Nie-do-wiary! Szef Ubera zapowiada pierwszy zysk w historii firmy

O przewrotny i okrutny losie. Jak mogłeś doprowadzić do sytuacji, w której rynek oczekuje od działającego na globalną skalę przedsiębiorstwa zarabiania pieniędzy? Prezes Ubera wygląda na mocno przybitego tym faktem.  

fot: TechCrunch/flickr.com/CC BY 2.0

Dyrektor finansowy Ubera odważnie zadeklarował, że pod koniec 2020 r. startup odnotuje pierwszy (prawdziwy) zysk w swojej ponad 10-letniej historii. Czyżby czasy beztroskiego trwonienia gotówki przeszły do historii? Co się stało i jak do tego doszło?

Bizblog.pl poleca

Szef Ubera wciąż w szoku

Zdajemy sobie sprawę, że era wzrostu za wszelką cenę minęła

– wyznał samokrytycznie prezes Ubera Dara Khosrowshahi.

No, może nie tak do końca samokrytycznie, bo wywód CEO Ubera w komunikacie prasowym wyraża raczej tęsknotę do starych dobrych czasów, w których inwestorzy po prostu wykładali gotówkę na stół i nie zadawali zbędnych pytań.

W świecie, w którym inwestorzy coraz częściej domagają się nie tylko wzrostu, ale także wzrostu z zyskiem

– zaczyna melodramatycznie

…jesteśmy w stanie wygrywać dzięki ciągłym innowacjom, doskonałemu wykonaniu i niezrównanej skali naszej globalnej platformy

– nie traci optymizmu Khosrowshahi

Przedstawiciele spółki zapewniają, że Uber jeszcze w tym roku, a dokładniej w ostatnim kwartale 2020 r., powinien wykazać pierwszy zysk. W historii spółki byłaby to wiadomość zaiste niezwykła. Do tej pory Uber tylko raz zaraportował zysk i to dzięki temu, że sprzedał część posiadanych nieruchomości w Azji.

Tym razem mam być inaczej. Fala niezbyt udanych debiutów giełdowych w 2019 r. pokazała, że duże, acz nierentowne startupy, przestały cieszyć się zaufaniem inwestorów. Fakt, że firma szybko rośnie przestał uzasadniać kosmiczne wyceny w momencie, w którym w firmowej kasie kwartał w kwartał mieliśmy manko.

Uber odbił się od Wall Street w podobny sposób. I widać, że rosnąca presja ze strony udziałowców zaczyna mu ciążyć. W ubiegłym roku platforma w ramach redukcji kosztów zwolniła około tysiąca pracowników.

Rekordowa strata Ubera

W 2019 r. Uber puścił z dymem aż 8,5 mld dol. Co prawda niemal połowa (4,6 mld) była związana z debiutem platformy na parkiecie, ale ta suma nawet podzielona przez dwa wciąż robi piorunujące wrażenie.

Żeby uzmysłowić sobie problem, jaki Uber ma z modelem biznesowym warto przytoczyć jeszcze kilka liczb. Przychody wyniosły 12,9 mld dol. To niby o 25 proc. więcej niż rok wcześniej, ale jednocześnie strata z działalności operacyjnej (EBITDA) wyniosła 2,7 mld dol.

Na początku bieżącego roku Uber nie spodziewa się zwiększenia przychodów, więc robi co może, by ograniczać wydatki. Zapowiada, że Uber Eats będzie wychodzić z najbardziej nierentownych rynków i inwestować w usługi, na których może liczyć na większą marżę. Takich jak np. Uber Comfort, czyli bardziej ekskluzywną wersję usługi zamawiania przejazdów. Ma również pracować nad dalszym udoskonalaniem algorytmu łączącego pasażerów z kierowcami.

Niczego szefowie platformy nie wspomnieli za to o takich odnogach swojej działalności jak wypożyczanie rowerów czy hulajnóg, do których Uber również musi dopłacać. Lepsza kontrola kosztów nie obejmuje też prac nad autonomicznymi pojazdami – tutaj Uber twierdzi, że zebrany kapitał wystarczy mu jeszcze na kilkanaście miesięcy.

Czy te zabiegi rzeczywiście wystarczą? Pierwsze reakcje giełdy były entuzjastyczne – cena akcji skoczyła o 10 proc.

Uber w kropce

Ale rzeczywistość nie jest tak różowa. Uber ponosi dziś straty na praktycznie wszystkich polach. W III kwartale 2019 r. zaczął w końcu zarabiać na przewożeniu pasażerów, ale zyski z tej działalności są niwelowane przez straty, które przynosi działalność samej centrali. Nie mówiąc już o całej reszcie deficytowych przedsięwzięć, w które platforma zdążyła wejść w ostatnim czasie.

Ostatni kwartał 2019 r. Uber zamknął ze stratą 1,1 mld dol. Obietnice, że za rok o tej samej porze wskaźniki zapalą mu się na zielono wygląda trochę jak pobożne życzenie Khosrowshahiego.

Na razie Uber musi się przecież mierzyć z szeregiem znaków zapytania. Nierozstrzygnięta zostaje kwestia obowiązku zatrudnienia kierowców w Kalifornii i całkowitego wyrzucenia platformy z Londynu. Wizerunku startupu nie poprawiają też takie newsy jak sprzedaż akcji przez założyciela Travisa Kalanicka.

Z drugiej strony CEO Ubera powiedział na razie tylko o trzech miesiącach bez dopłacania do interesu. I to za prawie rok. W całym 2020 r. EBITDA ma natomiast wynieść między 1,25 a 1,45 mld dol na minusie. Upraszczając, Uber jak przepalał pieniądze, tak będzie robił to nadal. Z tą różnicą, że banknoty zamiast z naczepy, będą teraz wpadać do pieca za pomocą dużych rozmiarów łopaty. Reszta zostaje po staremu.