Kapitaliści i Lewica razem w walce o status quo umów o dzieło

Odwieczni rywale na jednym froncie bronią umów o dzieło – tak to trochę wygląda. Z jednej strony Business Centre Club straszy, że ozusowanie umów o dzieło doprowadzi do skoku bezrobocia i szarej strefy – i straszyć tak będzie zawsze, bo to w ich interesie. Z drugiej strony Lewica chce minimalnych emerytur dla pracujących na umowach o dzieło, co jest bardzo szczytne, ale obawiam się, że tylko zabetonuje ten patologiczny system, zamiast go naprawiać.

„Super Express” straszy ozusowaniem umów o dzieło, sprawiając wrażenie, jakby to miało nastąpić jeszcze w pandemii. Nie nastąpi, w pierwszej kolejności na stół wjedzie raczej pełne ozusowanie umów zleceń i to najwcześniej od 2022 r., a póki Jarosław Gowin jest w rządzie, będzie bronił dzieł do ostatniej (no, może przedostatniej) kropli krwi.

Bizblog.pl poleca

Brońmy dzieł tak na wszelki wypadek

Jednak organizacje przedsiębiorców na łamach Superbiz już straszą zwolnieniami i wzrostem szarej strefy po ozusowaniu umów o dzieło. Z badania Business Centre Club wynika, że blisko 3 na 4 pracodawców obawia się wzrostu szarej strefy w związku z oskładkowaniem dzieł.

A cóż to za argument? Wzrost szarej strefy jest wtedy, kiedy pracodawca mówi: zwolnię cię, ale nic się nie martw, będziesz dla mnie pracował, tylko zapłacę ci pod stołem. To jak się przedsiębiorcy boją, to po prostu niech nie zwalniają. I po strachu.

I cóż to za badania? Jedni przedsiębiorcy pytają drugich, czy chcieliby, żeby wzrosły im koszty prowadzenia działalności. Odpowiedź jest dość oczywista.

Ale jeszcze lepiej, kiedy szef firmy zajmującej się finansami, a nie zasobami ludzkimi opowiada, jaki to byłby skandal, jeśli umowy o dzieło zostałyby oskładkowanie w pandemii, kiedy przedsiębiorcy walczą przecież o życie:

Jak pokazują badania, aż 9 na 10 przedsiębiorców jest przeciwnych ozusowaniu umów o dzieło, które obecnie nie wymagają opłacania składek. Jesteśmy w środku kryzysu gospodarczego wywołanego pandemią, pracodawcy walczą o utrzymanie miejsc pracy i płynności finansowej. Wprowadzenie kolejnego obowiązku finansowego wydaje się zupełnie nieadekwatny do obecnej sytuacji przedsiębiorców. Właściciele firm będą zmuszeni albo do obniżania wynagrodzeń netto lub zmniejszania zatrudnienia. W efekcie doprowadzi to wzrostu bezrobocia, które w lutym wyniosło 6,5 proc. i jest najwyższym wskaźnikiem od trzech lat

– komentuje dla Superbiz Jan Enno Einfeld, dyrektor zarządzający Finiata Group.

Ciekawe, skąd pomysł, że ozusowanie miałoby nastąpić teraz, w trakcie pandemii. A może po prostu trzeba postraszyć tak na zapas? W każdym razie kampania, by nie majstrować przy umowach o dzieło odżyła.

I nieświadomie dołączyła do niej Lewica, która przecież umowy o dzieło uważa za wielkie zło tego świata.

Emerytura minimalna dla pracujących na śmieciówkach 

Lewica złożyła właśnie do Sejmu projekt ustawy, zakładający, by osobom pracującym na umowach śmieciowych, a więc nieodprowadzającym składek, wypłacać minimalne emerytury. Obecnie minimalna emerytura wynosi 1250,88 zł brutto.

Wiceszefowa klubu Lewicy Magdalenia Biejat, prezentując projekt, tłumaczyła:

W tej chwili w wiek emerytalny wchodzą osoby, które pracowały w latach 90. na umowach śmieciowych, nieoskładkowanych, które odczuwają długofalowe konsekwencje patologii rynku pracy w Polsce po transformacji.

O ile w 2011 r. ok. 20 tys. osób pobierało świadczenie niższe od minimalnego, o tyle w 2020 r. było to już 300 tys. osób. I to rzeczywiście jest poważny problem społeczny, z którym trzeba coś zrobić.

Tylko że gwarantowanie choćby minimalnej emerytury wszystkim zatrudnionym dziś na śmieciówkach spowoduje, że nikt już nie będzie miał motywacji, by skończyć z nadużywaniem tego typu umów. A już na pewno nie będą mieli tej motywacji pracownicy, którzy świadomie dziś sami wybierają tę formę zatrudnienia, żeby zarabiać miesięcznie więcej na rękę. To po prostu tylko zabetonuje ten patologiczny system nadużywania umów cywilno-prawnych, zamiast go naprawiać. A przecież nie o to chodzi Lewicy.

Mam wrażenie, że jeszcze przez kilkanaście lat będziemy się bić sami ze sobą, jeszcze kilka razy zreformujemy system emerytalny, a ostatecznie i tak skończy się na emeryturze obywatelskiej.