Maciążek: Greckie inspiracje Kaczyńskiego. Miliardy euro przeznaczone na rozwój energetyki pójdą na 500+

Rząd zamierza przeznaczyć środki na modernizację sektora energetycznego na pakiety socjalne, które obiecano Polakom w ramach permanentnej kampanii wyborczej toczącej się od wielu miesięcy. Czas na szybką konsumpcję przyszłości naszych dzieci.

Fot. Shutterstock

Polska gospodarka jest częścią większej struktury, która całościowo tworzy Unię Europejską i jako taka podlega funkcjonującej na jej terenie polityce klimatycznej. Zwykle słusznie utożsamiamy to zjawisko z rozwojem tzw. zielonej energetyki i zwalczaniem spalania kopalin, które odpowiadają za narastający problem globalnego ocieplenia. A jak w posty sposób zobrazować to na polskim przykładzie?

Za każdą wyemitowaną tonę gazów cieplarnianych firmy muszą przedłożyć jedno uprawnienie. Można je kupić na aukcjach rządowych lub na rynku (od tego roku są instrumentem finansowym), a ich ceny podlegają wahaniom. Niektóre z przedsiębiorstw kwalifikują się również na ograniczoną liczbę bezpłatnych uprawnień. W ten sposób ułatwia się im odejście od węgla i transformację energetyczną w kierunku czystszych i nowocześniejszych źródeł energii nawet jeśli z powodu uwarunkowań historycznych jest to trudne. Oczywiście zachęt i wsparcia dla takich podmiotów jest dużo więcej, ale na potrzeby tego tekstu tłumaczę to w uproszczony sposób.

Zobacz także:

Polska, wiadomo, „coal state”, w którym nadal większość energii produkuje się z kopalin. Dlatego spółki takie jak PGE czy Tauron korzystają z bezpłatnych uprawnień. Jednak jak informuje Bloomberg – państwo ma na nie apetyt. Gabinet Mateusza Morawieckiego może zrezygnować z przekazania darmowych uprawnień energetyce i zamiast tego je sprzedawać. W okresie 2021-2030 dałoby to 6,5 mld euro zysku. To potężne pieniądze, które jak sugeruje Bloomberg pozwolą rządowi finansować rozbudowane obietnice socjalne bez nadmiernego zwiększania deficytu finansowego. Jak to rozumieć?

Najważniejszy wniosek

Aleksander Śniegocki, kierownik projektu Energia i Klimat w think tanku WiseEuropa w rozmowie z Bizblog.pl stwierdza:

Wycofanie się Polski z mechanizmu derogacji nie jest zaskoczeniem. Od dłuższego czasu było wiadomo, że spółki energetyczne nie są zadowolone z zasad, według których miałyby być przydzielane uprawnienia. Podobnie jak dotąd, działoby się to w zamian za inwestycje w modernizację aktywów wytwórczych. Po reformie ETS zasady selekcji tych inwestycji zostały jednak zaostrzone. Zamiast Krajowego Planu Inwestycyjnego przydzielającego wsparcie poszczególnym spółkom na z góry ustalone projekty, wszelkie większe inwestycje musiałyby konkurować o wsparcie.

W mojej ocenie, gdyby uprawnienia trafiły według dotychczasowego systemu do firm energetycznych, to zasiliłyby w całości inwestycje sprzyjające ich transformacji energetycznej. W nowych realiach nie jest to już takie oczywiste, bo nie wiadomo, czy część środków nie zostanie skonsumowana przez rząd. To zły prognostyk w dobie coraz poważniejszych obciążeń dla przedsiębiorstw obarczonych węglowym balastem.

Europejska polityka klimatyczna została skonstruowana w taki sposób, by zniechęcać gospodarki krajów członkowskich do paliw kopalnych. W tym kontekście problem zmniejszającej się rentowności producentów energii i wzrostów cen prądu, którego przedsmak poznaliśmy pod koniec ubiegłego roku, to dopiero wierzchołek góry lodowej. Tylko kompleksowa modernizacja spółek, takich jak PGE czy Tauron, przyniesie poprawę sytuacji i zabezpieczy rentowność polskiej gospodarki (chodzi o akceptowalną cenę energii).

