Rząd wprowadza nową ulgę podatkową. Nie dla przedsiębiorców, dla członków związków zawodowych

Rząd chce wprowadzić ulgę dla związkowców. I choć projekt ustawy proponuje symboliczną korzyść dla 1,5-2 mln członków organizacji, to gdy zestawimy go z propozycjami jawnie wymierzonymi w biznes i klasę średnią, zmiana ta urośnie do rangi wcale już nie błahego symbolu.

Rząd nie ukrywa i wprost pisze w uzasadnieniu projektu ustawy, że nowa ulga podatkowa ma zachęcać Polaków do zakładania związków zawodowych i wstępowania do nich. Z uwagi na skrajne upolitycznienie największych organizacji liczy zapewne na jakieś profity przy urnach. Nie jestem jednak pewien, czy traktowanie jednego ze związków jako swojego naturalnego zaplecza w przypadku przegrania wyborów przez obecną ekipę, będzie dla tego związku takie korzystne. Ale dajmy spokój, przecież ja nie o tym. Nikomu przecież nie życzę przegrania wyborów xD

Pisząc o nowej uldze, „Dziennik Gazeta Prawna” podał, że składając zeznanie za 2022 r., od dochodu będzie można odliczyć składki członkowskie wpłacone na rzecz związku zawodowego maksymalnie w wysokości 300 zł rocznie.

Aby skorzystać z nowej ulgi podatkowej, trzeba będzie zachować dowody wpłaty, zawierające dane identyfikujące członka, organizację związkową, kwotę wpłaconych składek, odpowiednie tytuły wpłaty i daty. Jeśli w przekazywaniu składek między członkiem a związkiem uczestniczy pracodawca, wysokość wpłat będzie ustalana na podstawie oświadczenia organizacji związkowej o wysokości przekazanych składek.

Ulga podatkowa dla związkowców, dla firm nowe obciążenia

Pisaliśmy już kilkukrotnie, że ten rząd nie przepada za przedsiębiorcami i wiele „reform” przeprowadza ich kosztem. Najbardziej jaskrawy przykład w sztandarowym programie obecnego rządu to zamieszanie ze składką zdrowotną. Argument, którego zwolenniczką jest Agata, że to próba przywrócenia sprawiedliwości… społecznej… do mnie nie przemawia. Tym bardziej, jeśli przyjrzymy się temu, co zostało z tej próby.

Bizblog.pl poleca

Zresztą okoliczności też są wymowne. Dopiero gdy do ministrów dotarło, że Polski Ład kojarzy się Polakom ze wzrostem obciążeń z tytułu składki zdrowotnej, a nie hojnym podniesieniem kwoty wolnej od podatku, rząd w trybie pilnym postanowił ulżyć liniowcom.

Jeśli wcześniej miałem wątpliwości co do PR-owego charakteru „Nowego Polskiego Ładu”, to obniżenie składek dla liniowców z tych rozterek mnie wyleczyło. Jestem prawie pewien, że zaproponowane przez rząd „reformy” mają przede wszystkim zwiększyć wpływy do budżetu, tak by zrównoważyć wpływ pandemii na finanse publiczne (nie tylko na budżet), a przy okazji takimi pastewnymi marchewami jak kwota wolna od podatku chce utwierdzić Polaków w przekonaniu, że rząd o nich dba i myśli.

Nic bardziej mylnego, politycy myślą wyłącznie o władzy – jej zdobyciu lub jej zachowaniu. Do wiadomości tych, którzy się łudzą, również wtedy, kiedy udają Janosika, który zabiera bogatym, a rozdaje biednym (to historia na inną opowieść).

To przecież niewinna ulga podatkowa. Czego się czepiasz?

Otóż czepiam się, bo na zasadzie prostackiego sylogizmu rodem ze słynnego wiersza Bursy, dochodzę do wniosku, że rząd Morawieckiego kosztem ledwie dychającego po pandemii biznesu dopieszcza związki zawodowe. A to w mojej opinii ani za bardzo prawe, ani też sprawiedliwe.

Wchodząc dalej na ten grząski grunt uproszczeń i skrótów logicznych, główkuję: co się stanie, gdy zabraknie już przedsiębiorstw i przedsiębiorców, oprócz tych państwowych oczywiście, a zostaną tylko związki zawodowe? No, macie jakiś pomysł?

Mnie wydaje się, że przeniesiemy się w czasie. Do połowy lat osiemdziesiątych.