UE chce nielegalnie zakazać smakowych wkładów do podgrzewaczy. Polska nie protestuje, a ma w tym interes

Komisja Europejska przymierza się do wprowadzenia zakazu sprzedaży smakowych wkładów do podgrzewaczy tytoniu. Decyzja jest logiczną kontynuacją analogicznego zakazu wprowadzonego wobec papierosów, ale wśród prawników budzi ogromne kontrowersje. Dlaczego? KE pogwałci przy okazji prawo unijne, w dodatku ignorując całkowicie głosy państw członkowskich. Ze strony Brukseli trąciłoby to sporą hipokryzją, bo urzędnicy blokują przecież wypłatę środków unijnych dla Polski oskarżając nasz kraj o… łamanie zasad praworządności.  

Trudno powiedzieć z czego wynika to zamieszanie, ale wygląda na to, że Komisja Europejska próbując uprościć sobie proces legislacyjny, całkowicie się pogubiła. Przypomnijmy, że pierwsze głosy o wprowadzeniu zakazu sprzedaży smakowych wkładów do podgrzewaczy tytoniu pojawiły się na początku tego roku.

Już wtedy pojawiły się pierwsze kontrowersje, bo Unia postanowiła dać producentom i konsumentom tylko dwa miesiące okresu przejściowego. Co w praktyce oznacza, że smakowe warianty musiałby zostać zdjęte z produkcji w ciemno – na długo przed uchwaleniem przepisów.

KE omija prawo

Mimo protestów Komisja brnie jednak dalej. „Rzeczpospolita” pisze, że KE chce wprowadzić zmiany w dyrektywie tytoniowej za pomocą aktu wykonawczego, bez nowelizacji. Upraszczając: to tak jakby polski rząd próbował zmienić treść ustawy rozporządzeniem napisanym w gabinecie Rady Ministrów i opublikował całość w Dzienniku Ustaw. Bez prac w komisjach sejmowych, bez czytania na posiedzeniu plenarnym i głosowaniach w Sejmie.

Bizblog.pl poleca

Czujecie już zapach awantury? Gdyby premier Morawiecki próbował w ten sposób przepchnąć nowe przepisy opozycja waliłaby w rząd jak w bęben od rana do nocy. I słusznie, bo w polskim porządku prawnym rozporządzenie jest aktem wykonawczym i nie służy do konstruowania nowych przepisów prawnych. Podobny porządek panuje w UE.

Wprowadzenie w dyrektywie zmian za pomocą aktu prawnego niższego rzędu, który nie przechodzi ścieżki legislacyjnej przewidzianej dla dyrektywy, jest sprzeczne z prawem

– ocenia na łamach „Rz” prof. Elżbieta Chojna-Duch,

Była wiceminister finansów dziwi się, że Komisja Europejska, która powinna stać na straży praworządności w UE, sama posuwa się do łamania przepisów. Podkreśla, że dyrektywy są uchwalane przez Parlament Europejski oraz Radę Unii Europejskiej.  

Komisja Europejska nie może korzystać z prawa do wydania dyrektywy delegowanej w sprawie zakazu stosowania aromatów w taki sposób, iż wprowadza dość zasadniczą zmianę do dyrektywy ‘głównej’. Takiego mechanizmu nie obejmuje bowiem zakres ‘oddelegowania’. W szczególności, dyrektywa delegowana nie powinna wprowadzać nowych definicji legalnych, które stały albo w sprzeczności z istotą (ratio legis) dyrektywy ‘głównej’ albo wykraczałyby poza swoistą ‘legitymację’ wynikającą z Dyrektywy Tytoniowej

– potwierdza prof. Piotr Zapadka w rozmowie z ISBnews.

Prof. Zapadka wskazuje, że podobne naruszenie praworządności przez Komisję Europejską miało miejsce w przeszłości. W 2016 r. Trybunał Sprawiedliwości UE (C-286/14) upomniał Komisję, wytykając jej, że poprzez próbę zmiany prawa pierwotnego UE za pomocą aktów delegowanych wychodzi poza swoje kompetencje.

Resort zdrowia tylko się przypatruje

Część państw członkowskich (Włochy, Grecja, Bułgaria, Cypr Słowacja, Czechy, Węgry) poczuła się zignorowana i złożyła pisemny protest. Polska też wyraziła zaniepokojenie, ale „Rz” pisze, że Ministerstwo Zdrowia nie wystosowało formalnego pisma w tej sprawie.

Nasz kraj jest więc nieco na uboczu całego konfliktu. Ustne poparcie może być odbierane co najwyżej w kategoriach symbolicznych. To może nieco dziwić. Dlaczego? Ano dlatego, że rząd premiera Morawieckiego od dawien dawna toczy walkę o pieniądze z Krajowego Planu Odbudowy. Środki z KPO popłynęły już praktycznie do wszystkich państw UE. Polska została pominięta ze względu na łamanie zasad praworządności.

Przepychanka o 36 mld euro trwa, a Komisja koncertowo się w niej podłożyła. Dziwne, że Polska nie zdecydowała się na wyciągnięcie kontrargumentów, tym bardziej, że są one bardzo poważne i zasadne.