Poszła plotka, że Twitter będzie płatny. Dziwicie się? Na biedaków przecież nie trafiło

Wieść gminna niesie, że Twitter pracuje nad nowymi sposobami na zmonetyzowanie zaangażowania milionów użytkowników. W grę może wchodzić płatna wersja serwisu albo zupełnie nowa platforma oparta na modelu subskrypcji. Ta zdawkowa plotka wystarczyła, by akcje spółki poszybowały w górę.

Twitter ma problemy z zarabianiem dawna. Choć serwis powstał w 2006 r., dopiero 12 lat później po raz pierwszy udało mu się wyjść nad kreskę. Co gorsza liczba użytkowników platformy uderzyła w sufit i od pięciu lat waha się w granicach 300-320 mln osób na całym świecie.

Skoro więc szefowie Twittera nie wiedzą, jak zachęcić większą liczbę internautów do regularnego twittowania, muszą znaleźć sposób, by wycisnąć więcej z tych, którzy są już na platformie obecni. Do tej pory CEO Jack Dorsey szansy upatrywał w reklamach. To właśnie dzięki nim w 2018 r. mógł pochwalić się 1,21 mld dol. zysku netto. Jak na globalny serwis bez szału, ale po ponad dekadzie posuchy inwestorzy wyczekiwali takich newsów jak kania dżdżu.

Nierówna walka z Facebookiem i Google

Problem w tym, że inwestując w sprzedaż banerów reklamowych na stronie, Twitter brnie w ślepą uliczkę. Rynek reklamy jest zdominowany przez dwóch gigantów Facebooka i Google’, którzy już dawno podzielili profity między sobą. W czołówce jest także Amazon. Cała trójka ma ok. 70 proc. rynku. Aby się rozwijać, ba, może nawet po prostu przetrwać, Dorsey musi więc umiejętnie balansować między różnymi pomysłami na monetyzację serwisu.

Bizblog.pl poleca

Właśnie dlatego plotka o stworzeniu płatnego Twittera wzbudziła w inwestorach taką euforię. W środę akcje spółki drożały nawet o 12 proc., by zakończyć notowania na 7-proc. plusie. Spekulacje, które wywindowały wartość firmy, mają dość mocne podstawy.

Na stronach korporacyjnych Twittera pojawiły się ogłoszenia o poszukiwaniach pracowników, którzy pomogą zbudować „platformę subskrypcyjną”. Można się więc domyślać, że korzystanie z platformy będzie wymagało podpięcia karty kredytowej do konta. Tak samo jak w przypadku Netflixa czy Spotify. Możliwe też, że płatne staną się tylko niektóre funkcje, taki model wprowadził pewien czas temu Tinder.

Na biednych nie trafiło

Wprowadzenie płatnej wersji Twittera nie powinno spowodować odpływu użytkowników. Platforma zdominowana jest przez polityków, dziennikarzy, biznesmenów i analityków. To zamożna grupa docelowa, dla której Twitter pełni funkcję swoistego okna wystawowego.

Twitterowi bliżej jest pod tym względem do LinkedIna niż masowych społecznościówek w rodzaju Facebooka. A skoro Twitter może przełożyć się na środowiskową sławę i zarobki, niewielka opłata raczej nie odstraszy zaangażowanych użytkowników. Pozwoli za zwiększyć przychód firmie, a to jest jej dzisiaj bardzo potrzebne.

Na początku roku TechCrunch pisał, że w 2020 r. Twitter ma zamiar stworzyć nowe centrum danych i zwiększyć zatrudnienie, co ma podnieść wydatki serwisu o 20 proc. w skali roku.

Widzę Twittera bardziej jako sieć zainteresowań niż sieć społecznościową

– wskazywał akcjonariuszom Jack Dorsey.