Uber został zmieciony przez pandemię. Ale nie szkodzi, bo zbudował sobie… drugiego Ubera

Kryzys obszedł się z Uberem bez litości. Spółka kolejny kwartał z rzędu zanotowała ogromny spadek zamówień na przewozy. Sytuacja jest tak dramatyczna, że Uber większe przychody ma dzisiaj dzięki wożeniu klientom jedzenia do mieszkań.

Nasza działalność dostawcza Eats jest teraz tak duża, jak Uber Rides, kiedy dołączyłem do firmy w 2017 roku. Zasadniczo zbudowaliśmy drugiego Ubera w mniej niż trzy lata

– chwali się dyrektor generalny Dara Khosrowshahi w rozmowie z CNN.

Do tej pory przewozy osób były zdecydowanie najmocniejszym punktem w portfolio amerykańskiego startupu. Choć z rentownością bywało różnie, Uber kasował na parataksówkarskiej działalności kilka miliardów dolarów kwartalnie.

Tak było do momentu wybuchu pandemii. Po wprowadzeniu obostrzeń liczba zamówień spadła o 80 proc. Nadzieje na to, że rynek odbije wraz z odmrażaniem gospodarki, okazały się płonne. Startup zaraportował, że w drugim kwartale 2020 r. rezerwacje spadły o 75 proc. Odbicie jest więc minimalne.

Uber Eats ratuje w kryzysie

Po raz pierwszy w historii utrzymuje się sytuacja, w której Uber większe przychody czerpie z Uber Eats. Między kwietniem a czerwcem z przewożenia ludzi uzyskał 790 mln dol. (spadek o 67 proc.). W tym czasie Eats urosło z 1,2 mld i jest dwa razy większe niż rok temu.

Bizblog.pl poleca

Jak widać, boom wywołany zamawianiem jedzenia nie dał rady rekompensować strat poniesionych przez Uber Rides, z którego korzysta dzisiaj miesięcznie ok. 55 mln osób wobec 99 mln rok temu. Kwartalne przychody Ubera spadły do 2,2 mld dol, czyli o 29 proc.

Nic więc dziwnego, że Dara Khosrowshahi ratunku szuka w rozwijaniu dostaw. Także poprzez przejęcia. W ubiegłym miesiącu Uber kupił firmę Postmates, dzięki której ma nadzieje na dotarcie do 30 proc. amerykańskiego rynku. Wcześniej startup został także większościowym udziałowcem w Cornershop – aplikacji umożliwiającej zamawianie zakupów do domu m.in. w USA, Kanadzie i wybranych krajach Ameryki Południowej.

Na zyski trzeba poczekać

Te inwestycje nie zmieniają faktu (a nawet odsuwają go w czasie), że na osiągnięcie przez startup rentowności przyjdzie nam jeszcze poczekać. Jeszcze w lutym CEO Ubera zapowiadał, że jego spółka zacznie zarabiać już w tym roku. Po wejściu na giełdę Uber jest pod presją inwestorów, którym sądząc po wynikach giełdowych, powoli kończy się cierpliwość.

Na razie Uber notuje kolejną stratę. W tym kwartale dokładnie 1,78 mld dol. W porównaniu z 2,9 mld dol. straty sprzed trzech miesięcy to niby lekki progres, od pierwotnego celu Amerykanie są jednak dzisiaj bardzo daleko.

Z drugiej strony – czy jest się czym przejmować? Uber ma wciąż 8 mld dol. w gotówce. Jest więc w stanie przepalać kolejne miliardy bez oglądania się na inwestorów jeszcze przez długi czas.