Branża turystyczna traci złudzenia. Posypią się plajty, w miejsce polskich firm wejdą Niemcy

Zatłoczone plaże nad Bałtykiem i wypchane do pełna pensjonaty na Mazurach tylko maskują prawdę o kondycji polskiej branży turystycznej – twierdzą eksperci. Podczas gdy drobna część przedsiębiorców wróciła do starych dobrych czasów, reszta modli się o przetrwanie do końca roku. Bez pomocy państwa może im się nie udać.

Branża turystyczna to jeden z największych poszkodowanych epidemii. Restauracje, salony fryzjerskie, kina i inne obiekty zamknięte w czasie lockdownu zawieszały pracę i traciły wyłącznie bieżące dochody. Dla touroperatorów zamrożenie lotów i wycieczek oznaczało, że pół roku starań można było wyrzucić do kosza. Pieniądze wielu z nich leżą teraz np. na kontach linii lotniczych.

Bizblog.pl poleca

Najgorzej sytuacja wygląda w transporcie autokarowym. W Polsce większość przewoźników to małe, nieraz rodzinne firmy, w których pracują ojciec z synem. Takie spółki obsługiwały wcześniej nie tylko rodzime firmy, ale i touroperatorów z zagranicy. Teraz ich pojazdy stoją, ale właściciele wciąż muszą wypłacać pensje i opłacać leasing.

Niedługo zacznie się przejmowanie autokarów przez banki, ludzkie tragedie i kryzys na niewyobrażalną wcześniej skalę. Wtedy rozruszanie sektora będzie niemożliwe. Bez pomocy państwa czekają ich bankructwa, a do Polski wejdą firmy transportowe z zagranicy

– prognozuje w rozmowie z Bizblog.pl Krzysztof Matys, analityk branży turystycznej.

Zakłamany obraz polskiej turystyki

Matys wskazuje na Niemcy, które dały podmiotom dużą pomoc budżetową. Jego zdaniem poza najpopularniejszymi miejscowościami turystycznymi rozgrywają się prawdziwe dramaty.

Obraz sytuacji jest zakłamany. Wiele mediów podjęło rządową narrację o kwitnącej polskiej turystyce. Tymczasem turystyka ruszyła w skromnej części, a masa ludzi pozostaje bez pracy

– dowodzi

Tysiące przedsiębiorstw nadal nie wróciło do działalności, a inne funkcjonując w tych warunkach, dalej przynoszą straty

– kontynuuje Matys.

Według jego wyliczeń bez możliwości wykonywania zawodu pozostają dziesiątki tysięcy pilotów wycieczek i przewodników turystycznych. Biura podróży nie mogą zawiesić lub zakończyć działalności, ponieważ mają zobowiązania wobec klientów i kontrahentów, więc pracują nie otrzymując za tę pracę wynagrodzenia.

Firmy wstrzymały budżety

Na własnej skórze odczuwają to przedstawiciele turystyki motywacyjnej, którzy organizują wyjazdy dla firm. Branża „incentive travel” miała za sobą znakomity rok. Badanie „Barometru SOIT” pokazywało wzrost rynku o ok. 130 milionów zł (20 proc.).

Rok 2020 też rozpoczynał się obiecująco, firmy miały zakontraktowane duże projekty zagraniczne w liczbach wskazujących na utrzymanie się tej tendencji. Ambitne plany trzeba teraz odłożyć na odxległą przyszłość. Od marca rynek całkowicie zamarł, a przedsiębiorcy pogodzili się z tym, że co najmniej do końca roku nie obsłużą już ani jednego klienta.

