Awantura z Czechami i Niemcami o kopalnię w Turowie weszła na wyższy poziom… absurdu

Jeżeli myśleliście, że kurz powoli opada po tym, jak Czesi zaskarżyli Polskę do Trybunału Sprawiedliwości UE za kopalnię węgla w Turowie, to jesteście w błędzie. Związkowcy z Polskiej Grupy Energetycznej postanowił pokazać, że najlepszą obroną jest atak i tym razem oni złożyli skargę do Komisji Europejskiej na Czechy i Niemcy.

„Wnosimy o podjęcie działań przez Komisję Europejską z siedzibą w Brukseli w celu zaniechania wykonywanych przez Republikę Czeską i Republikę Federalną Niemiec naruszeń w postaci łamania podstawowych praw naszych obywateli. Działając jako strona społeczna wskazujemy, iż ludność zamieszkała i pracująca na terenie Turoszowskiego Zagłębia Węgla Brunatnego w Powiecie Zgorzeleckim jest szykanowana i w naszej opinii złamano szereg przepisów wynikających z praw podstawowych przyznanych każdemu obywatelowi Unii Europejskiej” – czytamy w zawiadomieniu Federacji Związków Zawodowych w GK PGE.

Nadal uważacie, że dialog z Polską w tej sprawie jest możliwy?

– pyta w odpowiedzi czeski Greenpeace.

Bizblog.pl poleca

Skargę do KE wysłano wcześniej, w pierwszej połowie marca, ale przez konieczność zastosowana przy takiej okazji specjalnych druków wszystko ma być podpisane dzisiaj jeszcze raz i ponownie wysłane do Brukseli.

Turów: związkowcy bronią kopalni

Związkowcy z PGE uważają, że „wstąpienie do wspólnoty nie może ograniczać praw Państw do niej przynależących, a koncesji na wydobywanie węgla brunatnego ze złoża Turów była wydana przez polskie władze zgodnie z polskim prawem”. Powołują się przy tej okazji na art. 17 Europejskiej Konwencji Praw Człowieka i zarzucają Czechom i Niemcom „zniweczenie praw i wolności pracowników i rodzin regionu Turowa do pracy, nauki i godnej egzystencji nieurągających standardom europejskim”. 

Nie możemy pozwolić, żeby Czech, czy Niemiec rządził zasobami górniczy na polskie ziemi

– przekonuje w rozmowie z Bizblog.pl Adam Olejnik, przewodniczący FZZ w GK PGE.

W uzasadnieniu skargi do KE czytamy, że stanowisko rządów Czech i Niemiec wobec kopalni w Turowie jest „krzywdzące, nieprawdziwe oraz pomijające interesy naszego społeczeństwa”. Dalej związkowcy utrzymują, że zarzuty o nielegalnym wydobywaniu węgla w Turowie jest absurdalny, haniebny i ingerujący w suwerenność energetyczną Polski. Jednocześnie zarzuty ze strony Czech i Niemiec dotyczące niszczenia środowiska „nie mają pokrycia w stanie faktycznym i prawnym”. Dodatkowo związkowcy z PGE utrzymują, że nie jest możliwa jakakolwiek ingerencja Polski w stan wód gruntowych Czech. A to jest jeden z kluczowych argumentów naszych południowych sąsiadów przeciwko kopalni Turów.

Zielony Ład tak, ale z głową

Przy okazji rozmowy o skardze do KE na Czechy i Niemcy Adam Olejnik nie ukrywa krytyki dla Zielonego Ładu UE, który – jak przekonuje – Bruksela nam narzuciła. 

To nie jest tak, że jesteśmy oderwani od rzeczywistości i nie widzimy odchodzenia od węgla. Tylko wszystko trzeba robić z głową. Przez dziesięciolecia bezpieczeństwo energetyczne Polski oparte było na węglu. Z tego powodu okres transformacji energetycznej dla naszego kraju trzeba po prostu odpowiednio wydłużyć

– twierdzi przewodniczący FZZ w GK PGE.

