To będą najważniejsze miesiące dla polskiego górnictwa. Bez pomocy finansowej branża nie przetrwa

Decyduje się los polskich kopalń. Albo rząd dogada się z Brukselą i będziemy z budżetu jeszcze dopłacać do produkcji węgla przez niecałe 30 lat, albo będziemy mieć kłopot. Najważniejsze, że rząd zidentyfikował już największego wroga polskiego węgla.

Na 2 grudnia zaplanowane są rozmowy polskiego rządu z Komisją Europejską w sprawie umowy społecznej z górnikami, która oprócz osłon socjalnych (indeksacja wynagrodzenia, gwarancje zatrudnienia, jednorazowe odprawy), a także harmonogramu zamykania kopalni do 2049 r., zakłada również pomoc publiczną dla polskiego górnictwa.

Budżet państwa miałby łożyć na ten sektor gospodarki nawet 3 mld zł rocznie, żeby tylko jakoś przetrwać te jeszcze niecałe 30 lat. Bo dopiero wtedy Polska ma być gotowa na odejście od węgla w energetyce. Jeszcze kilka dni temu wicepremier i szef aktywów państwowych Jacek Sasin był przekonany, że zielone światło dla umowy społecznej z górnikami, które jest swoistym fundamentem polskiej transformacji energetycznej, uda się wywalczyć na początku grudnia. Teraz już taki pewny nie jest.

Odpowiedzieliśmy na wszystkie pytania Komisji Europejskiej w tym względzie i czekamy na stosowną decyzję 

– stwierdził Sasin w radiowych „Sygnałach Dnia”.

Umowa społeczna notyfikowana przez Brukselę w pół roku?

Minister aktywów państwowych uważa, że odchodzenie od węgla w energetyce w Polsce nie może odbywać się bez wsparcia państwa. Stąd taka, a nie inna umowa społeczna, w której rząd i górnicy wpisali, że jej postanowienia wejdą w życie tylko wtedy, jak zgodzi się na nią Bruksela. W podobny tonie wypowiada się także Tomasz Rogala, prezes Polskiej Grupy Górniczej (PGG). Przekonuje, że mechanizm dopłat do wydobywania węgla stosowany był wcześniej np. w Niemczech. 

Innych rozwiązań w tej materii brak

 – przekonywał prezes Rogala ostatnio w Radiu Piekary.

Rogala twierdzi, że KE zna sytuację w Polsce i na czas notyfikacji umowy społecznej, która może potrwać jeszcze nawet kilka miesięcy, znajdą się odpowiednie rozwiązania. Chodzi o specjalne instrumenty pomocowe, na które jednak też będzie potrzebna zgoda Brukseli. Jesteśmy zdeterminowani co do tego, żeby w pierwszej połowie przyszłego roku główne elementy tego procesu notyfikacji zakończyć – twierdzi prezes PGG. 

Bizblog.pl poleca

Z kolei Jacek Sasin chce, żeby do końca czerwca 2022 r. zaczęła funkcjonować Narodowa Agencja Bezpieczeństwa Energetycznego, która ma posprzątać po pozostałych spółkach państwowych aktywa węglowe. O tym też mówi projekt porozumienia, na mocy którego spółka PGE Górnictwo i Energetyka Konwencjonalna byłaby przekształcona w NABE. Pracodawcy zaś mają honorować zapisy umowy społecznej (gwarancje zatrudnienia, indeksacja wynagrodzeń, jednorazowe odprawy). Zakłada się m.in. że w przypadku zmiany pracodawcy albo przy okazji zmian innych warunków zatrudnienia – pracownik nie będzie miał obniżonego wynagrodzenia.

ETS to nowy wróg polskiego węgla

Z ostatnich słów Jacka Sasina oraz prezesa Rogali wynika, że obecnie zdecydowanie największym wrogiem polskiego węgla – który przy okazji jest też głównym winowajcą, jeżeli chodzi o rekordowe ceny energii – jest system handlu emisjami ETS i sama cena emisji CO2, która ponad tydzień temu pierwszy raz w historii przebiła poziom 70 euro za wyemitowanie jednej tony dwutlenku węgla. Rok temu, w listopadzie 2020 r., ta cena wynosiła raptem 27,60 euro. Teraz jest 74,46 euro. To wzrost na poziomie ok. 270 proc.

Szef PGG przyznaje, że wyższe ceny węgla dla spółki były jak najbardziej korzystne. Ale trzeba zauważyć, że w cenie jednej megawatogodziny aż 60 proc. stanowi podatek, czyli cena emisji CO2 – przekonuje Rogala. Jego zdaniem tylko alkohol i tytoń ma tym samym obecnie nałożone większe daniny. 

To decyzja polityczna Komisji Europejskiej – mówi Rogala.

W rządowych szeregach musiało ostatnio dojść do specjalnej narady dotyczącej górnictwa, bo wszystko wskazuje na z górny ustalony przekaz. Razem z prezesem Rogalą bardzo na system ETS zaczął jak na zawołanie narzekać też wicepremier Sasin. 

60 proc. ceny paliwa to koszt certyfikacji CO2 – mówi Sasin. Zdaniem ministra aktywów państwowych ceny emisji CO2 rosną w sposób szalony i stanowią koszt obecności Polski w UE.