Węgiel to idealny temat do opowiadania bzdur. Swoich sił spróbował właśnie szef polskiego rządu

Pamiętacie jak prezydent Andrzej Duda, przy okazji organizowanego w Katowicach Szczytu Klimatycznego ONZ COP24 powiedział do międzynarodowej publiczności, że Polska ma zapasy węgla jeszcze na co najmniej 200 lat, trudno więc, żebyśmy dobrowolnie z tego surowca rezygnowali?

Akurat w Brukseli przez wszystkie przypadki zaczęli odmieniać termin „neutralności klimatycznej”, nic więc dziwnego, że europejscy przywódcy przypatrywali się polskiemu prezydentowi przy okazji wypowiadania tych słów z lekkim niedowierzaniem i sporym niepokojem. Teraz naszej głowie państwa takiego efektu najwyraźniej pozazdrościł premier Mateusz Morawiecki.

Było 200 lat z węglem, teraz są dekady

„Węgiel pozostanie podstawą polskiej energetyki” – przekonywał premier Morawiecki już w 2017 r., w trakcie swojego expose. I najwyraźniej od tego czasu nic się nie zmieniło. Bruksela nie ogłosiła neutralności klimatycznej do 2050 r., nie ma Zielonego Ładu i nowego celu klimatycznego (zakładającego redukcję emisji CO2 na poziomie 55 proc. do 2030 r.) – też nie. Nie szykuje się też żadna reforma systemu handlu emisjami EU ETS. 

Bizblog.pl poleca

Węgiel to jest nasze największe bogactwo Śląska

– stwierdził kilka dni temu w wywiadzie z TVP Info.

Premier dodał jeszcze na uspokojenie, że owszem, transformacja energetyczna jak najbardziej nadchodzi wielkimi krokami, ale aż tak nie trzeba się jej bać, bo będzie ona „rozłożona na dekady”.

Chyba, że umowa społeczna trafi do kosza, ale cicho sza!

Przy okazji Morawiecki nie zapomniał o realizowanej non stop propagandowej misji i stwierdził, że tak jak do tej pory Górny Śląsk był energetycznym sercem kraju, tak w następnych latach nic się nie zmieni. Szef rządu dopowiedział, że w Brukseli już w żaden sposób nie działają argumenty o tradycji węglowej i historii polskiego przemysłu. Ale już o tym, że trzeba brać tym samym jak najpoważniej pod rozwagę to, że Komisji Europejskiej ostatecznie nie spodoba się umowa społeczna polskiego rządu z górnikami – nie wspomniał ani słowem.

Ten dokument zaś stanowi fundament polskiej transformacji energetycznej. Nie tylko wyznacza harmonogram zamykania poszczególnych kopalni (ostatnia ma przestać fedrować w 2049 r.), czy gwarantuje górnikom zatrudnienie i indeksację wynagrodzeń, ale też zakłada kluczowe dla polskiego budżetu i kondycji państwowych spółek wydobywczych i energetycznych dopłaty, szacowane w okolicach 2 mld zł rocznie.

Eksperci są przekonani, że nie ma szans, żeby KE – zwłaszcza w dobie prezentacji pakietu „Fit for 55” – przystała na takie rozwiązania. A przecież od tego i rząd i sami górnicy uzależnili realizację poszczególnych zapisów umowy społecznej. O konieczności podjęcia nowych rozmów, antycypując jakby stanowisko KE, kilka tygodni temu wspominało samo Ministerstwo Aktywów Państwowych. Najwyraźniej sam premier Mateusz Morawiecki, występując przynajmniej publicznie, tych zagrożeń nie dostrzega. Podobnie jak prezydent Duda, który w Katowicach nie zauważył zażenowania w odpowiedzi na jego węglowe wystąpienie.