Ultimatum galerii handlowych: albo otwieracie nas 30 listopada, albo świąt nie będzie. Rząd jest w kropce

Galerie handlowe oficjalnie mogą funkcjonować, ale konieczność zamknięcia większości sklepów sprawiła, że centra świecą pustkami. Branża nie pozostawia złudzeń – jeżeli rząd nie złagodzi restrykcji od grudnia, klienci mogą nie mieć po co wracać.

Pełzający lockdown postawił galerie w trudnej sytuacji. Rządowe obostrzenia sprawiły, że swoje podwoje musiała zamknąć większość najemców lokali. W wielu centrach klienci zjawiają się dzisiaj tylko po to, by zajrzeć do sklepu spożywczego i przy okazji odwiedzić drogerię.

Poluzowanie obostrzeń tylko w handlu. Rząd ogłasza zmiany w walce z COVID-19

Mimo to, centra muszą utrzymywać się w stanie ciągłej gotowości. Dla przeciętnej wielkości galerii same koszty prądu to 80-100 tys. zł miesięcznie. Efekt? Sprzedawcy i właściciele obiektów popadają w długi. Polska Rada Centrów Handlowych podała, że tylko w listopadzie obrót galerii spadnie o około 8 mld zł.

Bizblog.pl poleca

Wcześniej, przy okazji pierwszego lockdownu między marcem a majem, galerie straciły łącznie ponad 17,5 mld zł. Rozmrożenie gospodarki tylko częściowo pozwoliło zrekompensować te straty. W pierwszym półroczu – szacuje PRCH – obroty spadły o niemal jedną trzecią w porównaniu do 2019 r.

Tymczasem przed handlem czas największych żniw

Świąteczne zakupy napędzają sprzedaż detaliczną. W grudniu ubiegłego roku skoczyła ona z miesiąca na miesiąc o ponad 14 proc. Handlarze zwierają wiec szyki i apelują do rządu o otwarcie centrów handlowych „nie później niż od poniedziałku, 30 listopada br., w warunkach wysokiego rygoru sanitarnego”

„Ograniczenie handlu w czwartym kwartale – najważniejszym dla branży, jest ogromnym ciosem, który może doprowadzić do likwidacji tysięcy miejsc pracy i bankructw wielu firm, w tym polskich przedsiębiorstw. Pełne otwarcie galerii handlowych najpóźniej od 30 listopada sprawi, że wiele osób utrzyma swoje miejsca pracy i będzie mogło spokojnie przeżyć Święta z najbliższymi” – podkreśla PRCH

Branża sugeruje więc, że zbytnia zwłoka w luzowaniu obostrzeń może sprawić, że klienci nie będą mieli po co wracać. Wiele sklepów najzwyczajniej w świecie nie otworzy się już na nowo. PRCH posuwa się przy okazji do małego szantażu, dodając, że możemy zapomnieć o przerzuceniu robienia świątecznych sprawunków do internetu.

„W przypadku utrzymania ograniczenia działalności centrów handlowych klienci będą musieli pogodzić się z bardzo wydłużonymi terminami dostaw – często znacząco przekraczającymi 24 grudnia. Już teraz część sklepów online deklaruje, że produkty dostarczy po Świętach” – czytamy w komunikacie.

Przekaz jest jasny: otwórzcie nas albo świąt nie będzie.

Premier Morawiecki stoi teraz przed nie lada zagwozdką. Rząd od dłuższego czasu podkreśla przecież, że epidemia jest pod kontrolą, świecimy przykładem dla innych państw, a liczba dziennych przypadków zakażeń spada. Manipulując liczbą wykonywanych testów, rząd jest w stanie bez problemu uniknąć konieczności zastosowania środków ostatecznych czyt. „narodowej kwarantanny”.

Trudno w tej sytuacji tłumaczyć kolejnym zamkniętym branżom, że dalszy lockdown jest koniecznością. Bo skoro wszystko idzie, zdaniem rządzących, ku lepszemu, to, z jakiej racji utrzymywać drakońskie ograniczenia?

W propagandzie sukcesu premier Morawiecki zapędził się o krok za daleko. Utrzyma restrykcje – branża fitness i sprzedawcy uznają, że robi im na złość. Braku prezentów pod choinką mogą mu też nie wybaczyć konsumenci. W badaniu UCE RESEARCH, na zlecenie portalu money.pl, aż połowa respondentów opowiedziała się za otwarciem sklepów.

Z drugiej strony, jeśli premier zniesie obostrzenia, czeka go medialny lincz ze strony lekarzy, którzy jadą na oparach sił i publikują wstrząsające relacje ze szpitali. W rozwiązaniu tego dylematu kolorowe prezentacje w PowerPoincie już nie pomogą.

Aktualizacja: wicepremier Jarosław Gowin powiedział w piątek podczas posiedzenia rady przedsiębiorczości, że „premier Mateusz Morawiecki przedstawi w sobotę szczegóły dotyczące dalszych działań w gospodarce”.

Nauczanie zdalne nawet do stycznia. Minister zdrowia: zakażeń musi być mniej niż 15 tysięcy