Impas w sprawie Turowa. Polska ignoruje Czechów, Czesi zarzucają Polsce manipulację

Już po złożeniu przez Czechów skargi do Trybunału Sprawiedliwości UE, prezes PGE przekonuje, że pretensje dotyczące kopalni Turów są wyssane z palca.

Już w lipcu 2020 r. europosłanka Anna Zalewska przekonywała, że Polska posiada ekspertyzę naukowców z Instytutu Meteorologii i Gospodarki Wodnej, z której wynika, że za kłopoty Czechów z wodą wcale nie odpowiada kopalnia Turów, tylko zwykła susza.

Nie ma to związku z działalnością tego kompleksu

– twierdziła deputowana do Parlamentu Europejskiego.

Teraz na ustalenia w tej sprawie w IMiGW powołuje się w rozmowie z Dziennikiem Gazetą Prawną Wojciech Dąbrowski, prezes Polskiej Grupy Energetycznej. Tej samej, która ma po cichu ma starać się o przedłużenie węglowej koncesji dla Turowa do 2044 r. 

Bizblog.pl poleca

Nie ma żadnych dowodów, że działalność kopalni w Turowie wpływa na obniżenie stanu wód w Czechach

– nie ma wątpliwości szef PGE.

Turów, czyli manipulacja?

Dla Wojciecha Dąbrowskiego, który powołuje się też na opinię prof. Franka Umbacha, eksperta w Europejskim Klastrze ds. Klimatu, Energii i Bezpieczeństwa Zasobów, czeska argumentacja jest niejednoznaczna. Nie przekonuje go twierdzenie naszych południowych sąsiadów, że wpływ kopalni w Turowie obejmuje nawet 120 km. Zdaniem szefa PGE Czesi po prostu przesadzają.

Od początku pojawienia się po stronie polskiej argumentu o naukowej opinii IMiGW Czesi zarzucają nam manipulację. Wskazują, że ekspertyza nie dotyczy wpływu Turowa na wody podziemne. Tym samym – zdaniem Czechów – mamy do czynienia z niefortunną próbą odwrócenia uwagi od prawdziwego problemu. Podobnie zresztą miało być z oświadczeniami, że polski rząd w tej kwestii bezwzględnie współpracuje z rządem Czech i Niemiec. Teraz już wiadomo, że owej bezwzględności – przynajmniej w przypadku naszych południowych sąsiadów – starczyło na skargę do TSUE. 

Czesi pretensje z naukową argumentacją w sprawie wpływu kopalni Turów na stan wód podziemnych przedstawili bardzo dokładnie w opracowaniu z września 2020 r. pt. „Kopalnia odkrywkowa Turów. Krótkie podsumowanie obecnego i potencjalnego przyszłego negatywnego wpływu na stan wód powierzchniowych i podziemnych w Republice Czeskiej”. Pokazują m.in., jak w miejscowości Uhelnej poziom wód gruntowych zmalał od lat 60. ubiegłego stulecia do 1993 r. aż o 17 metrów, za co głównie ma odpowiadać polska kopalnia. Kraj Liberecki wylicza, że szkody w zasobach wodnych spowodowane wydobyciem węgla w Turowie sięgają już 1,5 mld koron (przeszło 260 mln zł). Ilość wody, jaką Uhelna wydobywa w 1,5 miesiąca, polska kopalnia wypompowuje w jeden dzień.

Niektóre miejsca nie mają już tam dostępu do wody pitnej, w przyszłości problem ten będzie dotyczył około 10 tys. osób

– twierdzi Petra Urbanová z czeskiej kancelarii prawnej Frank Bold.

Zielony mur powstanie za 17 mln zł

Prezes PGE uchylił też rąbka tajemnicy w sprawie muru, który ma odgradzać mieszkańców Uhelnej od kopalni w Turowie. O sprawie zrobiło się głośno po ostatniej wizycie w Warszawie ministra spraw zagranicznych Tomasa Petricka i wiceministra środowiska Vladislava Smrza. 

Dominika Pospisilova, rzeczniczka czeskiego Ministerstwa Środowiska, w rozmowie z Bizblog.pl przekazała listę warunków, jakie ma spełnić Polska. Od ich spełnienia Czesi uzależnili skargę do TSUE. Jeden z nich mówił o wybudowaniu roślinnego muru, który „ochroni mieszkańców Czech przed zwiększoną ilością kurzu”. 

W tej sprawie pytaliśmy PGE, a także Ministerstwo Klimatu i Środowiska. Niestety, nie doczekaliśmy się żadnej odpowiedzi. Od Czechów za to dowiedzieliśmy się, że ustalenia w tej sprawie – między PGE a mieszkańcami Uhelnej – poczyniono już w 2019 r. Pytani o szczegóły Czesi kierują nas do Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska we Wrocławiu. Ale tamtejsi urzędnicy twierdzą, że nic o tym nie wiedzą. Wreszcie rąbka tajemnicy w wywiadzie z DGP uchyla trochę prezes Wojciech Dąbrowski. 

Prewencyjnie budujemy ekran przeciwfiltracyjny w ziemi, który będzie nas kosztował 17 mln zł, oddzielający rejon kopalni od czeskiej miejscowości Uhelna

– zdradza prezes PGE.

Zielony mur ma być długi na kilometr i biec wzdłuż drogi Opolno Zdrój – Sieniawka. Ma być gotowy w tym lub najpóźniej w przyszłym roku i zabezpieczyć ewentualny przepływ wody z ujęcia w Uhelnej w kierunku polskiej kopalni.

Niemcy też skarżą Turów

Nie tylko Czesi nie zgadzają się na dalsze fedrowanie w Turowie. Bardzo to nie pasuje też Niemcom. Tamtejsi urzędnicy i mieszkańcy Zittau i Görlitz wraz z deputowanymi saksońskiego parlamentu złożyli skargę do Komisji Europejskiej na polską kopalnie odkrywkową w Turowie. Ich zdaniem kontynuacja i rozszerzenie obszaru wydobycia węgla w tym regionie spowoduje poważne szkody dla środowiska.

Odnosimy wyraźne wrażenie, że polskie władze i sponsor projektu celowo nie traktują poważnie prawa europejskiego

– uważa Thomas Zenker, burmistrz miasta Zittau. 

Nasi zachodni sąsiedzi też mają po swojej stronie mocne argumenty. W październiku 2020 r. niemiecki Greenpeace opublikował raport geologiczny, z którego wynika, że „dalsze funkcjonowanie polskiej kopalni odkrywkowej Turów zagroziłoby jakości wody i stabilności gleby po stronie niemieckiej”. Poziom wód gruntowych może obniżyć się o kilka metrów, a z kolei osiadanie gleby może doprowadzić do pęknięć domów na obrzeżach Zittau. A kwaśne wody kopalniane niszczą rzekę Nysę.

Musimy działać już teraz, bo transgraniczne obniżanie wód gruntowych najpierw wykopuje wodę spod nas, a potem ziemia dosłownie wysuwa się spod naszych stóp

– mówi Daniel Gerber, poseł z ramienia Partii Zielonych.