To nie strata, to katastrofa. Uber w kwartał stracił ogromne pieniądze, inwestorzy w panice wyprzedawali akcje

W to, że Uber po raz pierwszy w historii zanotuje zysk, nikt raczej nie wierzył. Ale chyba mało kto spodziewał się, że będzie aż tak źle. Amerykański startup po raz drugi od momentu debiutu na giełdzie pokazał swoje wyniki finansowe. Jeszcze nigdy w swojej historii nie stracił tak potężnych pieniędzy.

Liczba dnia to 20 mld zł.

Mniej więcej tyle po przeliczeniu z dolarów (5,2 mld) Uber stracił tylko między kwietniem a czerwcem tego roku. Pochylmy się na chwilę i postarajmy to sobie uzmysłowić. Za takie pieniądze organizuje się ogromne projekty ogólnokrajowe na cały rok. Za 20 mld zł można rozdawać rodzicom pierwszego dziecka 500 zł miesięcznie przez 12 miesięcy. Takie fundusze wystarczą nam na budowę 435 km autostrad, obwodnic i dróg ekspresowych. A Uber? Wziął i przepalił. Co gorsza, wciąż nie wiadomo, czy startup ma pomysł, by zacząć na siebie zarabiać.

Do słabych wyników finansowych inwestorzy już się przyzwyczaili, ale tym razem, poza sama stratą, martwi ich też spowolnienia tempa wzrostu przychodów. A tego mogą już Uberowi nie darować. Szybkość wzrostu to startupowy fetysz. Firmy sa gotowe pchać w takie przedsięwzięcia ogromne środki, byle w każdym sprawozdaniu widzieć po stronie przychodów zielone strzałki z dwucyfrowymi wynikami. A że są straty? Przy odpowiedniej skali się odkujemy – przekonują się nawzajem.

Jaka ta skala miała by być w przypadku Ubera? Nie wiadomo. Platforma już teraz ma przecież gros rynku amerykańskiego i mocną pozycję w Europie. Lepiej może już nie być, bo aplikacja została wypchnięta z dwóch dużych rynków – Chin i Rosji. A na Starym Kontynencie jej przyszłość też stoi pod znakiem zapytania. Na przykład w Polsce, po wprowadzeniu tzw. lex Uber, spółka przestanie być konkurencyjna.

W ostatnim kwartale tempo wzrostu w ujęciu r/r była najniższe w historii firmy.

A dokładniej od 2017 r., bo wtedy Amerykanie zaczęli publikować swoje dane finansowe. Między kwietniem a czerwcem przychody Ubera wyniosły 3,1 mld dol. – znacznie mniej niż wyniosła strata. Dla międzynarodowego startupu, który działa na rynku od lat i jest obecny na giełdzie, taki wynik to katastrofa. Nie zmienił tego nawet news o przekroczeniu liczby 100 mln aktywnych użytkowników miesięcznie.

Podobnie pomyśleli udziałowcy. W handlu pozasesyjnym kurs akcji Ubera zleciał o 10 proc. i przez moment wynosił poniżej 38 dol. za jednostkę.

Nastrojów nie poprawiły też pewnie doniesienia z konkurencyjnego obozu. Największy amerykański rywal Ubera – Lyft – otwiera właśnie szampana. Wróć. Może nieco przesadziłem. Faktem jest jednak, że Lyft zanotował rekordowy kwartalny przychód (837 ml dol.) – o 72 proc. więcej niż rok temu. Eksperci pieją z zachwytu, że spółka rozpoczęła marsz w kierunku osiągnięcia rentowności. Choć z optymizmem należałoby chyba poczekać, biorąc pod uwagę, że w 3 miesiące straciła 644 mln dol. A w ubiegłym roku była tylko 179 mln dol. na minusie.

Co na to sam Uber?

Spółka już wcześniej ostrzegała, że wspomniany okres będzie trudny ze względu na wzmożone inwestycje i wynagrodzenia dla pracowników po publicznej emisji akcji. Ile w tym prawdy, trudno powiedzieć. Dara Khosrowshahi co chwilę chwali się nowymi pomysłami i inwestycjami. W II kwartale tego roku koszty (w tym nakłady na badania i rozwój ) wzrosły o 147 proc. – łącznie poszło 8,7 mld dol. W tym samym czasie przychody poszły w górę o 14 proc. Uber ma więc coraz więcej pieniędzy do dyspozycji, a mimo to, strata się powiększa.

Czasami zastanawiam się, na ile Uber rzeczywiście widzi w tych wszystkich innowacjach szansę na zarobek, a na ile te wszystkie wodotryski mają na celu ukrycie, że ich core business jest zwyczajnie nieopłacalny.

Gdy Uber wchodził na giełdę mówiło się o kwartalnej stracie rzędu miliarda dolarów. Mimo to, tuż po starcie kurs akcji zatrzymał się na poziomie 40-42 dolarów. Akcjonariusze jak zaczarowani słuchali CEO Ubera Dara Khosrowshahi, który obiecywał dokonanie rynkowej transformacji. W specjalnym liście do pracowników (który klimatem sprawiał wrażenie, jakby został napisany pod natchnieniem jednej z części Nolanowskiego Batmana) pisał o niezrozumieniu ze strony świata i końcowym zwycięstwie, gdy wszyscy zostaną okrzyknięci bohaterami (sic!).

Trzymając się skojarzenia z Batmanem Khosrowshahi bliżej na razie do Jokera niż tytułowego bohatera. W jednej ze scen Joker oblewa benzyną stos gotówki, a potem go podpala. CEO Ubera marnowanie nie swoich pieniędzy przychodzi z podobną łatwością. Pytanie – jak długo inwestorzy będą jeszcze chcieli mu ich dostarczać?