłabsze gospodarstwa domowe. Ale nie oszukujmy się, to również determinacja do tego, by nie stracić poparcia społeczeństwa.

Bizblog.pl poleca

I to rządowi też całkiem nieźle wychodzi. Mimo drożyzny i ciągle przyspieszającej inflacji, mimo inby z Polskim Ładem, poparcie dla PiS wcale nie spada, przeciwnie – lekko rośnie.

Z najnowszego sondażu United Surveys wykonanego na zlecenie Wirtualnej Polski w dniach 6-7 stycznia wynika, że gdyby wybory parlamentarne odbyły się teraz, ponownie wygrałoby je Prawo i Sprawiedliwość z poparciem na poziomie 33 proc. To o 0,9 pkt. proc. więcej w porównaniu z poprzednim badaniem.

Spójrzmy na równie świeży sondaż sondażu SW Research dla rp.pl, z którego wynika, że Polacy nie wierzą rządowi, który opowiada, że winna inflacji jest Rosja i jej gazowy szantaż oraz polityka klimatyczna Unii Europejskiej.

Na pytanie Co Pani/Pana zdaniem jest głównym powodem wysokich podwyżek cen prądu i gazu w Polsce, 40,4 proc. respondentów wskazało na politykę obecnego rządu, tylko 15,1 proc. ankietowanych wskazało na politykę klimatyczną UE, a 11,3 proc. na działania Rosji. 

A więc nie wierzymy w narrację rządzących o pochodzeniu drożyzny, która coraz mocniej uderza nas po kieszeni, ale ten sam rząd ma poparcie Polaków.

Dlaczego?

Bo rząd robi, co każą wyborcy

Tu wjeżdżają kolejne badania – tym razem IBRiS dla Radia ZET. Na pytanie, czy działania podejmowane przez rząd są skuteczne w walce z inflacją, większość opowiedziała, że tak.

Zdecydowanie dobrze działania rządu ocenia 10,2 proc. badanych, a raczej dobrze 34,4 proc. Łącznie 44,6 proc.  Zdecydowanie negatywnie działania rządu ocenia 15,1 proc. pytanych, a raczej negatywnie 25,9 proc. W sumie 41 proc., a więc mniej.

Skąd w nas takie przekonanie, skoro inflacja nie hamuje? Tak, wiem, że podwyżki stóp procentowych potrzebują kilku kwartałów, by rzeczywiście wpłynąć na poziom inflacji, to nie dzieje się natychmiast, ale Kowalski zwykle o tym nie wie.

Wie za to, że rząd zdecydował o czasowym obniżeniu do zera VAT na żywność. Wie, że zdecydował o obniżce akcyzy na paliwa i podatku od sprzedaży, a zaraz jeszcze w ramach tzw. drugiej tarczy antyinflacyjnej obniży jeszcze prawdopodobnie VAT z 23 do 8 proc., przez co ceny benzyny spadną o kolejne 70 gr na litrze, natomiast autogazu o 40 gr. Kowalski wie też o rządowych dopłatach do rachunków na prąd. A więc wie wszystko, czego mu potrzeba. Wie, że rząd w czasie tej drożyzny o niego dba i przejmuje się jego losem.

A rząd rzeczywiście krok po kroku robi to, czego Kowalski oczekuje.

Skąd wiem, czego ten obywatel oczekuje? Z badań. Pisałam o nich już kilka tygodni temu. 

Z sondażu IBRiS dla „Rzeczpospolitej” wynika, że Polacy w związku z ograniczaniem skutków wzrostu cen oczekują od rządu przede wszystkim obniżania podatku VAT. Chciało tego 60,7 proc. badanych. I już to dostali, jeśli chodzi o żywność, a za chwile dostaną w paliwach.

Na drugim miejscu było oczekiwanie obniżania akcyzy, czego chciało 58,8 proc. badanych. Też już to mają, jeśli chodzi o paliwa.

W dalszej kolejności badani oczekiwali od rządu zablokowania podwyżek cen prądu i gazu (47,3 proc.) – powiedzmy, że załatwia to tzw. dodatek osłonowy.

