Polski rząd mógł uniknąć awantury na całą Unię. Musiał tylko chcieć uniknąć konfliktu z Czechami

TSUE zgodził się z argumentacją Czechów i nakazał natychmiastowe zaprzestanie wydobycia węgla brunatnego w kopalni Turów, zanim zapadnie ostateczny wyrok w tej sprawie. Taka decyzja TSUE nie jest dla wielu ekspertów żadnym zaskoczeniem.

Kuba Gogolewski, koordynator projektów w Fundacji „Rozwój TAK – Odkrywki NIE”, uważa, że można było się tego niestety spodziewać. Nie tylko jego zdaniem „zarówno polskie władze, jak i PGE, zamiast szukać porozumienia z sąsiadami, uparcie ignorowały wszelkie próby dialogu, doprowadzając do eskalacji konfliktu”.

Bizblog.pl poleca

Jeszcze w marcu Wojciech Dąbrowski, prezes Polskiej Grupy Energetycznej, przekonywał, że „nie ma żadnych dowodów, że działalność kopalni w Turowie wpływa na obniżenie stanu wód w Czechach”. Najwyraźniej TSUE ma jednak inny na to pogląd. Tylko co dalej? 

Teraz mieszkańcy Bogatyni poniosą koszty arogancji PGE. A jeśli wydobycie wbrew orzeczeniu, będzie kontynuowane, to jako podatnicy zapłacimy wszyscy. PGE nie dołoży do tego ani złotówki, ponieważ, jak twierdzi „nie jest stroną w tym sporze

– uważa Kuba Gogolewski.

„Po raz kolejny podatnicy i inwestorzy zapłacą za zaklinanie rzeczywistości przez spółki energetyczne” – komentuje Paweł Czyżak, członek zarządu think tanku Instrat.

Turów: granica czeskiej cierpliwości

Oficjalna skarga rządu czeskiego na Polskę za węglową kopalnię w Turowie pojawiła się w Dzienniku Urzędowym UE w kwietniu. Jak przekonuje Kuba Gogolewski, to precedens, bo ani czeski rząd nigdy nie skarżył innego kraju członkowskiego, ani żaden inny tego nie zrobił do tej pory.

Ale Czesi od dłuższego czasu starali się dogadać z Polakami. Przecież już w 2019 r. podczas spotkania reprezentantów kopalni Turów z mieszkańcami Uhelnej ustalono wybudowanie ochronnego wału, który miał nieco bronić Czechów przed Turowem.

Nasi sąsiedzi od dawna zwracali uwagę na szkodliwy wpływ kopalni i pomimo prób rozmów z polskim rządem byli systematycznie ignorowani przez stronę polską

– potwierdza Joanna Flisowska, szefowa zespołu klimat i energia w Greenpeace Polska.

Już wtedy PGE znane musiały być argumenty naszych południowych sąsiadów dotyczące utraty wody pitnej (Czesi szacują straty na co najmniej 260 mln zł) spowodowane obniżeniem wód gruntowych w przygranicznej Uhelnej o 8 metrów.

Od lat 60. ubiegłego stulecia do 1993 r. poziom ten obniżył się aż o 17 metrów. Proces ten ma cały czas postępować. Ale polski rząd od początku sprawiał wrażenie, jakby nie do końca zależało mu na wyjaśnieniu tego sporu. Bez porozumienia więc zakończyły się rozmowy ostatniej szansy, kiedy w lutym do Warszawy przyjechał minister spraw zagranicznych Czech Tomas Petricek. Resort klimatu i środowiska miał do zaoferowania jedynie powołanie do życia wspólnej komisji ds. jakości powietrza

Turów 2044, czyli kropla przelała czarę goryczy

Dla Czechów koronny dowodem na to, że Polacy bagatelizują ich roszczenia względem kompleksu węglowego w Turowie, było przedłużenie koncesji wydobywczej do 2044 r. Michał Kurtyka, szef resortu klimatu i środowiska, tłumaczył to tym, że wydobycia węgla brunatnego i kopalin towarzyszących ze złoża „Turów” jest zgodna z zasadą racjonalnego gospodarowania złoża kopaliny.

Eksperci klimatyczni od początku jednak wskazywali, że taka postaw może region kosztować środki z Funduszu Sprawiedliwej Transformacji. I jest też przykładem ignorowania stanowiska czeskiego rządu w tej sprawie. 

Realny scenariusz to niekontrolowany upadek kopalni i elektrowni Turów za 10 lat – bez planu awaryjnego i bez funduszy unijnych

– przekonuje dr hab. Leszek Pazderski, ekspert do spraw polityki ekologicznej w Greenpeace Polska.

Zdaniem Czechów w ten sposób Polska jedynie utwierdziła ich w przekonaniu, że łamane jest prawo UE. „Wydobycie w Turowie zagraża naszym obywatelom, naszej wodzie i środowisku” – nie ma wątpliwości Petra Roubickova, rzecznik czeskiego Ministerstwa Środowiska.

Nie tylko Czesi. Niemcy też mają dość Turowa

Wbrew pozorom kopalnia w Turowie nie przeszkadza tylko Czechom. Swoją osobną listę pretensji mają też Niemcy. Pod koniec stycznia urzędnicy i mieszkańcy Zittau i Görlitz wraz z deputowanymi saksońskiego parlamentu złożyli skargę do Komisji Europejskiej na Turów. „Komisja Europejska musi natychmiast wszcząć postępowanie w sprawie uchybienia zobowiązaniom państwa członkowskiego przeciwko Polsce” – przekonywała wtedy przedstawicielka niemieckich Zielonych Anna Cavazzini

Już wcześniej, bo w październiku 2020 r. niemiecki Greenpeace opublikował raport geologiczny, z którego wynika, że „dalsze funkcjonowanie polskiej kopalni odkrywkowej Turów zagroziłoby jakości wody i stabilności gleby po stronie niemieckiej”. Nasi zachodni sąsiedzi mają przy tym wszystkim podobne wrażenie co Czesi. „Odnosimy wyraźne wrażenie, że polskie władze i sponsor projektu celowo nie traktują poważnie prawa europejskiego” – uważa Thomas Zenker, burmistrz miasta Zittau.

Liczymy na to, że decyzja TSUE podziała jak kubeł zimnej wody na ministra Jacka Sasina odpowiedzialnego z transformację sektora wydobywczego i energetycznego. Nie ma innej drogi jak odejście od węgla w ciągu najbliższej dekady

– mówi Joanna Flisowska.