Uber kończy z braniem na zeszyt. Prezes wystraszył się kryzysu i tnie wydatki jak szalony

Uber latami beztrosko wydawał pieniądze inwestorów. Jego szefowie chwytali się kolejnych przedsięwzięć wiedząc, że fundusze VC niczym wyrozumiała pani Jadzia z osiedlowego sklepiku naskrobią coś w swoim brulionie i bez szemrania wydadzą kolejną paczkę szlugów, pardon… transzę pieniędzy. W końcu przyszło otrzeźwienie.

fot: TechCrunch/flickr.com/CC BY 2.0

Uber rozpoczyna operację stawania na własnych nogach. Startup wystraszył się pandemii i wycina w pień wszystko, co nie jest związane z przewozami i dowozem jedzenia. W mailu do pracowników opublikowanym przez „The Wall Street Journal” CEO spółki Dara Khosrowshahi pośrednio przyznał, że pandemia nie jest dobrym czasem na eksperymenty.

W związku z tym Uber likwiduje inkubator technologiczny i uruchomione we wrześniu laboratoria AI. Okrojona zostanie także grupa Advanced Technologies, która zajmuje się pracami nad autonomicznym samochodem.

Posypały się kolejne zwolnienia. Platforma dopiero co wyrzuciła 3,7 tys pracowników (14 proc. siły roboczej), by teraz dobrać się do stanowisk kolejnych 3 tys. osób. Startup zamknie także 45 biur na całym świecie.

Aby dalej rosnąć, musimy się zmienić w samowystarczalną firmę, która dłużej nie jest zależna od nowego napływu nowego kapitału od inwestorów

– wyjaśniał Khosrowshahi.

Bizblog.pl poleca

Uber cierpi na kryzysie

Na skutek pandemii w kwietniu 2020 r. spółka odnotowała 80-proc. spadek zamówień na przejazdy. Parataksówkarska działalność Ubera stanowi do dzisiaj większą część jego przychodów. Jednocześnie z miesiąca na miesiąc topnieją zapasy gotówki. Tylko w I kwartale 2020 r. strata netto sięgnęła 2,9 mld dol. W całym 2019 r. wyniosła 8,5 mld dol.

Prezes Ubera wie, że najgorsze dopiero przed nim. O tym, jak mocno koronawirus uderzył w biznes amerykańskiego startupu, dowiemy się dopiero, przeglądając wyniki za II kwartał. Jeszcze w marcu Khosrowshahi zarzekał się, że nawet w najbardziej pesymistycznym scenariuszu jego firma zakończy rok z 4 mln dol. zapasu i kolejnymi 2 mld w odnawialnych kredytach. Sęk w tym, że na rynkach rośnie nieufność wobec nierentownych spółek. O kolejne zastrzyki pieniędzy będzie coraz ciężej. Coraz skromniejszym źrodełkiem trzeba więc rozsądnie gospodarować.

Przewozy i dowozy

Nowy (uwaga!) zarabiający na siebie Uber ma opierać się na dwóch filarach. Pierwszym z nich są przewozy osób. Core business amerykańskiej spółki przed wybuchem kryzysu dostarczał jej zysków. Teraz startup liczy, że popyt na tanie przemieszczanie się po miastach wróci, co znacznie ułatwiłoby mu wyjście ponad kreskę.

Drugą nogą, na której ma wspierać się Uber, jest dowóz jedzenia. Khosrowshahi przyznaje wprawdzie, że Uber Eats jest daleki od zarabiania, ale, jakby to powiedzieć.. ma perspektywy. Dostarczyciele pizzy i lunchów generują już dla startupu prawie połowę przychodów, jakie uzyskuje z przewozów. W trakcie pandemii Uber Eats zanotował wzrost o 54 proc. r/r.

I prawdopodobnie będzie kontynuował ten zwycięski marsz także po zakończeniu lockdownu, bo branża gastronomiczna ciążyła ku dostawom przez aplikacje na długo przed zjedzeniem niedogotowanego nietoperza przez pewnego nieroztropnego Chińczyka.

Uber zarabia

Taki finał historii byłby mocno zaskakujący, biorąc pod uwagę, że jeszcze rok temu prezes Ubera otwarcie przyznawał, że nie ma pojęcia, czy jego firma kiedykolwiek będzie dochodowa. W miarę upływu czasu i zmiany nastrojów wśród inwestorów zadeklarował w końcu, że pod koniec 2020 r. coś tam jednak powinien zarobić, przyznając, że „era wzrostu za wszelką cenę minęła”.

Koronawirus sprawił, że przyzwyczajonemu do przepalania pieniędzy Uberowi moment otrzeźwienia przyszedł nagle i bez ostrzeżenia. Teraz już nie ma wyjścia. Rynek mówi: Sprawdzam.