Zapomnijcie o ugodach frankowych. Jeśli nie pozwiecie banków do sądu, nic nie dostaniecie

Nie będzie jednego wzorca ugody z frankowiczami, każdy bank działa teraz na własną rękę. Co z tego wyjdzie? Pewnie niewiele, bo wygląda, że tylko pojedyncze banki rzeczywiście chcą te problem rozwiązać. A skoro tak, NBP nie przyłoży do tego ręki, zaś bez jego pomocy banki będą musiały rozłożyć zawieranie ugód na dłuższy czas, żeby nie zatrząść kursem złotego.

Medialna wojenka o to, kto ma rację: banki czy frankowicze trwa w najlepsze w oczekiwaniu na orzeczenie Sądu Najwyższego przełożone na 13 kwietnia.

Nieliczne przecieki, co dzieje się w zespole bankowcy plus KNF, który pracuje nad jednolitym wzorcem ugód, wskazują, że sprawa utknęła w martwym punkcie. Największym problemem okazało się skonstruowanie takiej wersji, by kredytobiorcy za jakiś czas znów nie postanowili podważać ich w sądzie. No a portfele kredytowe i wzorce umów w każdym banku są inne.

WZA unika decyzji ws. ugód z frankowiczami

Ten drugi czynnik spowodował, jak donosi „Puls Biznesu”, że grupa robocza pracująca od stycznia, nic nie osiągnęła, a banki postanowiły załatwić sprawę na własną rękę. Każdy bank opracowuje własny wzorzec ugód. Do jednego z nich dotarł „PB” i relacjonuje, że taki dokument będzie zawierał tzw. kartę korzyści, w dodatku napisaną zrozumiałym językiem, tak żeby kredytobiorca mógł oszacować skutki takiej ugody.

Brzmi dobrze, ale jakoś mam poczucie, że nic z tego nie wyjdzie. Szczególnie teraz, kiedy każdy bank pracuje nad ugodami według własnej koncepcji, niekoniecznie według pomysłu KNF, który polegał na przewalutowaniu kredytu po kursie z dnia zaciągnięcia. Dam sobie rękę uciąć (no, może nie prawą), że przynajmniej część banków, owszem zaproponuje jakieś ugody, ale nie będą one istotnie bardziej korzystne od oferowanych dotychczas, a więc zupełnie nieatrakcyjne dla kredytobiorców.

Zresztą banki jasno pokazują, że wcale nie spieszy im się do rozwiązania tego problemu. Właśnie zakończyły się walne zgromadzenia akcjonariuszy Banku Millennium i BNP Paribas. Nie podjęto na nich żadnych decyzji w sprawie frankowiczów.

Z kolei mBank przekonuje, że gdyby zdecydował się na konwersję kredytów frankowych według propozycji przewodniczącego KNF, to znalazłby się na granicy spełnienia wymogów kapitałowych, a to oznaczałoby, że musiałby wygasić różne rodzaje działalności, w tym istotnie ograniczyć udzielanie kredytów. To też nie brzmi, jakby mBank palił się do ugód.

PKO BP bierze byka za rogi

Właściwie wydaje się, że na dziś skłonne, i to wstępnie, do rozwiązania problemu ugodowo są cztery banki: PKO BP, Pekao, ING BSK i BOŚ. W tym ten pierwszy zdecydowanie wychodzi na prowadzenie. Sugerował to już jakoś czas temu sam prezes NBP, wskazując, że PKO BP jest właściwie jedynym bankiem, który chce przewalutować cały portfel frankowy po kursie z dnia zaciągnięcia.

Kilka dni temu PKO BP ogłosił, że chce stworzyć specjalny fundusz w wysokości 6,7 mld zł na pokrycie kosztów ugód z kredytobiorcami walutowymi, a akcjonariusze 23 kwietnia będą głosować, czy fundusz stworzyć i go uruchomić. 

Żaden z banków nie zaszedł jeszcze tak daleko. PKO BP również jako jedyny mówi wprost, że przewalutowanie kredytów po kursie franka szwajcarskiego z dnia zaciągnięcia to jedyne sensowne wyjście:

To rozwiązanie jest obecnie jedynym, które ma szansę na realne wdrożenie i które pogodzi interesy banków, kredytobiorców walutowych, złotowych i deponentów, u których banki zaciągnęły swój dług.

Klienci PKO BP zapewne się ucieszą, ale systemowo niewiele to zmienia. Bo jeśli PKO BP zabierze się za przewalutowanie portfela jako jedyny bank, NBP nie pomoże w tym procesie. A bank centralny mógłby pomóc wystawić bankom franki, by operacja przewalutowania na rynku nie zatrzęsła kursem złotego.

Efekt będzie taki, że PKO BP, choć go na to stać, nie będzie mógł zapewne przeprowadzić całej operacji naraz, ale będzie musiał rozłożyć ją na miesiące, może nawet lata. A to nie rozwiązuje problemu dla nikogo, również dla banku, bo ugody przecież mały ustrzec banki przed pozwami. A zniecierpliwieni i być może zachęceni orzeczeniem SN kredytobiorcy mogą nie chcieć tyle czekać i posypią się pozwy.