Ale nie tylko o wydłużony czas dla węglowej Polski tu chodzi. Nie mniej ważne są rosnące koszty emisji CO2 i to, do jakich obszarów trafiają pieniądze z tych aukcji. Zdaniem związkowców powinny one w pierwszej kolejności być wykorzystywane w rozwijaniu nowych technologii służących do wychwytywania dwutlenku węgla z atmosfery i przerabiania go na wodór. 

Są przykłady chociażby z Japonii, że jest to jak najbardziej możliwe. Tylko trzeba zadbać o stosowne finansowanie nowych technologii

– uważa Adam Olejnik.

Awantura na całą Europę o Turów

Sprawa kopalni Turów i jej oddziaływania na położone w sąsiedztwie miasta czeskie i niemieckie ciągnie się od kilku lat, ale teraz wyraźnie przyspieszyła. Powody tego są co najmniej dwa. Po pierwsze bardzo wyraźnie w zielone, przy jednoczesny odsunięciu węgla na boczny tor, zaczęła skręcać Bruksela. O tym, że to nie są już żadne przelewki najlepiej świadczy cena emisji CO2 – pozostająca od kilku dni na rekordowym poziomie ponad 42 euro za emisję tony CO2. Po drugie Czesi i Niemcy mieli już po dziurek w nosie tego silnego i co chwilę wracającego do nich odczucia, że Polacy ich pretensji nie traktują poważnie. Dowód? Starania PGE o wydłużenie koncesji dla kopalni w Turowie do 2044 r. 

„Wszystko, podobnie jak w roku ubiegłym, odbywa się potajemnie, za plecami opinii publicznej i najbardziej poszkodowanych grup. Spółka wszczęła postępowanie koncesyjne w momencie, gdy Komisja Europejska omawiała czeską skargę dotyczącą działalności kopalni”

– czytamy na stronie stopturow.com.

Czesi spór z Polską starali się zamknąć polubownie, nawet do Warszawy przyjechali na rozmowy. Domagali się wypłaty odszkodowania za utratę wody pitnej (ok. 175 mln koron, czyli ok. 30,5 mln zł). Nasi południowi sąsiedzi mają ekspertyzy wskazujące na obniżenie się tylko w 2020 r. wód gruntowych w przygranicznej Uhelnej o 8 metrów. Czyli dwa razy więcej niż PGE miała zakładać do 2044 r. Swoje do powiedzenia w tej sprawie mają też Niemcy. Urzędnicy i mieszkańcy niemieckiego miasta Zittau i Görlitz wraz z deputowanymi saksońskiego parlamentu złożyli skargę do KE na polską kopalnie odkrywkową w Turowie.

Mieszkańcy murem za kopalnią

„Chcą zamknąć naszą kopalnię, żeby potem z zagranicy przywozić do nas węgiel” albo: „to niepojęte aby obcy kraj wtrącał się w polską politykę węgla. To jest niedopuszczalne” i jeszcze: „gdyby nie ta kopalnia to Zgorzelec, Bogatynia, Lubań są praktycznie bez środków do życia, bo większość ludzi pracuje albo w elektrowni albo w kopalni” – to tylko niektóre z opinii mieszkańców regionu, którzy coraz bardziej boją się o swoje miejsca pracy. 

Cały czas kopalni w Turowie broni Wojciech Dąbrowski, prezes PGE, który w niedawnym wywiadzie dla „Dziennika Gazety Prawnej” stwierdził, że „nie ma żadnych dowodów, że działalność kopalni w Turowie wpływa na obniżenie stanu wód w Czechach”. Szef PGE uważa, że południowi sąsiedzi przesadzają, a wpływ turowskiej kopalni nie jest z pewnością tak rozległy, jak to przedstawiają. Tymczasem urzędnicy Kraju Libereckiego wyliczają, że szkody w zasobach wodnych spowodowane wydobyciem węgla w Turowie sięgają już 1,5 mld koron (przeszło 260 mln zł). Czesi wykazują, że ilość wody, jaką Uhelna wydobywa w 1,5 miesiąca, polska kopalnia wypompowuje w jeden dzień.