Spadki spowodowane COVID19 są niewyobrażalne, szacujemy, że w najlepszym wypadku rynek się skurczył o 77-80 proc., ale to są badania i dane z końca kwietnia, kiedy jeszcze wierzyliśmy w to, że w 3 i 4 kwartale tego roku będziemy realizować projekty

– opowiada nam Krzysztof Pobożniak, wiceprezes zarządu Stowarzyszenia Organizatorów Incentive Travel,

Ratunku wielu przedsiębiorców upatrywało w rządowych dotacjach. Rozmowy z Ministerstwem Rozwoju ciągną się jednak od miesięcy. Doszło nawet do tego, że rząd schował na pewien czas projekty przygotowane przez branżę, w zamian proponując bon turystyczny. Czyli 500 zł dodatek wakacyjny na dzieci, który najpewniej trafi… tam gdzie jeździ się z dziećmi. Czyli do górskich i nadmorskich kurortów, które już teraz pękają w szwach.

Przypomnę, że rozmawiamy o pomocy sektorowej od 10 marca, a dla wielu operacyjnie zamrożonych firm pomoc z tarcz się skończyła. Mam wrażenie, że ciągle nie mamy szczegółów, a tylko zarysy rozwiązań, coraz wyraźniejsze, ale zarysy

– tłumaczy Łukasz Adamowicz, wiceprezes zarządu SOIT.

W trakcie ostatniego spotkania minister Emilewicz zaproponowała stworzenie funduszu dla touroperatorów, z którego można byłoby zwracać zaliczki klientom, utworzenie „funduszu katastrof”, zwolnienie z ZUS-u na trzy miesiące i przedłużenie postojowego o kolejny kwartał.

Adamowicz zauważa jednak, że dwie ostatnie propozycje mają dotyczyć głównie touroperatorów, a także przewodników górskich, pilotów i przewodników wycieczek.

To zdecydowanie za mało. Męczące jest ciągłe udowadnianie, że nie odbywają się eventy, kongresy czy targi, że nie istnieje turystyka przyjazdowa, że autokary turystyczne stoją, a obłożenie hoteli poza kurortami wakacyjnymi rzadko przekracza kilkanaście procent

– dorzuca.

Nie wszyscy zachowują zimną krew. 84 podmioty zrzeszone w Turystycznej Organizacji Otwartej zapowiedziały niedawno złożenie pozwu przeciwko państwu. Domagają się 141 milionów złotych odszkodowania. Prowadzący sprawę adwokat Jacek Dubois zaznacza, że to dopiero początek. Gdy pozew znajdzie się w sądzie, będzie mogło się pod niego podpiąć więcej poszkodowanych. A, zdaniem mecenasa w całej Polsce może być ich nawet 10 tys.

Pomoc przyjdzie zbyt późno?

Minister Emilewicz obiecała, że resort dostarczy gotowy projekt ustawy ratującej turystykę na posiedzenie Sejmu, które odbędzie się 22 lipca, ostatnie przed wakacjami. Posłowie wrócą miesiąc później, co oznacza, że ustawa wspierająca branże turystyczną może wejść w życie najwcześniej w połowie września – pod koniec sezonu turystycznego.

Czekają, aż skończy się kampania. Przed 22 lipca będziemy mieli wyrywkowe formy pomocy. Właściwa pomoc przyjdzie we wrześniu, gdy dla wielu przedsiębiorców będzie już za późno. Czekają nas bankructwa i zaczynanie od zera

– twierdzi Matys.

Prowadzone przez niego biuro turystyczne zawiesiło organizowanie nowych wyjazdów na sierpień i wrzesień.

Jak można zaplanować jakikolwiek wyjazd, jeżeli rząd potrafi wydać rozporządzenie o 20.38, zakazując lotów na następny dzień?

Ponurego scenariusza nie wyklucza także Krzysztof Pobożniak.

Jeżeli w sezonie wakacyjnym nie ruszy turystyka masowa, to będzie to oznaczać duże problemy tych największych na polskim rynku touroperatorów, a to z kolei może wywołać łańcuch upadłości, przed którym już wielokrotnie przestrzegaliśmy na spotkaniach z rządem

– zapowiada.