Porozumienie w sprawie kopalni Turów nawet w połowie stycznia. Piłka po polskiej stronie

Już wiadomo, dlaczego spór Polski z Czechami o przyszłość kopalni Turów ciągnie się jak krew z nosa. Wszystko przez to, że wśród decydujących o polskiej polityce nie ma zgody co do formy zakończenia tej kłótni, która niczego ani Pradze, ani Warszawie dobrego nie przynosi. Nasi południowi sąsiedzi na całe to zmieszanie patrzą jednak ze spokojem i czekają cierpliwie na swoje pieniądze. Kolejne rozmowy na ten temat mają odbyć się w połowie stycznia, w Pradze.

Dla Czechów spór z Polską o dalszy los kopalni Turów będzie w tym nowym roku jednym z głównych problemów w relacjach z Warszawą. Chociaż zgodnie z zapowiedziami ambasador Polski w Czechach Mirosława Jasińskiego, to zamieszanie nie powinno już potrwać długo. Jego zdaniem porozumienie w tej sprawie między Polską a Czechami ma być podpisane już w drugiej połowie stycznia. Pierwszym ustaleniem wtedy obu stron będzie to, że nie opuszczą sali negocjacyjnej, aż się w końcu dogadają. Rozmowy mają być prowadzone w Pradze. 

Mówimy już o jednym spotkaniu, a nie o negocjacjach, które potrwają 

– zaznacza Jasiński.

Polska i Czechy ciągle po dwóch stronach barykady

Jednocześnie Jasiński podkreśla, że wyrok TSUE w tej sprawie (Trybunał Sprawiedliwości UE nakazał Polsce zamknięcie kopalni Turów do czasu rozstrzygnięcia sporu z Czechami) jest oderwany od rzeczywistości i po prostu nie da się go wykonać. Ale problem wcale nie jest wyimaginowany, zwłaszcza dla mieszkańców przygranicznych miejscowości w Czechach i Niemczech. W niemiecko-francuskiej telewizji ARTE zrealizowano specjalny reportaż. Jego autorzy odwiedzili m.in. czeskie Vaclavice i niemieckie Zittau, gdzie ludzie ciągle żyją w strachu przed brakiem wody, którą ma skutecznie wypłukiwać kopalnia Turów.

Bizblog.pl poleca

Okazuje się, że różnic między Polską a Czechami – głównie w polityce klimatycznej – jest znacznie więcej. Warszawa lepiej niech nie liczy na wsparcie Pragi względem postulatu o reformie i zawieszeniu systemu handlu emisjami EU ETS. Jako UE musimy honorować umowę europejską i Zielony Ład – zwraca uwagę Anna Hubackova, szefowa Ministerstwa Środowiska w nowym rządzie Czech. Z kolei europoseł Ludek Niedermayer, reprezentujący barwy koalicyjnej partii TOR 09, uważa, że ETS jest niezbędny do przeprowadzenia europejskiej dekarbonizacji. 

Jeśli ktoś chce system ETS zreformować, musi przedstawić naprawdę dobrą propozycję, ale nic mi nie wiadomo o tym, by ktoś to zrobił – stawia sprawę jasno Niedermayer.

Kopalnia Turów: w polskim obozie władzy nie ma zgody?

Podpisanie porozumienia z Czechami koniec końców więc może aż takie proste nie być. Chociaż kusi 50 mln euro, jakie Polska zamierza nie pierwszy raz wyłożyć na stół, tytułem rekompensaty poniesionych przez Czechów strat. Co gorsza, wychodzi na to, że rząd Mateusza Morawieckiego w tej sprawie też nie ma jednego zdania. Świadczą o tym ostatnie doniesienia Onet.pl, który nieoficjalnie ustalił, że w rządzie prowadzone są prace nad wykonaniem postanowienia TSUE i zapłaceniem nałożonej za Turów kary. Tej naliczanej od 20 września 2021 r. nazbierało się już w sumie ponad 200 mln zł. 

Zgodnie z tymi informacjami Kancelaria Premiera miała przygotować projekt uchwały, na mocy której Polska zapłaciłaby zasądzoną kwotę. Rachunek miałoby pokryć Ministerstwo Aktywów Państwowych, a nie resort klimatu i środowiska, które cały czas dowodzi negocjacjami z Czechami. Ale ostatecznie nic z tego nie wyszło, bo ostry sprzeciw zgłosiło Ministerstwo Sprawiedliwości, kierowane przez Zbigniewa Ziobry. O tym, że zgody w sprawie sporu o kopalnię Turów nie ma wśród przedstawicieli polskiej władczy – świadczą też ostatnie słowa wicemarszałka Sejmu Ryszarda Terleckiego.

Jestem za tym, żeby nie płacić pieniędzy, które nam zasądzono, w sytuacji, gdy naruszone zostały wszystkie standardy zachowania Trybunału, instytucji unijnych. Inne podobne kopalnie działają kawałek dalej i nikt się ich nie czepia – stwierdził Terlecki w radiowej „Jedynce”.

Wicemarszałek Sejmu uważa, że kłótnię o Turów dodatkowo skomplikowały jesienne wybory w Czechach. Mieszkańcy tamtejszego pogranicza mieli nadzieję, że wyciśnie się ogromne pieniądze z Polski.