Górnictwo w Polsce się zwija. PGG wstrzymuje patronaty klas górniczych przez umowę społeczną

Zbliża się wielkimi krokami rekrutacja do szkół średnich, także na kierunki górnicze. Podzwoniliśmy, żeby sprawdzić, ilu jeszcze chętnych chce się uczyć fedrowania. I wychodzi na to, że w Polsce powoli przestajemy szkolić przyszłych górników. Przynajmniej na razie, do czasu wynegocjowania wreszcie z rządem umowy społecznej, która ma być fundamentem transformacji energetyki i górnictwa.

Dzwonię m.in. do Centrum Kształcenia Zawodowego i Ustawicznego w Jaworznie i pytam, co muszę zrobić, żeby syna zapisać na kierunek technika górnictwa podziemnego. W odpowiedzi słyszę, że owszem taka rekrutacja jest rzeczywiście prowadzona, ale szanse na jej pozytywne zakończenie są nikłe. Dlaczego? Bo wszystko zależy od liczby chętnych uczniów. Tych powinno być co najmniej pół klasy, czyli ok. 10 osób. A prawdopodobieństwo, że tak się stanie, jest raczej liche. Jak słyszę, tego górniczego naboru nie da się przeprowadzić już od dwóch lat. Jest jeden, góra dwóch chętnych. 

Bizblog.pl poleca

To może w takim górniczym mieście jak Ruda Śląska przyszli górnicy mają więcej szczęścia? Dzwonię m.in. do tamtejszego Zespołu Szkół nr 3. Tutaj też można zapisywać uczniów na kierunek technik górnictwa podziemnego. To znaczy, można było, bo w tym roku nie będzie żadnego naboru. Nie ma na to pieniędzy. Ale może za marzeniami trzeba nieco dalej się wypuścić i za nauką powędrować poza Górny Śląsk?

Dzwonię w takim razie do Zespołu Szkół w Trawikach (województwo lubelskie), bo widzę, że też proponują kształcenie na technika górnictwa podziemnego. Sekretarka kieruje mnie jednak w tej sprawie do Zespołu Szkół w Piaskach, które są jednostką nadrzędną. No to dzwonię do Piasek, a tam kierują mnie do Trawików. Czyli sami nie wiedzą, czy ów górniczy nabór w końcu organizują, czy jednak nie. Bo kto by się tym też dzisiaj przejmował.

PGG wstrzymuje stypendia na przyszły rok szkolny

Znamienna jest zwłaszcza odpowiedź ze szkoły w Rudzie Śląskiej. Okazuje się bowiem, że za owym brakiem pieniędzy stoi Polska Grupa Górnicza, która do tej pory nie szczędziła na programy stypendialne przeznaczone na konkretne kierunki górnicze. W tym zakresie PGG współpracowała z 11 szkołami. Tyle że teraz ze świecą w ręku szukać tego, kto dobrze wywróży przyszłość samej PGG, jak i polskiego górnictwa. Dlatego zakręcono kurek z pieniędzmi. 

Podjęta została decyzja o wstrzymaniu kolejnej edycji stypendiów dla rocznika szkolnego 2021/2022 w klasach o specjalności górniczej i innych specjalności przydatnych w górnictwie

– informuje Bizblog.pl Tomasz Głogowski, rzecznik PGG.

Jaki jest powód? Jak słyszymy wszystko zależeć będzie od przedłużających się negocjacji dotyczących umowy społecznej z górnikami. 

Ustalenia umowy społecznej będą zawierały daty likwidacji poszczególnych kopalń oraz zakres planowanych świadczeń w postaci urlopów górniczych, oraz programu dobrowolnych odejść co z kolei wymusza również konieczność określenia zakresu potrzeb kadrowych i ilość alokacji załóg górniczych. Informacje te są niezbędne do planowania programów stypendialnych, które uwzględniają uzupełnienie braków pracowników o określonych specjalnościach w dalszej perspektywie czasowej

– tłumaczy Głogowski.

Rzecznik PGG jednocześnie zapewnia, że spółka nie wyklucza powrotu do programów stypendialnych w przyszłości.

Umowa społeczna nie obejmuje niedoszłych górników

Dlaczego ta umowa społeczna między rządem a górnikami jest taka ważna też w kontekście szkolnych naborów na górnicze kierunki? Bo wyznacza datę graniczną dla polskiego górnictwa. Związkowcy od porozumienia z września 2020 r. bronią jak mogą ustalonego wtedy harmonogramu, który z kolei zakłada zamykanie ostatniej kopalni w 2049 r. Tyle że zdecydowana większość ekspertów twierdzi, że ta data jest nie do obronienia i Polsce przyjdzie wyganiać węgiel ze swojego miku energetycznego znacznie szybciej. A skoro tak, to jaki jest sens kształcić nowych górników?

Zwłaszcza że ci starzy najbardziej teraz z rządem walczą o gwarancje zatrudnienia. Chcą po prostu pracować jak najdłużej i tym samym nie zwolnią miejsca dla młodego narybku. To po co go w takim razie szkolić? Jeszcze inna sprawa, to zgoda Brukseli. Od aprobaty bowiem Komisji Europejskiej obie strony (rząd i związkowcy górniczy) uzależnili realizację przyszłej umowy społecznej, a więc harmonogram zamykania poszczególnych kopalni też. Dzisiaj trudno znaleźć odważnego, który by odpowiedział na pytanie, dlaczego propagująca Zielony Ład i neutralność klimatyczną KE miałaby się zgodzić na tak długi rozwód Polski z węglem. I datowanie jego wydobycia co roku kwotą 2 mld zł. 

Na koniec pozostaje kwestia budżetu PGG. Spółka przecież chyba od początku swojego istnienia (2016 r.) nie miała takich kłopotów finansowych jak teraz. Zeszły rok PGG miała zamknąć stratą na poziomie aż 2 mld zł. Od miesięcy jej reprezentanci błagają Ministerstwo Aktywów Państwowych i Polski Fundusz Rozwoju o pożyczkę (w sumie 1,75 mld zł). Ale warunkiem miało być przedstawienie planu restrukturyzacji spółki. Kiedy mijają kolejne miesiące i groźba, że braknie pieniędzy na górnicze pensje staje się naprawdę realne – nagle to kryterium przestało mieć jakiekolwiek znacznie i PFR udzielił PGG 1 mld zł pożyczki. Złośliwi wytykają, że przy miesięcznych wydatkach na pensje rzędu 300 mln zł PGG tego zastrzyku gotówki starczy raptem na trzy miesiące, może cztery. A co potem? 

W takiej sytuacji trzeba dokładnie oglądać ze wszystkich stron każdy wydany grosz. Łożenie na edukacje wydaje się tą pozycją, którą można w takiej szczególnej sytuacji skreślić. Obecnie trudno odnieść inne wrażenie, że dalsze łożenie na klasy górnicze, to trochę wyrzucanie pieniędzy błoto i kształcenie na siłę młodzi ludzi w zawiedzie, w którym po szkole nie będą mogli pracować.