Po wakacjach kredytowych banki czeka kolejny cios. Kredytobiorcy znów będą górą

Banki mają ostatnio z już udzielonymi kredytami potężne problemy. W pewnej mierze na własne życzenie. Po bataliach z frankowiczami i zamieszaniu towarzyszącemu wprowadzeniu wakacji kredytowych przeszedł czas na kolejny kontrowersyjny temat: ubezpieczenie niskiego wkładu własnego. Batalia w sądach trwa w najlepsze. Po stronie kredytobiorców stanął tu zarówno Rzecznik Finansowy, jak i UOKiK.

W tym wypadku porażka banków może mieć charakter bardziej prestiżowy niż finansowy. Instytucje bankowe szacują, że wprowadzenie wakacji kredytowych może je kosztować od kilkunastu do nawet 28 mld zł. Tymczasem sąd I instancji zasądził na korzyść kredytobiorców raptem 27 tys. zł.

Jeżeli posiadaczom kredytów uda się jednak przeforsować swoje, sporo powie nam to o pewnej zmianie w relacjach bank-klient banku. Ta druga grupa jest coraz bardziej świadoma swoich praw i, jak widać, zdarza się, że znajduje poparcie dla swoich argumentów w sądach.

Ale po kolei.

Polacy skarżą się na ubezpieczenia niskiego wkładu własnego

O co chodzi? W przypadku kredytów hipotecznych rekomendowany minimalny wkład własny wynosi 20 proc. wartości kredytu. Niektóre banki pozwalają jednak kredytobiorcom zaciągnąć zobowiązanie nawet jeżeli nie udało im się uzbierać takiej kwoty.

Nie oznacza to jednak, że takie banki zamierzają ryzykować. Aby zrekompensować sobie wyższe ryzyko kredytodawca może nakazać klientowi wykupienie dodatkowego ubezpieczenia. Jest ono doliczane do marży lub pobierane przez bank osobno. Polisę trzeba opłacać do momentu, w którym wartość zadłużenia spadnie poniżej 80 proc. wartości kredytu.

Bizblog.pl poleca

W 2019 r. taka praktyka została skrytykowana przez UOKiK. Urząd podkreślił, że samo zawieranie podobnych umów nie jest niedozwolone, ale sposób ich formułowania… oj, ten się urzędnikom zdecydowanie nie spodobał. Bankom dostało się głównie za to, że kredytobiorcy nie mają żadnego wpływu na treść polisy ubezpieczeniowej. Wątpliwości budził też fakt, że kredytodawcy nie ustalali wysokości, sposobu ani zasad kształtowania się opłat. Nie ustalano również maksymalnego czasu trwania polisy, a jeżeli klient doszedł w trakcie jej trwania do mitycznych 20 proc., nie miał szans na zwrot żadnych pieniędzy.

W ocenie urzędu naruszeniem dobrych obyczajów i rażącym naruszeniem interesów konsumentów jest tworzenie przez przedsiębiorców postanowień umownych, które są niedookreślone, nieprecyzyjne i tworzą pozory ochrony ubezpieczeniowej, obciążając przy tym wszystkimi kosztami konsumentów ustalanymi w nietransparentny sposób – krytykował UOKiK.

Kredytobiorcy poszli do sądu

Kwestia ubezpieczeń nie pozostała wyłącznie tematem dywagacji. Sąd I instancji zasądził na rzecz posiadaczy kredytów 27 tys. zł. W uzasadnieniu napisał, że polisy nie określały nawet zakresu ubezpieczenia. Wymiar sprawiedliwości uznał, że, mówiąc kolokwialnie, bank strzelał z armaty do wróbla. Środki bezpieczeństwa przyjęte na wypadek niewypłacalności kredytobiorcy były zupełnie nieproporcjonalne w stosunku do celów.

Bank oczywiście odwołał się od wyroku i znalazł poparcie sądu II instancji, argumentując, że kredytobiorcy podejmowali świadome decyzje. Dwa lata temu Rzecznik Finansowy zaskarżył tę decyzję. Zwrócił przy okazji uwagę, że umowy ubezpieczeniowe szczególnie uderzyły we frankowiczów.

Ze względu na rosnący kurs franka szwajcarskiego wartość zobowiązania klientów wyrażona w złotych również rosła, stąd konieczne było zawieranie tego typu umów na czas dłuższy niż pierwotnie zakładany – tłumaczył Mariusz Golecki, ówczesny Rzecznik Finansowy.

Termin rozpoznania skargi został pierwotnie wyznaczony na 27 lipca, ale posiedzenie zostało przesunięte ze względu na nowy przepis nakazujący przeprowadzenie testu niezależności i niezawisłości sędziowskiej. Serwis Prawo.pl pisze, że Izba czeka na wnioski stron w tej sprawie.

Jeżeli kredytobiorcy będą górą może to zachęcić do kolejnych bitew z bankami osoby, które w przeszłości poniosły w nich porażkę.

Zachęcam „frankowiczów”, którzy w przeszłości przegrali taką sprawę w sądzie do złożenia do nas wniosku. Jeśli będą ku temu podstawy, będziemy składać kolejne skargi nadzwyczajne w tego typu sprawach – mówił w 2020 r. Mariusz Golecki.