Katastrofa dyplomatyczna i wizerunkowa polskiego rządu. Bruksela idzie w sukurs Czechom, Turów w opałach

Niestety, sprawdza się pesymistyczny scenariusz i sądowa potyczka o Turów nabiera tempa. To już nie jest wyłącznie spór na linii Polska-Czechy. Po stronie naszych południowych sąsiadów właśnie opowiedziała się Komisja Europejska.

Najgorsze co mógł zrobić polski rząd, jeżeli chodzi o Turów, to doprowadzenie do sytuacji, w której kłótnia o węgiel stanie się flagowym sporem dla Komisji Europejskiej. W ten sposób Bruksela może przejść od słów o neutralności klimatycznej i Zielonym Ładzie do czynów i pokazać, że w sprawie środowiska nie żartuje. I właśnie z taką sytuacją mamy teraz do czynienia: KE postanowiła dołączyć do Czech w sporze sądowym o dalsze funkcjonowanie kopalni Turów. 

Gra toczy się o najwyższą stawkę: należy natychmiast zaprzestać wydobycia w Turowie, a polski rząd powinien poważnie zająć się odejściem od węgla i zapewnieniem sprawiedliwej transformacji dla społeczności węglowych

– uważa Riccardo Nigro, koordynator kampanii na rzecz spalania węgla i kopalń w Europejskim Biurze Ochrony Środowiska.

Turów: Polska coraz bardziej osamotniona w boju

Decyzja Brukseli nie jest zaskoczeniem. Przecież już wcześniej mówiło się o możliwym dołączeniu do sprawy zarówno KE, jak też Niemców, którzy również mają pretensje o Turów. Najpierw Czesi dopraszali się spotkań i konkretnych rozmów (bez rezultatu), potem premier Mateusz Morawiecki przekonywał, że już jest po sprawie, bo premier Czech miał mu obiecać wycofanie wniosku z Trybunału Sprawiedliwości UE, co w ostatecznym rozrachunku nie okazało się prawdą. Teraz z kolei słychać, że to wszystko przez wybory parlamentarne u naszych południowych sąsiadów. I najlepiej przeczekać do października i na poważnie usiąść do rozmów już z nowym rządem Czech.

A co z orzeczeniem TSUE o natychmiastowym zaprzestaniu wydobycia węgla w Turowie? Tutaj politycy Zjednoczonej Prawicy też nie zmieniają taktyki, która polega na dyskredytowaniu decyzji UE związanych z Turowem. To jakiś tam skład sędziowski, daleko od Warszawy, którego decyzje dla Polski wcale nie są wiążące. Czesi widząc, że Polska stanowiska nie zmienia, zawnioskowali do TSUE o nałożenie kary w wysokości 5 mln euro za każdy dzień niewykonywania postanowienia TSUE. 

Dla Witolda Waszczykowskiego, reprezentującego Polskę w Parlamencie Europejskim, a wcześniej zawiadującym naszą dyplomacją, to nic nie znaczące frazesy. Kpi, że dobrze, że Czesi nie zawnioskowali o karę na poziomie 5 mln bitcoinów. Słyszą te słowa w Pradze, słyszą też w Brukseli. I być może KE widząc, że Warszawa nie ma zamiaru zrobić nawet jednego kroku do przodu – postanowiła wziąć sprawy w swoje ręce.

Katastrofa dyplomatyczna rządu

Joanna Flisowska, szefowa działu Klimat i Energia w Greenpeace Polska, przekonuje, że to pierwsza taka sytuacja w historii UE. Do tej pory nie było konieczności nakładania kar finansowych za niedostosowanie się do środka tymczasowego nałożonego na jeden kraj w związku ze skargą innego członka. Dlatego obecne zamieszanie z Turowem ocenia jednoznacznie jako „katastrofę dyplomatyczną rządu”. Teraz, jej zdaniem, nie ma już czasu na kolejne uniki. 

Rozwiązaniem z tej sytuacji musi być transformacja energetyczna. Era węgla odchodzi do przeszłości i nie można dalej kurczowo trzymać się węglowego status quo

– przekonuje Flisowska.

Ostateczna decyzja TSUE o dalszym wydobywaniu węgla w Turowie mogłaby zapaść w trybie przyspieszonym na początku przyszłego roku. Włączenie się do sprawy KE wskazuje jednak, że Polsce o zwycięstwo w tej prawnej potyczce będzie wyjątkowo trudno. 

Im dłużej kopalnie węgla brunatnego będą funkcjonowały, tym trudniejsze będzie zalanie ich wyrobisk i zapewnienie dobrego stanu jednolitych części wód. Dla Unii dostęp ludzi do czystej wody jest ważniejszy niż interes firm węglowych

– uważa Katarzyna Czupryniak, koordynatorka kampanii wodnej w Fundacji „Rozwój TAK – Odkrywki NIE”.