Problem polega na tym, że zgodnie z informacjami Bloomberga zamiast na rozwój stawiamy na rozbudowane programy socjalne, z których część nie ma nawet związku z kompleksową poprawą sytuacji osób uboższych (mam na myśli np. jednorazowe trzynaste emerytury).

Inne punkty widzenia

Oczywiście można na sprawę popatrzeć w odmienny sposób, z przynajmniej dwóch perspektyw i zapewne nie zabraknie takich głosów.

Po pierwsze, Czechy również zdecydowały się na sprzedaż pozwoleń i przekazanie tych środków do tzw. Funduszu Modernizacyjnego. Powstał on by wspierać dziesięć najbiedniejszych krajów UE w transformacji energetycznej. De facto taki ruch oznaczałby jedynie skrócenie drogi, jaką środki finansowe między innymi na efektywność energetyczną, trafiałyby do spółek (bezpośrednio zamiast aukcji). Teoretycznie decyzja Polski może mieć podobne motywacje.

Jednak Bloomberg sugeruje, że chodzi o łatanie budżetu centralnego nadszarpniętego przez rozbudowane programy socjalne. Ponieważ środki ze sprzedaży uprawnień w okresie 2021-2030 r. to 6,5 mld euro, a połowa z nich musi trafić na cele szeroko rozumianej transformacji energetycznej to ponad 3 mld euro de facto po prostu by przejedzono.

Po drugie, do dyspozycji energetyki pozostają także inne systemy wsparcia dające możliwość transformacji sektora i bezpłatne uprawnienia nie są warunkiem koniecznym jej powodzenia. Bywa i tak, że skorzystanie z jednych środków zmniejsza możliwość wykorzystania drugich (np. dopłat z tzw. rynku mocy).

Osobiście proponowałbym jednak inną optykę.

Scenariusz grecki?

Nawiązując do kwoty, którą podałem nieco wcześniej tj. ponad 3 mld euro, które zostaną przejedzone, a nie zainwestowane, należy według mnie ocenić taki ruch jednoznacznie negatywnie. Lepiej byłoby je zainwestować tym bardziej, że jak już wspominałem w poprzednich felietonach dla Bizblog.pl narasta problem nierentowności firm energetycznych i rosnących cen energii. Każde dodatkowe działanie próbujące w sposób systemowy odpowiedzieć na te cywilizacyjne wyzwania Polski jest na wagę złota.

Przez kolejne dekady od odzyskania niepodległości po 1989 r. jako państwo szybko goniliśmy Zachód. Nasze PKB urosło dwukrotnie, a dystans pomiędzy III RP a Zachodem jest najmniejszy w naszej historii. Szkoda byłoby to zaprzepaścić, choć oczywiście rozumiem, że scenariusz grecki na tym etapie wydaje się atrakcyjny, a Polacy nie chcą już zaciskać pasa. Rozsądny inwestor inwestuje w aktywa, a nie pasywa. Powinniśmy to mieć na uwadze, analizując najnowsze doniesienia Bloomberga. 

Piotr Maciążek: publicysta specjalizujący się w tematyce sektora energetycznego. W 2018 r. nominowany do najważniejszych nagród dziennikarskich (Grand Press, Mediatory) za stworzenie fikcyjnego eksperta Piotra Niewiechowicza, który pozyskał wrażliwe informacje o projekcie Baltic Pipe z otoczenia ministra Piotra Naimskiego. Autor książki „Stawka większa niż gaz” (Arbitror 2018 r.), współautor książki Młoda myśl wschodnia (Kolegium Europy Wschodniej 2014 r.). Obecnie pracuje nad kolejnym tytułem – tym razem dotyczącym polskich służb specjalnych.