Uber wykastrowany przez nowe przepisy. Taksiarze mogą sobie pogratulować, dopięli swego

Od 1 stycznia kierowcy Ubera czy Bolta muszą mieć licencję taką samą jak zwykli taksówkarze. Dla platform to rewolucyjna zmiana, która wpycha je w kłopoty, bo kierowców z licencjami brakuje.

Najpierw rewolucja miała nastąpić w kwietniu 2020 r. Potem przesunięto ją na październik. Ale i wtedy się nie udało. Ostatecznie Lex Uber, bo o nim mowa, zacznie obowiązywać od 1 stycznia 2021 r. To było jak opera mydlana przeplatana co chwilę protestami startej gwardii, czyli licencjonowanych taksówkarzy, którzy walczyli z „nowymi”, którzy „psują” im rynek.

Wszystko rozbija się licencje dla kierowców. Od nowego roku wszyscy kierowcy zostali zrównani i kierowcy Ubera czy Bolta również muszą mieć licencje, które wymagane są od tradycyjnych taksówkarzy. Od stycznia również wchodzi możliwość rozliczania przejazdów za pomocą aplikacji mobilnej, podłączonej do tzw. kasy wirtualnej.

Bizblog.pl poleca

Walka o wirtualne kasy do ostatniej chwili

I te wirtualne kasy stały się pewnym problemem. Dla Ubera wirtualną kasę opracowała firma Elzab. Testy tego rozwiązania zaczęły się dopiero na początku grudnia. Późno, ale Elzab chwalił się, że to „bez wątpienia innowacyjne rozwiązanie nie tylko w skali kraju, ale także na tle innych państw w Europie”. Udało się – kasa została już dopuszczona przez Główny Urząd Miar.

Zdążył też Bolt, dla którego wirtualną kasę opracowywał Novitus. Ale walka o akceptację GUM toczyła niemal do ostatnich dni grudnia, a Free Now nie wytrzymał ciśnienia i w pewnym momencie nawet rekomendował swoim partnerom, by zaopatrzyli kierowców w tradycyjne taksometry.

Ostateczni wygląda na to, że wszyscy są gotowi.

Część kierowców Ubera odpadła

Michał Konowrocki, dyrektor zarządzający Uber Polska przyznaje, że firma we wrześniu straciła kilkuset kierowców, stracili oni dostęp do platformy, bo nie dostarczyli wymaganych licencji.

Stało się to na koniec września, bo przypominam, że Lex Uber miało pierwotnie wejść w życie od 1 października. Ciekawe, że odsunięcie tego momentu w czasie nastąpiło dopiero 7 października, a więc już po fakcie. Wtedy zmiany przegłosował Sejm, a sama idea przesunięcia terminu pojawiła się za sprawą poprawek Senatu, które z kolei powstały na dzień przed wejściem w życie Lex Uber. Parlamentarzyści w swoim stylu narobili niezłego zamieszania.

Jeszcze ciekawsze, że zmiany zostały uchwalone w ramach przygotowanej ustawy o zmianie niektórych ustaw w celu przeciwdziałania społeczno-gospodarczym skutkom COVID-19. Co to ma wspólnego z pandemią, nikt nie potrafi sensownie odpowiedzieć.

W każdym razie sporo kierowców ubyło, bo mimo wydłużenia terminu wielu z nich licencji nie zrobiło. To zresztą problem, który nie dotyczy tylko Ubera. Inne platformy zmagają się z tym samym, a na rynku toczy się walka o kierowców z licencjami.

Czy to źle? Może i może lepiej, że na ulicach będzie nieco mniej aut. Cywilizowany świat idzie w stronę ograniczania transportu samochodowego na rzecz komunikacji miejskiej i rowerów. Szkoda, że w Polsce od 1 stycznia razem z wejściem w życie Lex Uber ruszają podwyżki cen biletów transportu zbiorowego.