Zawieszenie składek ZUS. Przedsiębiorcy zbulwersowani szczegółami rozwiązania

Dlaczego ktoś chce, żebym spowiadał się ze swojego prywatnego majątku? Chory kraj! – denerwuje się pan Marek, warszawski przedsiębiorca. Podobne opinie na temat zawieszenia składek ZUS-u dostałem również od innych właścicieli firm. Co tak bulwersującego jest pomyśle, który według rządu, ma ratować firmy przed bankructwem?

Zawieszenie składek na ubezpieczenia społeczne jest jedną z koncepcji przedstawionych przez premiera Morawieckiego w ramach tarczy antykryzysowej. Rząd zapowiedział, że zwolni przedsiębiorców z obowiązku płacenia składek ZUS na trzy miesiące, między lutym i kwietniem.

Nie ma mowy o zawieszeniu obowiązku opłacania składek, nawet jeśli rząd zakazał naszej firmie działalności. Możliwe jest jedynie odroczenie składek, bo pieniądze do Zakładu i tak trzeba będzie przelać, wraz z bieżącymi składkami. To oznacza, że latem przedsiębiorcy zapłacą podwójnie.

Propozycja od początku wzbudziła kontrowersje. Trudno się temu dziwić, bo po kilku miesiącach przestoju w biznesie wywołanym epidemią koronawirusa, firmy będą potrzebowały czasu odzyskanie płynności finansowej.

Bizblog.pl poleca

Ktoś, kto nigdy nie prowadził działalności gospodarczej, nigdy nie zrozumie specyfiki tego zajęcia i widać to wyraźnie w komunikacie ZUS-u. To nie jest tak, że firmy już teraz nie mają pieniędzy, by opłacić składki, za to w czerwcu będą miały ich mnóstwo, by opłacić je w podwójnej wysokości (bieżące oraz odroczone). Jest raczej odwrotnie

– komentował w Bizblog.pl Jacek Bereźnicki.

Krytykę wzbudził również moment podania decyzji do publicznej wiadomości. O wdrożeniu odroczonego ZUS-u przedsiębiorcy dowiedzieli się już po 10 marca, co oznacza, że pierwsze składki z okresu, który miał być zwolniony z wpłat, poszły już na konto Zakładu.

Jak ZUS ocenia przedsiębiorców

Naprawdę ciekawie zrobiło się jednak dopiero, gdy ZUS pokazał formularz, który powinni wypełnić przedsiębiorcy ubiegający się o odroczenie płatności składek. Premier Morawiecki obiecywał, że będzie się on składał z dwóch stron. Podstawowe dane wnioskodawcy, jak imię nazwisko i pesel, dalej krótkie uzasadnienie: „wskaż, w jaki sposób epidemia koronawirusa wpłynęła na sytuację finansową Twojej firmy i brak możliwości opłacenia w terminie należności.”

Wydawałoby się, szybka i bezproblemowa robota. Ale gdy wejdziemy na stronę Zakładu okazuje się, że jest jeszcze trzecia strona. I to właśnie ona  wywołuje rozżalenie właścicieli firm. W części zatytułowanej „Ocena jakościowa przedsiębiorcy” przedsiębiorca musi ze szczegółami wyspowiadać się ze swojej sytuacji finansowej. Tej związanej ze stanem konta firmy, ale również z prywatnego majątku.

źr: zus.pl

Gdyby państwu rzeczywiście zależało na pomocy przedsiębiorcom, formularz miałby kilka pól. Rozbudowano go, żeby ściągnąć o nas jak najwięcej informacji i jednocześnie mieć pretekst do odrzucenia wniosku. To zabawa dla naiwniaków z dużą ilością wolnego czasu

– nie ma wątpliwości pan Marek.

„Jak w PRL”

Nasz czytelnik opowiada, że po przejrzeniu wniosku, odezwały się w nim dość dawne wspomnienia.

Jak w PRL. Dzieciom kazano pisać wypracowania w szkole o tym, jak spędzały wakacje. Prace domowe trafiały potem do odpowiednich komórek państwa. Teraz czuje się traktowany w ten sam sposób, tyle że już w III RP – dodaje.

Jego zdaniem zebranie wszystkich danych potrzebnych do wypełnienia formularza zajęłoby mu co najmniej pół dnia. To czas, w którym nie będzie mógł prowadzić działalności, kilka godzin wyjętych z życia.

Pytam dalej, być może dla osób będących na jednoosobowej działalności gospodarczej wypełnienie wniosku nie jest takim problemem.

Formularz jest skomplikowany, wymaga podania danych, do których wielu przedsiębiorców nie będzie miało dostępu z uwagi na przebywanie w dobrowolnej (lub nie) kwarantannie, dodatkowo część z danych, o podanie których prosi się w formularzu, wydaje się pozbawione znaczenia dla sprawy

– komentuje Hela, która JDG założyła 2 lata temu.

Moi kolejni rozmówcy podkreślają, że dokumenty nie zawsze ma się pod ręką.

Trzeba pojechać do księgowej. Przecież z samych PIT-ów tego się nie wyciągnie

– słyszę.

Prosty z założenia wniosek, stał się w ten sposób dokumentem, na którego wypełnienie trzeba poświęcić całe godziny. A przy okazji pozbawić się przed ZUS-em resztek prywatności.