Na tej liście życzeń był jednak jeszcze jeden element – wprowadzenie urzędowych cen na podstawowe artykuły spożywcze – to oczekiwanie 29,6 proc. badanych. I to ostatni postulat Polaków, który dotąd nie został przez władzę uwzględniony. Przez władzę, która idzie za tymi badaniami jak po sznurku, żeby zadowolić Polaków. Może więc przyjść więc czas, że sięgnie też po ceny regulowane.

To jak najbardziej możliwe. Pytanie tylko, jak to zrobić?

Mamy za duży wybór chleba na regulowanie cen

Najtrudniej – moim zdaniem – byłoby z chlebem. Bo przecież nie ma jednego chleba. Jest pszenny, żytni, kukurydziany, na drożdżach, bez drożdży, jest chleb, który bardziej wygląda jak bułka czy bagietka, ale sprzedawany jest jako chleb. To jeszcze pół biedny. Jest chleb nadmuchany, najtańszy, wypiekany z najtańszych składników, ale jest i rzemieślniczy, wypasiony, o wiele droższy – trochę ze względu na jego jakość, trochę ze względu na ego kupujących. 

Wprowadzenie jednej ceny na chleb każdego rodzaju zarżnęłoby całą rzeszę hipsterskich piekarni i rzemieślników stawiających na jakość, nie na cenę. Nie da się wprowadzić jednej ceny na chleb.

No chyba, że jakaś mądra głowa zarządzi, że podstawowy chleb ma kosztować nie więcej niż 2,5 zł, a reszta może sobie kosztować, ile tylko klienci będą skłonni zapłacić. Ale to wydmuszka, bo do „podstawowego” chleba wystarczy dosypać dwa ziarna czarnuszki, i przestanie być już podstawowym, uniknie więc limitu ceny.

Ale jakoś w PRL-u dało się regulować ceny – ktoś powie. Owszem, ale na rynku nie funkcjonował prywatny biznes. Rząd narzucał ceny i rząd brał na siebie różnicę pomiędzy ceną, a realnym kosztem produkcji. Dziś ten koszt zostałby przerzucony na prywatnych przedsiębiorców, którzy już poważnie cierpią z powodu rosnących cen prądu i gazu.

A więc regulowane ceny chleba mogłoby prowadzić do bankructwa piekarni.

Czy na pewno?

Lewak powie: figa, nikt nie zbankrutuje! Przecież oni wykorzystują inflację, dorabiając się na nas. Pisałam niedawno o tym zjawisku, że przedsiębiorcy podnoszą ceny bardziej, niż by to wnikało z realnego zwiększenia ich kosztów, bo mają dobrą wymówkę.

Z danych GUS wynika, że w 2021 r. firmy statystycznie notowały wyższe zyski, rentowność i marże. To samo pokazywał niedawno Polski Instytut Ekonomiczny: 55 proc. firm w Polsce w 2021 r. poprawiło marże, a w 2022 r. liczy na to 45 proc. firm.

Oczywiście nie wszystkim wiodło się tak doskonale, bo jak wynika z danych firmy Coface ubezpieczającej należności, w 2021 r. niewypłacalność ogłosiło 2125 przedsiębiorstw – o o 71 proc. więcej niż rok wcześniej i jednocześnie najwięcej od początku badań, czyli od 1997 r. Chcemy jeszcze więcej?

No dobrze, ale branża spożywcza ma się akurat nieźle. W ubiegłym roku zwiększyła marże z 2 do 4 proc. Danych dotyczących tylko piekarni nie mam, ale zanim rząd postanowi regulować ceny, możemy właśnie ten parametr sprawdził?

Bo może lepiej wprowadzić regulowane marże producentom i sprzedawcom chleba, mąki czy cukru zamiast regulowanych cen – skoro już trzeba? Inaczej doprowadzimy do upadłości setki albo i tysiące firm i trzeba będzie nakazać wypiekanie chleba Orlenowi, bo nie będzie miał kto tego robić.