Wóz albo przewóz dla polskiego górnictwa. Los branży uzależniony od dobrej woli Brukseli

Ministerstwo Aktywów Państwowych zapowiedziało w najbliższych dniach złożenie wniosku notyfikacyjnego w Komisji Europejskiej, dotyczącego umowy społecznej rządu z górnikami. A na podpis prezydenta czeka przyjęta przez Sejm ustawa górnicza. Szkoda tylko, że w rządzie nikt nie bierze pod uwagę scenariusza, w którym Bruksela nie godzi się na wyciąganie polskiego górnictwa z finansowego dna publicznymi pieniędzmi.

Zaczyna się decydujący czas dla polskiego górnictwa. Prezydent Andrzej Duda pewnie nie będzie miał żadnych wątpliwości i przyjętą przez Sejm ustawę górniczą podpisze. Ta zakłada, że górnictwo (przede wszystkim spółka PGG) do 2031 r. z budżetu państwa dostanie w sumie 31,2 mld zł (pomoc publiczna i umorzenie należnych spłat wobec ZUS-u i PFR-u).

Zdecydowanie największy kawałek tego tortu ma dostać PGG: 20,7 mld zł. Licząc, że spółka rocznie na wypłaty i premie 38-tysięcznej załogi wydaje łącznie nawet 4,2 mld zł (3,6 mld zł to same pensje i dochodzą jeszcze premie barbórkowe i czternastki po 300 mln zł każda) – to założona przez rząd kwota wcale nie wydaje się tak duża. Zwłaszcza że PGG jest już przyparta do finansowej ściany. I tego 1 mld zł pożyczonego wcześniej z PFR już na bardzo niewiele starczy.

Okres finansowania w oparciu o środki własne był do 30 grudnia, a przesunął się do połowy lutego – nie ukrywa prezes PGG Tomasz Rogala.

Podobnie uważa wicepremier i minister aktywów państwowych Jacek Sasin, który na ostatnim spotkaniu z sygnatariuszami umowy społecznej zapewniał, że bez tych pieniędzy (założonych w umówię społecznej) górnicy nie przetrwają.

Umowa społeczna z górnikami: za chwilę notyfikacja

Zgodnie z zatwierdzonym mechanizmem PGG już w 2022 r. ma dostać z tytułu pomocy publicznej 5 mld zł. W kolejnych latach dotacje mają maleć. Jeszcze w 2023 r. PGG ma dostać przeszło 2,7 mld zł, w 2024 r. już 1,9 mld zł i docelowo transza zmniejszy się w 2031 r. do poziomu 1,2 mld zł. Tylko że na ten plan musi jeszcze zgodzić się Komisja Europejska. Tak wcześniej ustalili to sygnatariusze umowy społecznej: rząd i górnicy. Pomoc publiczna wymaga notyfikacji ze strony KE. Cały proces ma rozpocząć się niebawem.

Wniosek notyfikacyjny jest obecnie w procesie przygotowania. W najbliższych dniach zostanie przekazany do UOKiK, a następnie do komisji Europejskiej – informuje Ministerstwo Aktywów Państwowych.

Jak słyszymy, wniosek ma być w pełni zgodny z umową społeczną. Zakłada więc zamykanie ostatniej kopalni (z tych należących do PGG, Węglokoksu i Tauronu) w 2049 r. Mowa jest też o specjalnych osłonach górników, czyli jednorazowych odprawach, indeksacji wynagrodzenia i gwarancji zatrudnienia.

A co jak Bruksela jednak nie włączy zielonego światła?

Przedstawiciele MAP od tygodni przekonują, że rozmowy w Brukseli prowadzone są w bardzo dobrej atmosferze. Ale mimo tych zapewnień związkowcy sami napisali do KE z prośbą o ich włączenie w cały proces oceniania umowy społecznej. Bo sami nie wiedzą, na czym stoją. Nie mają pojęcia, kiedy umowa społeczna z górnikami miałaby wejść w życie, co z podobnym porozumieniem z energetykami i wreszcie: jaki jest konkretny plan na Narodową Agencję Bezpieczeństwa Energetycznego. 

To wszystko coraz bardziej przypomina ten cały rządowy Polski Ład. Tutaj też wygląda na to, że nikt nie zna całej koncepcji – uważa Bogdan Tkocz, przewodniczący NSZZ „Solidarność” w Tauron Serwis.

Bizblog.pl poleca

Pytań i wątpliwości jest sporo. Co z miejscami pracy w NABE? Czy jest konkretny plan na wypadek, gdyby NABE nie szło jednak tak, jak to się zakłada i Agencja popadłaby w tarapaty finansowe? I wreszcie: a co jak KE na umowę społeczną z górnikami w Brukseli jednak nie włączy zielonego światła? To istotne, zwłaszcza kiedy rząd traktuje te sprawy jak system naczyń połączonych.

Najpierw umowa społeczna, a potem NABE, bo umowa społeczna jest podstawą, jest taką „matką” wszystkich następnych kroków, bo tu definiujemy, co chcemy, w którą stronę i jak – przyznaje Piotr Pyzik, rządu do spraw transformacji spółek energetycznych i górnictwa węglowego w MAP.

Dekarbonizacja po polsku: za wolno i za drogo

Aktywiści klimatyczni i nie tylko oni przekonują od miesięcy, że w dobie pakietu legislacyjnego „Fit for 55”, Zielonego Ładu i docelowo neutralności klimatycznej od 2050 r. nie można liczyć na to, że KE zgodzi się na polską umowę społeczną w tym kształcie i na dotowanie górnictwa, które ma tym samym fedrować do 2049 r. Wojciech Kukuła, starszy prawnik w ClientEarth, zauważa, że już wcześniej Bruksela nie zaakceptowała wniosku polskiego rządu o wprowadzenie ulg w nowej opłacie mocowej dla krajowego przemysłu.

Próby wyszarpania kolejnej zgody Komisji na dotowanie polskich kopalń mogą skończyć się podobnie 

– przewiduje.

Joanna Flisowska, koordynatorka zespołu klimat i energia w Greenpeace Polska, twierdzi z kolei, że Polska nie ma co dalej udawać, tylko niech lepiej na serio zacznie odchodzić od węgla. Jej zdaniem dekarbonizacja powinna nastąpić zdecydowanie wcześniej.

Jeśli prześledzimy trend w wydobyciu węgla w Polsce przez ostatnie 30 lat, to był on zniżkowy. Gdyby kontynuować ten trend, wydobycie w Polsce skończyłoby się w latach trzydziestych – przekonuje Flisowska.

Z harmonogramu MAP wynika, że do 2026 r. wydobycie węgla w spółce PGG ma być mniejsze o 13 proc. Tymczasem latach 2018-2021 produkcja węgla w PGG spadła o ponad 19 proc.

Redukcja produkcji o 13 proc. w PGG ma nas kosztować 13 mld zł – zauważa Anna Meres, koordynatorka kampanii klimatycznych w Greenpeace Polska.